Na czym polega szczęście? Całe wielowarstwowe skomplikowanie poczucie szczęścia składa się  z jednej podstawowej rzeczy – wolności.

Wolność się składa z szacunku do siebie (!), wysokiej samooceny, mocnych granic i umiejętności liczenia na swoje własne zasoby wewnętrzne. Wiem, że każdego psychologa chce się zabić za te słowa( „szacunek do siebie” i „wysoka samoocena”), a co dopiero za przynudzanie o granicach. Ale to nie są puste slogany, „słuchajcie” proszę uważnie, ja będę za każdym razem coraz bardziej przybliżać te pojęcia. Na różne sposoby, w końcu „zaskoczy”, bo to ważne 🙂

Zobaczcie. Człowiek jest szczęśliwy tylko wtedy, kiedy robi to, co chce robić. I nie robi tego, czego robić nie chce. Szczęście jest właśnie w tym. Z dawnych czasów znaczenie słowa „szczęście” nie zmieniło się. Ludzie zawsze szukali wolności, dążąc do rewolucji, używając narkotyków (narkotyki dają poczucie wolności przez krótkotrwałą zmianę osobowości, raczej zmianę w odbieraniu świata, ale płaci się za to zbyt wysoką cenę), zmieniając ustroje polityczne.  Wszystkie systemy psychologiczne, praktyki zmiany świadomości są skierowane na to, by człowiek poczuł uwolnienie.

Ale wolność=szczęście można poczuć tylko wtedy, kiedy się zmieni własną osobowość! SIEBIE należy zmienić. Nie kraj czy samochód.

Osoby infantylne i słabe zawsze będą się czuły  nieszczęśliwe. Prawnik czy lekarz, żyjący na utrzymaniu żony czy matki zawsze będzie nieszczęśliwy. I będzie się skarżył na żonę czy matkę. Bo cała ta otoczka i dyplomy szczęścia nie dają. Dają czasami zachwyt i szacunek powierzchownych ludzi ale szczęścia nigdy nie dostanie się od zewnątrz.

Żadne zasoby zewnętrzne szczęścia nie przynoszą.  

Szczęście możesz dać sobie  tylko ty sam 🙂 Poprzez zmianę osobowości.

Od razu powiem – to nie jest łatwe. Może Państwo jesteście młodsi i bystrzejsi ode mnie, ale mnie to zajęło parę lat. I nawet jak już wiedziałam w ogólnym zarysie, co jest przyczyną i nad czym należy pracować, postępy były baaardzo wolne.

Co trzeba zrobić, by zmienić siebie? Przede wszystkim należy przestając się bać (o tym mówię  na filmikach i szkoleniach), to pozwala odzyskać szacunek do siebie. Bez tego nie ruszymy, zawsze będziemy szukać racjonalizacji, by zostawić wszystko, jak jest. Drugie, co należy zrobić – popracować nad własnymi zasobami wewnętrznymi. To pozwoli w końcu zacząć robić w życiu tylko to, co chcesz i nie robić tego, czego robić nie chcesz. Oczywiście wiąże się to z dużym dyskomfortem na początku. Ogromnym. Chodzi o to, że zaczynając robić to, co chcesz przejmujesz na siebie całą odpowiedzialność za swoje życie. W tym momencie możesz wiele stracić: pracę, znajomych, przyjaciół, pieniądze. Dlatego trzeba być przygotowanym i na to. Trzeba to spokojnie przeżyć i się nie wycofać z połowy drogi. Jak się przeżyje i nie wycofa, dalej będzie tylko lepiej. Nie może nie być, bo licząc na siebie człowiek zawsze myśli bardziej skutecznie. On wówczas myśli wszystkim: głowa, pupą, kręgosłupem. Dlatego staje się bardzo kreatywny. A kryzys albo brak wyjścia są świetnymi motywatorami do zmian. Dopóki wszystko jest jako tako, nikt się nie odważy zmieniać swojego życia. Dopóki jedynem problemem w nim jest zimna kawa. Ale kiedy nadchodzi poważny  kryzys można dziękować losowi, bo to jest ogromna szansa na zmianę w życiu. Jak mówiła Angelika Agurbasz: „Jestem bardzo wdzięczna  byłemu mężowi za to, co zrobił dla mnie dobrego. Ale jeszcze bardziej jestem mu wdzięczna za to zło, które mi wyrządził”. Dlatego przeżywając kryzys nie należy dramatyzować. Dopóki nikt nie umarł wszystko można naprawić. Żeby przejść przez dyskomfortowy okres zmian, należy „umrzeć” wcześniej. Wyobrazić sobie czym mnie to grozi w najgorszym wypadku i w głowie ten najgorszy scenariusz przeżyć. Wtedy „odpuści” i można będzie iść i zabierać się do pracy.

Co może pomóc przestać się bać? Prosta rzecz 🙂  Po prostu należy zrozumieć, że nie istnieje żadnych gwarancji w życiu. Że wszyscy wisimy na włosku. Wszyscy. Dlatego bać się po prostu nie ma sensu. Rodzice jednej z moich koleżanek, która będąc dzieckiem bardzo bała się spać sama, bo bała się ufoludków i prosiła odsłonić zasłony tłumaczyli jej, że bać się nie ma sensu i zasłaniać zasłony też nie ma sensu. Co będzie to będzie. Jeśli przylecą, to zasłony ją nie uratują. „Nawet my Ciebie nie uratujemy, będziesz musiała poradzić sobie sama. Więc nie ma sensu się bać i chować za zasłonami czy nami”. Uważam, że są świetnymi rodzicami.

Dlaczego jedni ludzie żyją   spokojnie a inni się denerwują  i mają różne lęki? Dlaczego w ogóle są osoby, które boją się wszystkiego: boją się żyć, bo się umiera, boją się kochać, bo to boli? Boją się ciemności i tłumu, konfliktów i zmian w życiu. Gdziekolwiek by się nie schowali, pod kamieniem czy w szafie, oni będą się bali. Im nic nie da spokoju. I jeśli ktoś porozmawia z nimi i ich uspokoi, to nie dlatego, że temu komuś udało  się przytoczyć logiczne argumenty. Bojący się i sam nie raz myślał w ten sposób. Ale bać się nie przestawał. Jego przekonał spokój i pewność siebie osoby, która go uspokoiła.

Boi się człowiek słaby. Jego lęk jest nieracjonalny i bezsensowny. On boi się latać samolotami, chociaż udowodnione, że jest to najbezpieczniejszy środek lokomocji. Ale on się boi. Za najbardziej niebezpieczny rodzaj sportu jest uznawany… o czym pomyśleliście?  Golf. Ponieważ podnosząc tego kija (czy jak to się tam nazywa :D) do góry istnieje prawdopodobieństwo, że trafi w niego błyskawica! Ale gry w golfa nikt się nie boi. Lęk zazwyczaj jest irracjonalny.

Słaby człowiek szuka bezpieczeństwa na zewnątrz. I to jest jego błąd. On myśli, że inni mu go dadzą. A silny człowiek ma bezpieczeństwo w środku. Poczucie bezpieczeństwa powstaje u niego z posiadania zasobów wewnętrznych, czyli tych, na które człowiek ma wpływ. Które on nie zgubi i mu ich nie ukradną. Nie zgubie tego, co potrafię dobrze robić sam. Ludzie z rozwiniętymi zasobami wewnętrznymi i mocnymi granicami, które nie latają to tu, to tam są bardzo pociągający, mają mnóstwo energii, są silni i szczęśliwi.

Predyspozycje do lęku są oczywiście cechą osobowości. I można ją skorygować, można pozbyć się lęku, jak grypy. Po prostu należy to uświadomić sobie (że wyjścia nie ma! 🙂 ) i zacząć nad sobą pracować.

Jak tylko się przestanie bać, wyrośnie niewiadomo skąd szacunek do siebie. To spowoduje między innymi, że przestanie się przejmować tym, co mówią inni, bo już będzie zarys własnego kręgosłupa. Wszystko, na co nie mamy wpływu należy odrzucać, nie przejmować się tym i nie marnować swojego czasu. Takim czymś np jest obgadywanie nas za naszymi plecami. Żaden mięsień nie powinien drgnąć, jeśli się dowiemy, że ktoś nas obgaduje. Broń boże żeby nie uściślać tego czy się nie tłumaczyć.

Kolejną rzeczą, która powoduje, że stajemy się szczęśliwymi ludźmi, to kończenie z dążeniem do perfekcjonizmu. Należy przyjąć spokojnie do wiadomości, że się mogę pomylić, że mogą się wydarzyć nieprzewidywane okoliczności, że wszyscy jesteśmy ludźmi i że nie należy niczego komplikować.

Tego nauczyłam się od mojej ukochanej Hakamady, która żyje lekko, właśnie dlatego, że nie zawraca sobie głowy formalnościami i formami. Hakamada udziela konsultacji w restauracjach, ona nawet nie ma własnego biura. A jest to jakby nie było były polityk i kobieta bardzo zamożna. Jest osobiście znajoma z Hillary Klinton i siłą rzeczy z innymi ciekawymi ludźmi. Pewnego razu w miejscu gdzie Hakamada przyjechała na szkolenie wyłączyli prąd. Na całej sali zgasło światło, było ciemno. To jeszcze było w Murmańsku, tam w ogóle pół roku jest ciemno :)) Ona się nie zgubiła, powiedziała do osób, którzy przyszli na jej szkolenie: „Słuchajcie, no jeśli chcecie zwrócę Wam za bilety i rozejdziemy się po swoich domach. Ale jeśli Państwu nie przeszkadza ta ciemność i jesteści gotowi mnie słuchać – siadamy i zaczynamy szkolenie. Mi brak światła nie przeszkadza”. Wszyscy się oczywiście zgodzili, jeden z uczęstników szkolenia włączył latarkę w komórce i położył komórkę przed Nią. Było fantastycznie, jak zawsze u Hakamady. Poza tym człowiek lepiej chłonie materiał kiedy się nie rozprasza na otoczenie. Ja też zauważyłam, że uwielbiam konsultować tylko słuchając rozmówcę, nie patrząc na niego. Kiedyś konsultowałam spacerując pod deszczem z psem, było ciemno, padało i uważam, że tą konsultacje poprowadziłam idealnie, bo to są najlepsze warunki dla mnie ) Oczywiście, że do Hakamady  jest mi bardzo daleko, jest to po prostu abstrakcyjna odległość dla mnie, jakaś nierealna gwiazda, „której nigdy nie widziałeś ale Ty przecież wiesz, że ona istnieje!”(c) „Gwiazda bez imienia” 😀

A’propos unikania perfekcjonizmu. Wiecie kim jest Siergiej Brin? Jest to amerykański programista i przedsiębiorca rosyjskiego pochodzenia. Jest on współtwórcą Google  i miliarder. Do pracy on jeździ na rolkach a nie na BMW. On nie ma ani jednego asystenta ani sekretarki, nie ma nawet biura. Rozumiecie do czego zmierzam?  Przy okazji on jeździ co roku na burning man, imprezę w północnej Newadzie. A w tym roku tam jedzie też Hakamada. To jest taka odskocznia, gdzie ludzie „spalają przeszłość”, żyją w pustyni, jak ktoś chce, to poczyta sobie. Żadne bankiety ani snobistyczne przyjęcia.

Co chcę powiedzieć. To że trzymanie się „jak należy”, ambicje i perfekcjonizm są pochodnymi od neurotyzmu. Człowiekowi się „nie żyje” z jakiegoś powodu i on spełnia swoje ambicje. Dlatego, że to życie, które prowadzi nie daje mu szczęścia i satysfakcji. Jemu się wydaje, że jeśli zrobi to czy tamto, osiągnie to czy następne, poczuje się lepiej. W życiu. Nie będzie temu końca. To tak nie działa w ogóle. W psychiatrii jest takie określenie „idea nadrzędna”. Ja powiem o tym chyba w następnym filmiku trochę więcej.

Wracając do wolności i szczęścia.

Wolności należy szukać w środku. Szukanie wolności na zewnątrz kończy się konfliktem i oddawaniem swojego terenu. Czyli nie można być szczęśliwym czyimś kosztem. To też należy rozumieć. Jeśli próbujemy przełożyć na kogoś swoje  obowiązki, skutkuje to tym, że stracimy swój teren, niczego nie zyskujemy. Albo zyskujemy kosztem wolności i szczęścia. Przesuwanie granic- koniec wolności-koniec szczęścia.

O tym mówili nawet Spinoza, Hegel i Karol Marks )

Arystoteles też mówił o ważności przestrzegania mocnych granic, by zostać szczęśliwym i niezależnym człowiekiem. Ale był  przekonany też o tym, że nie wszyscy  będą je przestrzegać. A wielu z ludzi nawet nie zechcą.

Na razie się zatrzymam. Czy ktoś z Państwa zauważa zależność pomiędzy trzymaniem się w granicach i wolnością? Jak wyglądają sprawy z lękiem? Boimy się czegoś? Udało się pokonać jakiś lęk?

TK