Odpowiadam na komentarz z poprzedniego wpisu 🙂

Dlaczego „doładowywanie z zewnątrz” mimo, że jest bardzo przyjemne i wydawało by się nieszkodliwe jest jednak niebezpieczne?

Dlatego, że zewnętrzne umiejscowienie kontroli jest zawsze niebezpieczne. Wszystko to, co bierzemy od innych, za co obwiniamy innych lub za co podziwiamy innych itd – jest zewnętrznym umiejscowieniem. Nie panujemy nad swoim życiem, nie możemy się na nim oprzeć i w nim szukać radości i przyjemności czy wsparcia – możemy sobie pogratulować, mamy umiejscowienie kontroli na zewnątrz. Często jest trudno go wychwycić u siebie, przecież niczego złego nie robimy. Ale skutki posiadania zewnętrznego umiejscowienia kontroli są zawsze widoczne i odczuwalne.

Człowiek, który oczekuje, że inni go pocieszą ma ZUK (będę skracać te trzy słowa, ok?). Zazwyczaj taki ktoś wręcz wyciąga opiekę i wsparcie od innych. Najpierw wyciąga z kieszeni pensetę i potem, jak kleszcza, wyciąga słowa pocieszenia i uwagę innych ludzi. Przez jakiś czas ci inni ludzie będą się faktycznie litować nad biedactwem. Potem będzie ich to drażnić. A potem przestaną zwracać uwagę. Czyli relacja się rozpada. Rozpadła się, ponieważ ktoś koniecznie potrzebował dostawania emocji od zewnątrz.

Inny przykład. Dlaczego człowiek z ZUK zawsze zostanie minusem? Dlatego, że zleje granice, przywłaszczając sobie drugą osobę i wyląduje niedaleko listwy podłogowej. Przywłaszczenie sobie kogoś to postanowienie, że ten ktoś nam odpowiada. Na przykład, kobieta poznaje mężczyznę i ten zachwyca się jej urodą, figurą itd. Przez jakiś czas kobieta czuje się plusem, ponieważ takich komplementów  słyszała tysiące, nie robią na niej szczególnego wrażenia. Ale kiedy mężczyzna zaczyna robić jej bardzo drogie prezenty, kobieta zaczyna go sobie „przywłaszczać”, ponieważ uważa, że on do niej pasuje. Podoba się jej, więc może być. Po seksie kobieta uważa, że teraz on jej jest coś winien, więc tym bardziej „przywłaszcza” go sobie. Po kilku kłótniach w obawie, że straci tak fajne źródło zasobów i adoracji panikuje i staje się bardziej uległa. Pomaga mężczyźnie w czymś, daje mu upust lub kartę stałego klienta czy coś innego. Czyli robi wyraźne „bliżej”. Mężczyzna nie pozostaje dłużny, też robi kolejne piękne prezenty, jest cudownie, romantycznie, dużo kwiatów, miłości i ciepła i nagle… ups! Po jakieś nieistotnej kłótni mężczyzna znika. Kobieta siedzi i przegląda po kolei wszystkie jego prezenty, wspólne zdjęcia, pamiątki i nie rozumie, co zrobiła źle? Przecież wszystko było tak dobrze? Nie było dobrze. Po prostu nie widziała tego. Dobrze przestaje być od razu, kiedy ktoś nam się bardzo podoba i zaczynamy o nim myśleć w stylu „Pasował by do mnie”. Chusteczkę w takiej sytuacji wyciągnąć i wytrzeć ślinę z brody do sucha.

Zawsze kiedy czuje się rozjechanym, czuje, że ktoś utarł Ci nosa, oznacza to, że pękła gumka, trzymająca koronę z iluzji. Iluzje zawsze ma ten, kto uważą, że jego emocje, uczucia, jego stan jest zależny od innych ludzi. „Jest mi źle, bo Ola okazała się złą koleżanką” – przykład zewnętrznego umiejscowienia kontroli. „Moi rodzice nie wystarczająco dobrze o mnie dbali, dlatego pracuję teraz w hodowli nietoperzy pocztowych”- zewnętrzne umiejscowienie kontroli. Panika, czy dobrze wyglądam na przyjęciu, jakie zrobię wrażenie, czy się nie ośmieszę – tak samo,  ZUK. Człowiek z wewnętrznym umiejscowieniem kontroli będzie czuł sie na przyjęciu komfortowo. Nie będzie się rozglądał po stronach, szukając potwierdzenia temu, że dobrze wygląda. On będzie czuł się rozluźniony, dlatego, że do tego, by się tak czuć nie potrzebuje akceptacji innych. Wewnętrzne umiejscowienie kontroli w zasobie wyglądu to sytuacja, kiedy ktoś nie szuka oklasków ze strony innych. Tylko sam potrafi ocenić siebie i znaleźć coś w swoim wyglądzie, nad czym postanawia popracować. Ktoś taki ocenia siebie tak, jak by oceniał kogoś obcego.

Jeśli malarzom zaproponować pieniądze i nagrodę za pracę, bez względu, czy wykonają ją czy nie – ci z nich, co mają ZUK zgodzą się. A ci, którzy opierają się na siebie nie będą się cieszyć z czegoś, co nie zasłużyli. Będzie im zależało na obiektywnym ocenianiu ich prac. Bez tego nie będzie rozwoju.

Człowiek z WUK kocha swoją pracę, nawet jeśli często jest zmęczony, wykonując ją.

Niezapracowane pieniądze i nagrody to ZUK. Taki ktoś chce udawać kogoś innego, zanim próbować nim zostać. Zdobyć własne zasoby, wyćwiczyć własne mięśnie, założyć własną działalność, zmienić własne życie. NIE PYTAJĄC SIĘ NIKOGO O ZDANIE. Mając podpowiadacza/krytyka/motywatora/widza w środku samego siebie.Trzeba tego wszystkiego szukać w sobie.

Dlaczego czyjaś zła krytyka kogoś może ranić? Dlatego, że ten ktoś, jak ślimak swoimi rożkami stara się uchwycić za czyjąś pochwałę i akceptacje. A jeśli człowiek kontrolę ma wewnątrz, on sam najlepiej wie, nad czym powinien popracować, a co i tak dobrze mu idzie. Jemu wystarcza swoje własne zdanie.

Człowiek z poprawnym umiejscowieniem kontroli spotykając kogoś, kto mu się spodobał, stara się sprawić tej osobie przyjemność. Nie sobie sprawić przyjemność przebywając w towarzystwie tej osoby. Tylko temu komuś.

Dla dziewczyny spotkanie z chłopakiem, który jej się bardzo podoba powinno być doświadczeniem, próbą, co z tego wyniknie? A nie stawianiem wszystkiego na jedną kartę.

Jeśli dziewczyna się nie spodobała komuś, kto się bardzo spodobał jej, oznacza to, że trzeba znaleźć kogoś bardziej pasującego do siebie. Bardziej prostego chłopaka albo po prostu innego, bardziej odpowiedniego. Można to po prostu potraktować, jako nowe doświadczenie i zacząć bardziej się starać zwiększać, poszerzać własne możliwości, wiedzę, swoją sferę finansową i naukową itd., wszystkie swoje zasoby i horyzonty. Ale nie siedzieć i nie rozpaczać, nie katować się, nie wstydzić się, że „się nie udało” itd. Trzeba stworzyć swój własny świat, zamiast idealizować inne światy.

Jeśli dziewczyna rozpacza, że zniknął jej nowy znajomy, jeśli ma z tego powodu depresje i smutek, oznacza to, że zdążyła pozlewać granice. Że zamiast tego, by starać się zrobić coś przyjemnego dla niego starała się sama dostać jak najwięcej przyjemności z tej relacji. Skupiała się tylko na tym.

I kolejny komentarz ( za wszystkie Państwu dziękuję, wszystkie z przyjemnością czytam 🙂 ),  który się ukazał właśnie przed chwilą i „zainspirował mnie od zewnątrz” ):

„Ale nie jesteśmy na bezludnej wyspie. Otaczają nas ludzie, z każdej strony, korzystamy z ich doświadczeń.
W sumie też zależy, co ktoś rozumie poprzez inspirowanie się, bo mogą być różne definicje. Według mnie życie właśnie polega na tym, że obserwujemy świat i się inspirujemy czymś. To jest droga rozwoju. Nikt nie urodził się wszystkowiedzący, skądś trzeba czerpać wiedzę o życiu i się tym inspirować. Od dziecka obserwujemy różnych ludzi, ich postawy, zachowania, czytamy książki i coś z tego przejmujemy dla siebie”

Otóż to, otaczają nas ludzie. I inspirują też. Te inspiracje bywają różne. I tylko od naszego umiejscowienia kontroli zależy, czy im ulegniemy, czy nie.

Na przykład. Każdy człowiek reaguje na informacje, którą dostaje z otaczającego go świata, ulega jej w jakimś stopniu. Jeśli czyta o znęcaniu się nad zwierzętami, odczuwa ból, współczucie, oburzenie, chęć działania, różne emocje. Jeśli ogląda porno – zwiększa się jego libido na ten moment. Jeśli słucha wiadomości, w których mówią o pandemii koronawirusa- chce się zamknąć w domu albo wydrzeć się na osobę, która weszła do tramwaju bez maseczki. Każdy reaguje na tyle, na ile jest podatny na określony rodzaj informacji. „Zrobić wodę z mózgu” można każdemu, kto jest podatny na określony rodzaj informacji. Im więcej i dłużej człowiek przebywa w określonym strumieniu informacyjnym, tym bardziej staje się podatny na jego działanie. Tym bardziej znajduje się we władzy tej informacji. Wiadomo na przykład, że deprywacja sensoryczna (pozbawienie człowieka informacji słuchowej, wzrokowej, sensorycznej, taktylnej itd) natychmiast robi go bardzo słabym, niepewnym, wystraszonym i bezbronnym. Ale my, jak słusznie Pani komentator zauważyła  „nie jesteśmy na bezludnej wyspie”. Informacji mamy mnóstwo, w nadmiarze. I właśnie od naszych filtrów, czyli tego ż samego umiejscowienia kontroli, zależy na ile jesteśmy podatni na nią.

Dziewczyna, której imponuje chłopak, który bierze narkotyki może również zacząć je brać. Tym bardziej jeśli powie jej, że te akurat nie uzależniają. A trawka to przecież w ogóle nic złego. W stanach czy jeszcze tam gdzieś jest legalna. Dziewczyna z zewnętrznym umiejscowieniem kontroli posłucha go, tym bardziej, że chłopak nie wygląda na skończonego ćpuna i wszyscy w jego otoczeniu to „ludzie sukcesu”. Nie mając kontroli wewnątrz siebie dziewczyna zacznie ćpać. Będąc w grupie ludzi, którzy to robią i nie chcąc być „gorszą” ulegnie temu strumieniu informacyjnemu i zrobi rzeczy, mające wpływ na całe jej życie. Bo przecież chłopak jest taki przystojny i wykształcony, czyta wiersze i gra na harfie.

Jedna znana osoba, na szkoleniu której byłam opowiadała o swoim doświadczeniu z pewnego rodzaju narkotykami (nie chcę podawać ich nazwy), które przenosi w jakiś inny stan świadomości, czasu i przestrzeni pewnie też (sarkazm). Doświadczyć tego jeździ się na inny kontynent, w pewne miejsce, do tak zwanego guru itd (nie będę tu robiła reklamy temu świństwu). To mówiła osoba, która była dla mnie ogromnym autorytetem, wiele cech której mnie inspirowały. Ale nie branie narkotyków czy inne pare rzeczy.

Poczuci kontroli w środku, wewnątrz siebie pozwala nam nie ulegnąć bezkrytycznie urokowi czy fali informacji, skutki których mogą nam zaszkodzić.

Podajcie własne przykłady, kiedy ludzie idą pędem za jakąś ideą? Na przykład sekty. Albo zdrowe odżywia nie się. Albo  fitness. Wszystko może zawładnąć człowiekiem, jeśli on nie ma wbudowanego w sobie własnego filtru. Sam w sobie fitness nie jest zły. Tylko bywa tak, że ktoś idzie na fitness, by poprawić stan zdrowia i wyglądu. Albo żęby zaimponować chłopakowi. A potem to staje się obsesją. Dziewczyna wylicza kalorie, proteiny-białka-węglowodany, ćwiczy 5 razy dziennie, nie wyłazi z siłowni. Jej chłopak, dla którego poszła na fitness, staje się jej obojętny. Bo ona nie ma już czasu na spotkania z nim, musi zdążyć na kolejny trening. Ćwicząc na siłowni przegląda się w lustrze, kupuje specjalne koktajle i odżywki, utrzymuje kontakt tylko z osobami z tej sfery, z pogardą patrząc na „tłuściochów”. To wszystko fajne, i fitness, i ludzie sukcesu, którzy nam imponują, i wiele innych ciekawych rzeczy. Ważne tylko, by nauczyć się być samemu dla siebie autorytetem. Z nikim nie walczyć i niczego nie udowadniać. Nie przekonywać innych do własnych racji ale i samemu nie ulegać wpływu innych osób. Nawet bardzo przystojnych/bogatych/utalentowanych/mądrych/popularnych/najlepszych na świecie. Najlepszym na świecie dla siebie samego trzeba być sobą samym. (Boże, chyba po-japońsku już buduję te zdania 😀 Ale wiecie przecież Państwo, co mam na myśli? 🙂 )

To tyle na temat niebezpieczeństwa „podpalania” od kogoś. Dziękuję Wszystkim za cudowne komentarze! 🙂 Bardzo ciekawie się ich czyta, ogromna przyjemność i duma (?!) ogarniają mnie, że tyle mądrych i wartościowych osób udało mi się ściągnąć do siebie na bloga. Buziaki )

T

<3

 

 

CDN 🙂