Tyle lat mówimy o granicach, ale dla niektórych osób to nadal temat-tajemnica. Niektórym osobom się wydaje, że pilnowanie granic jest czymś krzywdzącym dla nich. Że stawianie sobie granic ich ogranicza. Przecież nie mając granic można było by pojęczeć i coś by się dostało. A pilnując granic trzeba siedzieć cicho, mieć wewnętrzne umiejscowienie kontroli i liczyć na własne siły. Nie da się być roszczeniowym i zawistnym, mając mocne granice. Ale nie każdemu się chce podejmować ogromny wysiłek pracy nad sobą i dla siebie. Dlatego niektórzy myślą, że wymuszając, manipulując poczuciem winy albo robiąc komuś świństwa da się odgryźć coś u drugiego.  To jest taka duża czapka z iluzji, nawet nie korona, zwykła czapka, którą człowiek bez granic próbuje przykryć prawdę o samym sobie. Przed sobą samym. Tak działa jego psychika, by  chronić go przed bólem. Przed bólem prawdy o samym sobie. Psychika jest naszym niewolnikiem. Zrobić wszystko, co zażyczy sobie człowiek. Stworzy każdą iluzje, by uchronić przed bólem prawdy.

Ale ochronić przed bólem, przed każdym niebezpieczeństwem może tylko posiadanie twardych granic. Twarde granice – to rozumienie gdzie jest moje, a gdzie cudze. Mając rozumienie tego nie przychodzi do głowy by mieć plany, cele i chęci, które wkraczają na tereny innych osób.

Jak posiadanie granic chroni przed bólem (ośmieszeniem się i innymi przykrymi sytuacjami również)? Np osoba bez poczucia granic traktuje swojego partnera, jak własność. Zlewa granice prawie że fizycznie. Podejmuje decyzje, planuje, załatwia, urządza itd działając „dla wspólnego dobra”. I nagle dowiaduje się, że partner ją zdradził. Osoba, która zlała granice „nie przeżyje” tego. Tyle lat robiła , co mogła, by było dobrze, inwestowała i tu nagle partner odchodzi. Ziemia ucieka jej spod nóg. Analizując sytuacje, w której się ta osoba znalazła, dochodzi do wniosku, że została zdradzona, poniżona, upokorzona, że to jest „koniec świata” dla niej. Analizowanie sytuacji w przypadku osoby z brakiem rozumienia czym są granice nie pomaga. Na odwrót, pogarsza sytuacje. Za każdą cenę osoba bez granic próbuje się zemścić, dowartościować się, zniszczyć konkurenta. Pogrążając się coraz bardziej. To wszystko jej podpowiada  czapka z iluzji, pod którą taki ktoś chowa przed sobą prawdę o własnych możliwościach.

Dlatego nie ma nawet sensu dążyć do rozumienia sytuacji, do rozumienia własnych błędów, jeśli się nie potrafi dzielić granice.

Osoba ze słabymi granicami, która zawsze dąży do zlewania ich z innymi ludźmi nawet nie pomyśli o tym, że mogła nie mieć racji. Poczucie krzywdy będzie jedyną i najważniejszą refleksją kogoś takiego. Poczucie krzywdy i chęć satysfakcji. Taki ktoś nie zauważy, jak zacznie się ośmieszać podążając „drogą prawdy”. A wystarczyło by rozumieć, że inny człowiek to INNY CZŁOWIEK. Że on nie może należeć do nas, jak nasza ręka czy noga. Że on może robić to, co chce. I żadna siła nie zmusi człowieka do robienia czegoś wbrew sobie. A jeśli zmusi, to będzie to bardzo smutna historia. I nikt w niej nie będzie szczęśliwy.

Żeby bez przerwy nie przeżywać „końca świata”, rozczarowań, bólu, lęku, obaw, złości i innych przykrych uczuć wystarczy zmienić swoje infantylne podejście do życia na podejście do życia człowieka z posiadaniem granic.

Człowiek, który ma mocne granice=szacunek do siebie=oparcie w sobie – taki ktoś rozumie, że przeżywać pograniczne emocje z powodu tego, co do niego nie należy po prostu nie ma sensu.  A drugi człowiek nie należy do nas. Ani partner biznesowy, ani partner życiowy, ani koleżanka, ani własne dziecko. Nie można nikogo zmuszać do postępowania wbrew jego woli.  To nie ma żadnego sensu. I nie ma sensu przejmować się tym, nad czym (nad kim) nie możemy panować.

Żeby to zrozumieć, należy zdjąć czapkę z iluzji i adekwatnie ocenić własne możliwości. Nie w iluzjach czy fantazjach, tylko w rzeczywistości. Tam, gdzie się kończą nasze możliwości, tam się kończy nasz teren. Tam są granice. 

Mając zewnętrzne umiejscowienie kontroli granice będą się wydawać bardzo rozległe. Człowiekowi będzie się wydawać, że on może wszystko, na co ma ochotę. Czapka będzie chronić go przed bólem rzeczywistości.

Brak granic=identyfikacja z kimś innym. Z dzieckiem, partnerem, koleżanką, sąsiadką, siostrą czy bratem. Identyfikacja powoduje, że taki człowiek stara się zrobić, jak najlepiej dla osoby, z która się identyfikuje. Ale tamta osoba odbiera dobre chęci swojego partnera, jako przemoc. Starając się uniknąć przemocy nad sobą ona będzie się bronić. I to akurat będzie działanie w granicach. Co oznacza skuteczność takiego działania. W odróżnieniu od działania partnera bez rozumienia realnych swoich granic.

Nie rozumienie swoich granic oznacza też nie odczuwanie swojego terenu, nie odczuwanie samego siebie. W takiej sytuacji człowiek może być poniżany i nie traktować tego, jako poniżania. Może być źle traktowany ale nie obrażać się na to. Tak bywa na przykład wtedy, kiedy fani jakiegoś piosenkarza uwielbiają go i identyfikują się z nim. Czyli stawiają go na pierwszym miejscu w swoim polu psychicznym, w swoim życiu. Mogą jeździć wszędzie za nim, naśladować go, żyć jego życiem i jego twórczością. Albo amatorzy telenowel, którzy nie mają własnego życia oprócz życia bohaterów serialu. Jest bohater telenoweli, a ja sam jestem dodatkiem do niego. Nieistotnym, nieciekawym dla samego siebie dodatkiem.

Mając zewnętrzne umiejscowienie kontroli czyli pozwalając sobie na włażenie na cudzy teren, niemożliwe staje się racjonalne analizowanie sytuacji, w której się znalazło. Nie każdemu chce się przyznać do swojego skąpstwa, zawiści czy rozdrażnienia. Dlatego, że prawda boli, a praca nad sobą jest długa, żmudna, nieprzyjemna i czasochłonna. Lepiej zawsze obwiniać innych o swoje niepowodzenie. Albo chociażby powytykać innym ich błędy. Wtedy czapka z iluzji zaczyna być przyjemna w dotyku.

Dlaczego pickuperzy robią piękne wrażenie? Dlatego, że mają świetne wyczucie granic. Z nimi chce się mieć do czynienia. Jak z każdym, kto szuka oparcia w sobie i nie ma wobec innych żadnych roszczeń. Kto jest lekki, silny, nie małostkowy i spontaniczny. Czyja spontaniczność wykazuje się nie w seksie, a w nieoczekiwanym kupieniu podczas randki wszystkich pęczków pietruszki u starszej pani, która je sprzedaje na chodniku. Żeby więcej nie musiała tam stać.

W każdym razie bycie uczciwym przed sobą jest dane nie każdemu. A brak uczciwości powoduje fałszywe wnioski i co za tym idzie kolejne błędy.

Jak myślicie, kiedy jest najtrudniej o uczciwość w analizie własnych błędów? Dlaczego tak się dzieje?

A kiedy jest to łatwe? I dlaczego?

🙂