„Pani Tatiano, wiekszosc regul, ktore Pani tu opisuje, sprawdza sie. Te zasady działają troche jak matematyka:)” – oczywiście, pisałam jakiś czas temu, że psychologia ma swoje ścisłe reguły, które działają perfekcyjnie, z matematyczną dokładnością.

Ale niektóre osoby (minusy) cały czas próbują obejść te reguły. Próbują przekonać siebie i mnie, że czekają na  Nowy rok albo na inne święta, nie po to, by mieć powód skontaktować się z plusem i przypomnieć mu o sobie. Minus chce złożyć plusowi życzenia, bo jest przecież  dobrze wychowany. Tylko dlatego. A ja, z tego wynikało by, jestem źle wychowana, skoro odradzam kontaktowania się z osobą, która rzuciła minusa i nie wycofała swojej decyzji. No dobra, wcale nie uważam, że jestem dobrze wychowana. Nie mam neurotycznych zapędów do bycia idealną i zadowolenia swoim postępowaniem wszystkich dookoła. Ale na psychologii relacji trochę się znam. I wiem napewno, że jeśli nie mieć szacunku do siebie i tłumaczyć to sobie (to swoje żebranie o jałmużnę plusa) „dobrym wychowaniem”, to można po raz kolejny poczuć się bezwolnym nieudacznikiem. Zerem bez honoru i silnej woli 🙂 Bez  wszystkiego tego, co sprawia, że jesteśmy LUDŹMI, a nie bezwolną masą  komórek biologicznych.  Z którymi każdy może sobie zrobić co chce. Przestawiać i popychać tak, jak chce.  Żaden silny minus nie chce się przyznać, że dzwoniąc do osoby, która go nie chce liczy na jałmużnę. Liczy, że plus nagle się rozczuli, zatęskni i będzie happy end. Nie, nie będzie happy endu.  Ponieważ są to zasady psychologii, ich nie oszukasz. Plus zablokuje byłego minusa albo po prostu nie odbierze od niego telefonu.

Dzwonić i kontaktować się z byłym plusem można nie po miesiącu, pół roku, roku czy 5-ciu latach od rozstania. Dzwonić można nie wcześniej, niż się przestanie być minusem! Minus jest lepki, nieprzyjemny, obleśny dla plusa. Sam minus tego nie widzi. On na każdą wątpliwość ma tysiące usprawiedliwień, które pozwalają mu robić oczywiste głupoty. On woli żyć w iluzjach. Idąc na skróty: jak można zrozumieć, że się przestało być minusem? Że można kontaktować się, spotykać, rozmawiać, składać życzenia byłemu plusowi? Minusem się przestaje być wtedy, kiedy przestaje się być patologicznie „grzecznym” i kiedy to, co pomyśli o byłym minusie były plus staje się w ogóle nieistotne!!! Kiedy nie ma się ochoty dzwonić z życzeniami do byłego plusa. Kiedy się nie pamięta o nim. Kiedy się go nie nienawidzi, tylko nie pamięta się o nim. Ponieważ nienawiść jest też rodzajem zależności. A zależności powinno nie być. A nie będzie jej wtedy, kiedy się zaczyna zachowywać, jak Człowiek. Idzie się na siłownie, zarabia się więcej pieniędzy ( a nie myśli się : „i tak nie będę milionerem, po co się starać?”- po to, by przynajmniej stać się lepszym wśród gorszych, na początek). Minusem przestaje się być wtedy, kiedy się spotyka w przypadku mężczyzny z kobietą, z którą ma się seks. Nie kupuje się seks, a jest on wynikiem normalnej sympatii, emocji i uczuć! A to wymaga zaangażowania. Minusem przestaje się być wtedy, kiedy ma się normalne relacje damsko-męskie z nową partnerką/ partnerem, a nie kiedy najlepszą partnerką jest prawa ręka. Ale to wymaga wysiłku 🙂 A po co się starać? Lepiej się rozczulać nad sobą, myśleć, że nikt na świecie jeszcze nigdy nie przeżył takiej Miłoościii, jak ja, nikt na świecie tak nie cierpiał, nikt mnie nie zrozumie… Jestem taki biedny! Ale honorowy. Złożę życzenia byłemu plusowi, niech widzi, co stracił.

Dobra, jak ktoś nie chcę stawać na własne nogi swojej głowy mu nie przyszyjesz. W psychiatrii jest taki termin: „lepkość umysłowa”. Tak bywa, kiedy człowiek miesiącami i latami myśli o kimś, kto go nie chce znać. Kto go rzucił. Kto o nim nie pamięta. Tłumacząc sobie to swoją „niezwykłą miłością”. Zamiast zrozumieć, że jest się zależnym emocjonalnie. I trzeba coś z tym robić. Zdrowy człowiek nie będzie się zamartwiał kimś, kto nie chce z nim być. Może mu być smutno po rozstaniu, to zawsze gdzieś trochę zadrapie, może nawet parę łez się wyleje, ale to nie nosi jakieś patologicznej formy, to nie przekłada się na miesiące! I tego można się nauczyć. Tak, nie umierania po każdym rozstaniu można się nauczyć. I nie bycia zależnym od innych ludzi również można się nauczyć. I żyć szczęśliwie, ciesząc się KAŻDĄ chwilą można się nauczyć. I być dla siebie mamą i tatą i największym przyjacielem i autorytetem można się też nauczyć. Tylko zrobić to należy samemu. Spojrzeć prawdzie w oczy i zabrać się do pracy – będzie to najkrótszą i najskuteczniejsza drogą do wyjścia z jamy. Żeby kiedyś podziękować losowi za to dno, które nauczyło więcej, niż głaskanie po głowie. Kiedy ma się kryzys należy się cieszyć 🙂 I brać się do pracy, zamiast zajmować się fotoshopem z iluzji.

Pytanie dla zaawansowanych czytelników: jak myślicie, dlaczego prościej jest zmienić plus partnera w minus, niż zmienić swój plus na minus?

TK