Obiecałam napisać, jak można obniżyć swój plus.

Komuś może się wydawać, że bycie plusem jest bardzo przyjemnie. Ktoś się stara o Ciebie, kocha, a Ty nie jesteś zależny, dlatego nie cierpisz i nie robisz głupot. Tylko korzystasz z sytuacji.

To tak nie działa.

Plusem być jest dużo gorzej, niż minusem. Minus przynajmniej kocha, on coś tam przeżywa, cierpi oczywiście ale załóżmy ma motywacje do zmian itd. A bycie plusem to koniec relacji dla tej osoby, a mimo to z jakichś tam powodów ona musi pozostawać w tym związku. To naprawdę piekło. Wymuszać na sobie grzeczność, uprzejmość, uwagę w stosunku do osoby, która Cię drażni. Tym bardziej, że samą uwagą się nie obejdzie. Partner-minus chce seksu, a jaki tam seks jeśli plus patrzeć nie może na minusa. Mimo to zgadza się na wszystkie tortury „dla dobra dzieci”. Absurd oczywiście. To nigdy nie jest dla dobra dzieci, tylko powodem jest jakiś ukryty lęk, który powoduje, że człowiek godzi się na życie w tym piekle. Które minus potęguje swoimi roszczeniami, niby „sprawiedliwymi”, ale dobijającymi ten związek ostatecznie. Mało kto wytrzymuje bycie plusem. Jeszcze mniej ludzi wie, jak go zmniejszyć.

Swój plus faktycznie zmniejszyć jest o wiele trudniej, niż swój minus.

Żeby zmniejszyć minus wystarczy zmienić umiejscowienie kontroli z zewnętrznego na wewnętrzne, rozdzielić granice, zrozumieć, że tu jestem ja, a tam jest drugi człowiek. I nie ważne, jak bardzo bym go nie kochał, to – DRUGI CZŁOWIEK. On nie jest stworzony po to, by spełniać moje oczekiwania. Moje uczucie go do niczego nie zobowiązuje. Moje uczucie nie jest żadnym skarbem dla nikogo, tylko dla kogoś, kto też mnie kocha. Inny człowiek może się odkochać albo wcale nie kochać. Rozumiejąc to należy się zdystansować (ale nie trzaskając drzwiami, bo plusa to tylko rozśmieszy, człowiek nie kocha, on poczuje ulgę), zająć się czymś sensownym i przydatnym DLA INNYCH LUDZI. Tak, czasami zamiast się użalać nad sobą warto rozejrzeć się dookoła i zobaczyć jak dużo potrzebujących pomocy jest obok. Ludzi i zwierząt chociażby.

Kolejną rzeczą, którą zajmujemy się obniżając swój minus, to zdobywanie nowych i polepszanie istniejących zasobów. Tu jest zawsze pole do działania. Pól roku ciężkiej „harówy” nad sobą, i jak tylko przestanie zależeć można będzie przypadkowo oczywiście spotkać się z byłym plusem. Dla minusa ta myśl jest dodająca siły i motywująca. Wybiegając do przodu powiem, że kiedy już można się będzie spotkać z byłym plusem, kiedy będzie się na to gotowym, nie będzie się chciało żadnych spotkań. Minus przejdzie taką długą i ciężką drogę, wejdzie na wyższy poziom ( napisze doktorat na przykład albo zrobi jeszcze coś, co wydawało mu się niemożliwe), że plus wypłowieje na tle tego wszystkiego. Nie będzie więcej zauroczenia i minus zacznie zachodzić w głowę, jak mogłem kimś takim się zauroczyć? To właśnie oznaka, że przestało się być minusem. Ale niech to będzie motywacja do zmian. W ścisłym skrócie. Proponuję wszystkim minusom napisać listy do plusa ale nie wysyłać je w żądnym wypadku. Potem, jak się wyjdzie z minusa przeczytacie te brednie. Nie uwierzycie, że pisaliście to sami. Mam klienta, który był wyjątkowo silnym minusem 5 lat temu. Tam naprawdę była wyjątkowo ostra sytuacja, dosłownie byliśmy na telefonie 24h, by mógł wyjść z uzależnienia. Kiedy mówię mu teraz, co wtedy mówił – wypiera się i mówi „masz racje, było ze mną źle ale nie do tego stopnia, nie mogłem tak się zachowywać” 🙂 Pamięć wypiera najbardziej stresujące momenty życia.

Teraz o tym, jak obniżyć swój plus.

Ale musze coś zastrzec. Przede wszystkim, jestem zdania, że nie wolno żyć z człowiekiem jeśli go nie kochasz. W ogóle nie wolno robić niczego, czego robić nie chcesz. To droga do kardiologa, onkologa i sposób na przeżycie nieszczęśliwego życia. U Karen Horney można o tym poczytać (o przyczynach neurotyzmu).

Trzeba po prostu się zastanowić, dlaczego robimy coś, czego robić nie chcemy i szukać wyjścia z tej sytuacji. Prawdopodobnie zgadzamy się na dyskomfortową sytuacje z powodu lęku. Wtedy się włącza racjonalizacja. Jak zawsze, kiedy chcemy zrobić coś, czego robić nie należy. Np jeden starszy Pan lubi mówić, że nikogo nie oszukuje, po prostu nie mówi wszystkiego. Kiedy ktoś tak samo nie powiedział mu wszystkiego niewiadomo dlaczego bardzo się obraził. Racjonalizacja to sposób usprawiedliwienia czegoś, co jest nie właściwe ale ułożone w ładne pudełko. Ale to jest zawsze ślepy zaułek. Trzeba szukać przyczyn, dlaczego robimy coś, czego robić nie chcemy. Dlatego, że w momencie, kiedy zaczynasz się bać stajesz się zakładnikiem swojego lęku, i potem jeden lęk będzie gonił następny. To tak, trochę liryki.

Ale jeśli ktoś ma małe dzieci (i nie do końca nienawidzi partnera), chce dać szansę związkowi, czując, że staje się silnym plusem, może spróbować uratować ten związek. Zawsze warto zrobić wszystko, co się mogło zrobić, by po podjęciu decyzji nie zaczynać biegania tam i z powrotem.

Czasami ktoś będąc plusem odczuwa dużą niechęć do partnera ale wystarczy, że się zdystansuje – zaczyna tęsknić. Po takiej sytuacji następnym razem plus skąpi, boi się rozstawać z partnerem, którego nie kocha w obawie, że może tego żałować. A ponieważ zostaje w związku, gdzie jest plusem, minus na tyle go drażni, że plus chcąc nie chcąc dostaje kij bejsbolowy i okłada nim partnera bez przerwy. Starając się go zmienić, przerobić po swojemu. Jeśli partner też jest plusem – dwa plusy się nawzajem okładają kijami, wymuszając na sobie wzajemnie jakieś motywatory, by móc pozostawać w tym związku dalej. Jeśli partner jest minusem, przez jakiś czas będzie pozwalał na to, by nim dyrygowano, ale z czasem, powoli ale skutecznie jego minus zacznie się zmniejszać. W którymś momencie minus odejdzie. (Inaczej mówiąc, jeśli jeden neurotyk przesadzi „na maksa” i drugi stwierdzi, że miarka się przebrała – on odejdzie). Plus i minus to zawsze relacja neurotyczna. Dlatego, że bycie w związku nie dlatego, że się chce być i kocha partnera, tylko dlatego, że: a)partner spełnia funkcje finansową b)boimy się samotności c)nie chcemy dzielić majątku d)mamy wspólny kredyt – to wszystko oznacza relacje neurotyczną.

Żeby obniżyć swój plus trzeba tak samo, jak w przypadku minusa zmienić swoje umiejscowienie kontroli z zewnętrznego na wewnętrzne. Trzeba przestać mówić minusowi, jak on powinien się zachowywać, przestać mieć oczekiwania i żądania względem minusa. Przestać się starać go zmieniać. Inaczej minus przestanie być minusem, każde wymuszanie zmniejsza naszą wartość subiektywną dla partnera.

To jeszcze nie wszystko. Trzeba przestać myśleć tylko o sobie i zacząć myśleć o minusie (jak i w czym mu pomóc) albo o wspólnym z minusem jakimś projekcie. Przenosimy fokus z siebie na partnera albo jakąś wspólną sprawę.

Osoby sfrustrowane (plusy) zbyt dużo myślą o sobie, o swoim nieszczęściu, swoim bólu, strasznie dużo mają samorefleksji i dzielenia włosa na czworo. Właśnie to powoduje, że nie mogą się wydostać z tej swojej frustracji.

Osoby nieegoistyczne nie wiedzą czym jest frustracja. Oni zawsze mają czym się zająć, komu pomóc, zawsze znajdą sobie coś do roboty. Będą pomagać innym, nawet zajmować się wolontariatem, pomagać zwierzętom i ludziom, zajmą się biznesem, by zarobić więcej pieniędzy i pomóc rodzinie, ich fokus zawsze będzie skierowany na coś innego, niż oni sami. Nie będą mieli czasu na niekończące się refleksje i dlatego nie pozostaną we frustracji.

Osobie nie egoistycznej łatwiej będzie zmniejszyć swój plus po prostu kierując swoją uwagę, energię i siły na jakąś sprawę (pracę), przydatną dla innych. Taki ktoś nie będzie płonąć z namiętności do partnera ale da radę żyć w zgodzie, przynajmniej przyhamuje powstawanie całkowitej upadłości związku. Upadłość związku może być przecież przewlekła i ostra. Ostry stan upadłości związku jest niebezpieczny, w nim dwa plusy na tyle się nie znoszą, że się mogą pozabijać.

Jeśli to jest nowa znajomość, w której dwoje ludzi nic nie łączy, nie ma wspólnych dzieci, wspólnego terenu – z takiego związku z brakiem równowagi znaczenia należy uciekać jak najszybciej. Ale jeśli dysbalans powstał w małżeństwie z małymi dziećmi i sytuacja póki co nie jest ostra – najlepiej postarać się zmniejszyć swój plus – przestać się denerwować na partnera oczekując, że się będzie bardziej starał. Plus żeby zmniejszyć swój plus powinien zacząć więcej dawać z siebie, mniej się zajmować samorefleksją, więcej myśleć, co zrobić dla rodziny. Jedynie w przypadku ostrej upadłości w związku najlepiej się rozstawać, dzieci nie powinni widzieć, że związek wygląda tak, jak to się dzieje w ich domu.

Ale jeśli wszystko jest względnie ok, wspólny teren, dzieci, to rutyna nie powinna być powodem do szukania silnych wrażeń. Należy nauczyć się zajmować siebie samodzielnie, samodzielnie „rozweselać” siebie, pokonując frustracje. Dlatego, że jeśli ogólnie nie nauczyć się tego robić samemu, jeśli zawsze szukać przyjemności od zewnątrz, nie umieć zorganizować jej dla siebie samodzielnie (podejmując się robienia jakiegoś projektu na przykład), można jak biedna owieczka szukając ciepła trafić na jakieś ognisko. Na którym się zostanie usmażonym. Dlatego, że nikt nie będzie dawał przyjemności nam za darmo. To może robić tylko człowiek zakochany w nas. A ludzie mają różne intencje. Prawdziwa miłość  zdarza się wyjątkowo rzadko,  jest jak talent, rzadko spotykana.

Rozumiemy dlaczego w nowej znajomości należy uciekać od razu z bycia minusem czy plusem, ale w rodzinie z małymi dziećmi lepiej popracować nad swoją polarnością?