Proponuję kolejne pytanie.

Zdarzają się czasami  osoby, które myślą, że są na tyle sprytni, że potrafią „podładować akumulator” na zewnątrz. Inaczej mówiąc podładują swój akumulator od kogoś, kto się im podoba. W ten sposób chcą wnieść iskry energii do swojej piekielnie nudnej relacji z piekielnie nudnym mężem (albo żoną).

Nie mam na myśli teraz zdrady fizycznej (seks bez uczucia to dopiero nudne). Mam na myśli sytuacje, w której mąż albo żona nie chcą zdradzać ale myślą, że  „przypalając”  sobie od kogoś „na zewnątrz”  ożywią swoją relacje z małżonkiem.

Co o tym myślicie?

Czy są jakieś plusy i minusy takiego „ładowania akumulatorów”? Czy są jakieś niebezpieczeństwa czy na odwrót, jest to fajny sposób bez zdrady poprawić relacje z partnerem? Nie mówię tutaj o moralnej stronie sytuacji. Psychologia i zdrowie psychiczne nie mają nic wspólnego z moralnością. Proszę nie prostować mnie więcej w mailach, z tym do redakcji „Radia Maryja”.

Mówimy teraz  o wyraźnej szkodzie (?) czy korzyści (?) dla osoby, chcącej „ożywić” swoje małżeństwo „doładowując się” od zewnątrz,  w myślach, bez zdrady. (Oczywistym jest przecież, że nikt z Czytelników łącznie z autorem wpisu nigdy nikogo by nie zdradził). Więc mówimy teoretycznie.

Piszcie proszę, odniosę się później, chyba jeszcze dzisiaj zdążę 🙂 <3

T