Tłumaczenie komuś, że nie ma racji (nawet jeśli jej obiektywnie nie ma) albo krytyka kogoś jest zajęciem niewdzięcznym. Zdradzającym, że krytykujący lub prostujący (czy zwracający komuś uwagę)  ma spore problemy ze sobą. Człowiek szczęśliwy, dogadany ze sobą, kochający i szanujący samego siebie nie zauważa niedociągnięć innych ludzi. Jemu jest ok, on nie będzie miał potrzeby dowartościowywania się cudzym kosztem. Jego nie bolą cudze błędy, on nie uważa siebie za nauczyciela dla innych, jego nie interesuje taka rola. Każdy „nauczyciel” powinien się skupić na swoich problemach, zamiast poprawiać innych. To przyniesie mu więcej korzyści.

W relacjach z brakiem równowagi znaczenia takim nauczycielem zawsze zostaje minus. Jemu się wydaje, że plus jest tępy. Że wystarczy mu dobrze wytłumaczyć, że minusowi jest źle, że nie należy go tak traktować i plus od razu się zmieni. Zacznie traktować minusa z sympatią i szacunkiem. Ale plus nie będzie miał szacunku do kogoś, kto wymusza na nim coś, czego on dać nie chce. Wymuszać szacunek i emocje nie należy. Każdy plus na próbę wymuszania innego traktowania ze strony minusa po prostu zaproponuje mu rozstanie. I minus stanie się jeszcze większym minusem, bo zacznie prosić plusa, by zmienił zdanie. Że wszystko mu pasuje i bardzo się podoba obecny układ. Oczywiście, że nic mu się nie podoba ale perspektywa rozstania podoba się mu jeszcze mniej.

Wymuszaniem, wymądrzaniem się, udowodnianiem, tłumaczeniem nigdy się nie da zdobyć dla siebie szacunek i sympatię, żadnych praw dla siebie nie uda się zdobyć. Tym bardziej przywrócić z powrotem prawa utracone. To dotyczy nie tylko relacji romantycznych. To dotyczy relacji każdych. Jeśli ktoś krytykuje Żonę Premiera za niewłaściwą sukienkę, oznacza to próbę dowartościowania się Jej kosztem (jestem lepsza, nie założyłabym takiej!). Kto odczuwa potrzebę dowartościowania się? Ktoś, kto myśli o sobie w głębi duszy, że tak naprawdę jest nikim. Tak samo minus wymuszając i pouczając plusa wywołuje w nim niechęć i rozdrażnienie.

Nie należy nigdy się tłumaczyć i do niczego przekonywać innych. Zignorować coś, z czym się nie zgadzamy będzie najlepszym wyjściem. Ignorowanie to pokazywanie dystansu. Używając psychologicznych określeń ” wzmocnienie negatywne”.

Żeby mieć w relacjach ( każdych) taką samą władzę=wartość, co partner należy się nauczyć budowania granic. Budować je można stosując wzmocnienie pozytywne (jako odpowiedź na przyjemne kroki w nasza stronę) albo wzmocnienie negatywne (koniecznie reagując na brak odpowiedniego traktowania). To wystarczy, by zbudować mocne granice. Nie trzeba niczego nikomu tłumaczyć i do niczego przekonywać. Nawet jeśli mamy racje, im więcej tłumaczymy, im więcej używamy słów, tym mniejsze wrażenie sprawiamy na innych. Nie wolno się „rozlewać” kałużą po asfalcie. Ktoś niesłusznie nas posądza o coś – ok, nie trzeba tego komentować ani prostować. Robimy swoje. Czas pokaże. Tak robią ludzie z szacunkiem do siebie.

Jedyny skuteczny sposób dbania o własne granice (kiedy są atakowane) to dystansowanie się. Należy się nauczyć odruchowo (tak, jak oddychamy) robić krok w kierunku partnera w odpowiedzi na jego pozytywne postępowanie. I trzy kroki do tyłu w odpowiedzi na negatywne. Wystarczy się wycofać.

Wycofać się można na różne sposoby, w zależności od stopnia „przekroczenia granic” przez naszego partnera. Na przykład można zrezygnować z tematu rozmowy. Albo zrezygnować ze sposobu ( stylu) rozmowy. Albo zrezygnować z relacji.

Rezygnować z tematu rozmowy można nawet nie wychodząc z pokoju. Zostając w pokoju też można pokazać dystans. Tylko że większość ludzi robią to przekraczając granice drugiej strony. Oni żądają, by partner zmienił zdanie albo przestał o tym mówić albo jeszcze coś. W ten sposób sami przekraczają cudze granice. Nie wolno nikomu mówić, jak on ma się zachowywać! Nawet własnym dzieciom. Samemu można zmieniać własne zachowanie ale mówić innym, by zmienili swoje – to przekraczanie granic. Nawet jeśli mamy racje, nie ważne! Stracimy ją wyciągając swoją „wymuszaczkę” i włączając opcję „nauczycielka”. Jak zdystansować się nie przekraczając cudzych granic? Zamilknąć albo delikatnie zmienić temat.

Przeważnie jeśli przestaniemy podtrzymywać rozmowę (ale nie nagadamy przed tym przykrych słów) druga strona się domyśli, że ten temat nas nie interesuje. I zmieni go. Jeśli nie zmieni tylko będzie prowokował nas dalej stając się agresywny, granice przekroczy on sam i za chwilę poczuje, że nie ma racji.

Jeśli nauczyć się spokojnie dystansować zawsze i wszędzie w odpowiedzi na agresje, nasze granice nie będą wymagały lepszej ochrony. To wystarczy.

Ale to jest dosyć delikatny rodzaj dystansowania się. Nie w każdej sytuacji on będzie odpowiedni.

Jeśli partner nie zauważa naszej aluzji do zmiany tematu można wyjść z pokoju/wyłączyć skype’a/odłożyć słuchawkę przepraszając, że mamy pilna sprawę do załatwienia. Większość osób obawiają się, że jeśli tak zrobić, to druga strona niczego nie zrozumie. Że należy jej to wytłumaczyć i powiedzieć wprost.

Nie należy niczego tłumaczyć. Nie należy być nauczycielem. Wszystko, co należy zrobić, to to, że pokazać innym, że na każdą próbę „przymusu” reagujemy dystansowaniem się. To wystarczy. Nie trzeba się obawiać, że druga strona pomyśli, że faktycznie byliśmy zajęci i dlatego nie kontynuowaliśmy rozmowy. Nikt nie jest tępy na tyle, by nie zrozumieć, że nie wymuszaliśmy, nie tłumaczyliśmy, nie przekonywaliśmy go do swojej racji, tylko wycofaliśmy się nie przekraczając czyichś granic. To najlepsze negatywne wzmocnienie, jakie może być! Sprawdza się tak samo w stosunkach z rodzicami jak i z dziećmi. Jeśli drugiej stronie zależy na relacji z nami, to kiedy ochłonie zaprzestanie praktyk wymuszania na nas.

Nauczcie się w porę odchodzić, wycofywać się, zamiast tkwić w konflikcie i przekonywać do swojej racji. Większość sytuacji konfliktowych się wyczerpią. I to na naszą korzyść.

Jeśli jest spora agresja w naszą stronę, można nawet zastosować takie narzędzie do budowania relacje, jak pikę (kiedyś pisałam o  pikaperskich narzędziach). To jest coś, co sprawiedliwie zastosowane może zmienić polarność relacji za sekundę. I minus wyskoczy z minusa conajmniej na poziom zerowy, czasami zamieni się z plusem miejscami. Ale to już wyższa matematyka, zostawmy to narazie. Wystarczy wiedzieć, że w sytuacji konfliktowej można powiedzieć, że nam to nie odpowiada, takie traktowanie i szybko odejść. Zostawać po takich słowach nie wolno, inaczej się zmaży cały efekt. I zamiast zmienić sytuacje na swoją korzyść, przegra się ją, bo stanie się takim samym agresorem, jak partner. Kłótnia powstanie jeśli nie odejść, rozumiemy? Do tego nie wolno dopuścić. Nasze akcje spadną na dół ))

I najtrudniejsze. Odejście z relacji. Przede wszystkim należy zrozumieć, że odchodząc z relacji ekologicznie prawdopodobnie będziemy zatrzymani. Nikt nas nie wypuści „z rąk” jeżeli zachowujemy się w granicach i z szacunkiem do siebie. Odejście kogoś takiego boli i partner stara się zatrzymać odchodzącego. Ale już na znacznie lepszych warunkach! Nie będzie się zatrzymywało kogoś, kto odchodzi ekologicznie tylko wtedy, kiedy przed tym odchodzący narobił zbyt dużo głupot, brzydkich rzeczy i na tyle zniechęcił do siebie, że na jego miejsce już się znalazł się inny kandydat. Ale nawet w tym przypadku szacunek do odchodzącego wzrośnie. I zamiast obrzydzenia pozostanie po nim wspomnienie przypominające szacunek. Takie cuda robi ekologiczne odejście!

Teraz na temat ekologicznego odejścia. „Ekologiczne” czyli takie, które „zaprocentuje” w przyszłości. Które nie zaszkodzi przyszłości. Odchodzi się wtedy, kiedy nam proponują takie warunki pozostania w relacjach, na które nie możemy się zgodzić. Które uchybiają naszej godności i szacunku do siebie. Kiedy nas okłamują, zdradzają, nie liczą się, nie poświęcają nam czasu, traktują jako funkcje, jako mebel, nie zauważają. Kiedy krótki dystans nie działa. I łzy, prośby, płacz i rozmowy też nie pomagają. Zresztą, to wszystko nigdy nie pomaga odzyskać utracony szacunek do siebie. A to jest najważniejsza nasza waluta, to jest coś, co daje nam energię. A energia jest podstawą wszystkiego. Charyzmy człowieka też.

Dlatego, kiedy nie możemy niczego zmienić należy po prostu odejść. Jeśli nikt nie zadaje nam pytań odchodzimy po cichu. Nie trzeba żadnych rozmów, tłumaczeń, wyrzutów  itd z pozycji minusa! Nie poniżajcie się. Każde tłumaczenie swojego zachowania to przegrana. Najpiękniejsze odejście zawsze jest ciche. I bez blefowania.

Ale.

Jeśli poproszono nas o wytłumaczenie, można powiedzieć kilka słów. Że odchodzimy, bo czujemy się niekochani i niepotrzebni. Spokojnie i bez żadnych wyrzutów, bez żadnego patosu powiedzieć kilka słów i odejść. Nie trzeba dużo mówić. Nie trzeba się starać wywołać poczucie winy u plusa. Małomównie, spokojnie odejść. Takie odejście zostawia po sobie przyjemny posmak. Automatycznie wzrasta szacunek do takiej osoby, nawet jeśli przez dłuższy okres czasu pozostawała silnym minusem. Czas i odległość zrobią swoje i będzie się kogoś takiego wspominało lepiej, niż myślało się o nim w trakcie relacji. Im skromniej, spokojniej, powściągliwiej i godniej się odejdzie z toksycznych relacji, tym większym szacunkiem się będzie cieszyło. Ale najważniejsze, że szacunkiem do samego siebie. Dopóki nasza ważność dla drugiej osoby jest znikoma, nie należy używać żadnych słów podczas odejścia. To nie ma sensu. To nic nie zmieni i nikogo do niczego nie przekona. Przekonuje tylko szlachetne zachowanie z poczuciem granic i szacunkiem do siebie.

Wiele osób myślą, że odchodząc z relacji nie dają  tej relacji szansy. Na odwrót! Odchodząc z szacunkiem do siebie właśnie daje się szansę na ciąg dalszy. Który nigdy nie nastąpi jeśli człowiek będzie siedział i czekał nie wiadomo na co, póki z nim się nie liczą i nie widzą wspólnej przyszłości. Lepiej w porę odejść i tym dać relacji szansę. Jeśli ona jest.

Dać szansę relacji odchodząc nie oznacza, że należy siedzieć i czekać, aż człowiek zadzwoni. Zadzwoni to zadzwoni, nie to nie. Trzeba skupić się na własnym życiu. Trzeba zrozumieć, że to nie zależy od nas i przekierować swoją uwagę na inne swoje sfery życia. Jeśli zacznie się comeback, należy wyraźnie powiedzieć, co w tych relacjach nam nie odpowiadało. Ale oczywiście nie podczas zwyczajnych pingów! Na pingi nie wolno zwracać uwagę. Nie wcześniej, niż druga strona zrobi jakiś KROK w naszym kierunku i zaproponuje warunki, można będzie zakomunikować w jaki sposób „to mogło by działać”.

Zwróćcie uwagę: odchodząc nie mówimy czego chcielibyśmy. Mówimy o tym tylko wtedy, kiedy próbują nas wrócić i zadają pytania. Wtedy mówimy stanowczo czego chcemy i że chcemy tego nie kiedyś, nie 1 października, tylko teraz. Analizujemy na ile nam to śpieszą się dać.

Czyli odejście z relacji jest szansą na zbudowanie (bardzo powoli!) nowej, ciekawej historii. Tylko nie trzeba wracać od razu po odejściu. Inaczej wróci się do tego, co było. Jaki w tym sens? To musi być inna historia. Zbudowana od nowa, bardzo powoli. Nie należy się poddawać pokusie, by wrócić szybko i zapomnieć o wszystkim, jak o strasznym piekle i horrorze. Piekło to żyć w nieszczęśliwych relacjach. Żyć w iluzji, że tak żyją wszyscy.

TK