Słabe granice to niezauważanie swojej odrębności i nie rozumienie w związku z tym, że inni ludzie nie są po to, by spełniać Twoje życzenia. Nawet jeśli grzecznie o to poprosisz.

Nawet jeśli się obrazisz, że nie chcą zrobić tego, o co prosisz.

Słabe granice, to myślenie, że Twoja potrzeba to zaszczyt dla kogoś, kogo prosisz o jej rozwiązanie. Bo przecież uznajesz tego kogoś za autorytet. Bez Twojego uznania jego kompetencja była by oczywiście mocno  zachwiana. Albo może ten ktoś ma taką słabą samoocenę, że nie wie o swojej kompetencji? I zrobisz mu przysługę prosząc o pomoc?

Słabe granice, to uważanie, że Twoje zainteresowanie i potrzeba  są komplementami dla kogoś, kto może rozwiązać Twój problem.

Nie, to nie jest komplement, to się nazywa szczypce. Ktoś, kto ma jakieś braki, jakąś potrzebę, której nie umie sam zaspokoić czasami wyciąga szczypce i próbuje wymusić nimi od innych to, czego potrzebuje. Żeby wyglądało to ładnie, przykrywa te szczypce chusteczką w kwiatki. Tłumacząc, że należy się cieszyć z jego uznania. Że to nie jest tak, że on wyciąga coś dla siebie, tylko obdarza swoim zaufaniem kogoś. Myśl o tym, że jego obdarzanie niczego nie zmienia w życiu obdarzanych, nie przyjdzie mu do głowy.

Noszenie szczypców przy sobie nie robi nikogo atrakcyjnym. Taki ktoś powoli zostaje sam. Ludzi odpycha, kiedy ktoś ich chce „poużywać”. Jeśli dają coś sami – to inna sprawa, można skorzystać. Ale wyciągać niczego nie wolno. Od nikogo. Nie trzeba szukać rodzica w nikim, trzeba uczyć się zaspokajać swoje problemy i braki samemu.

Żeby być atrakcyjnym dla innych trzeba niczego od nikogo nie prosić, dawać sobie wszystko samemu i innym dawać też.  Nie myśleć o tym, jak by tak dać, żeby potem samemu dostać więcej? Narzędzia doilne trzeba schować poprostu.

Wszystko, czego dorosły człowiek potrzebuje on jest w stanie dostarczyć sobie sam. Bez proszenia i dojenia, i  manipulacji z tym związanych. Inwalida nie może poradzić sobie z zaspokajaniem potrzeb, albo dziecko. A zdrowy człowiek bez żebrania da sobie radę ze wszystkim.

Jeśli nie może sobie coś zapewnić, znaczy, żę może się obejść bez tego. Ale doić i żebrać nie wolno.

Wszystko to, czego się chce, by dał Ci ktoś inny to są fanaberię. Jeśli ktoś chce Ci dać sam od siebie, można brać. A samemu chodzić i zaglądać w oczy innym psim wzrokiem nie wolno.

To dotyczy każdej sfery. Sfery nauki, sfery miłości, sfery seksu, wszystkiego. Prosić nie wolno.

Człowiek staje się zależnym wtedy, kiedy to, czego potrzebuje on oczekuje od innych. Nie trzeba się zastanawiać, jak skutecznie manipulować innymi, by dawali to, co chce. Trzeba pozbywać się potrzeb, które nie potrafisz zapewnić sobie sam. Pozbywać się potrzeb, które zaspokoić mogą inni ludzie. To oznacza pracę nad swoim wewnętrznym umiejscowieniem kontroli.

Dopiero kiedy schowasz swój doilny aparat, powietrze wokół Ciebie stanie czystsze. I inni ludzie chętniej obrócą się w Twoim kierunku. Ludziom trzeba starać się dawać, a nie ciągnąć od nich. Nie trzeba ciągnąć seks od plusa. Plus, to nie tylko stały partner, który się wypalił. Plus to może być nowy znajomy, któremu po prostu nie zależy. Nie trzeba wyciągać od człowieka, któremu nie zależy na zaspokajaniu Twoich potrzeb, ich zaspokajanie. To droga w kierunku listwy podłogowej.

Im większy Twój głód (w każdej sferze), tym bardziej odrzucasz innych od siebie. Kobieta, która mówi, że chce dawać miłość, chce znaleźć sobie partnera, żeby się z nim dzielić miłością, tak naprawdę chce nie dawać, tylko brać. Ona sama jest w potrzebie. Chociaż przykrywa to ładną chusteczką, że chce dawać. Ale dopóki się ma potrzebę, nic nie wyjdzie. Inni to wyczuwają. Atrakcyjnymi są tylko te osoby, które nie zaglądają w oczy.

Proponuje, żebyście podali przykłady „brania” i wymuszania w przyjaźni, w seksie, w komunikacji, może w innych sferach. Jak wygląda branie w przyjaźni jak wygląda dawanie? Jak wygląda wyciąganie i dawanie w komunikacji?

TK