Nasza psychika jest zbudowana, działa i się rozwija na wzór naszego ciała. Jeszcze  długo przed Darwinem doszedł do takiego wniosku Arystoteles. Сo to oznacza mówiąc prostym językiem? Oznacza to, że własną wolę można wytrenować. Oznacza, że z zależnością czy złymi przyzwyczajeniami można pracować. Czy pokonamy je zależy tylko od nas samych. Czy zmienimy je na nowe – też. Zmieniając przyzwyczajenia, zmieniając zachowanie, przeżywając dyskomfort związany ze zmianami – zmieniamy swoją psychikę. Tylko podczas działania, podczas przeżywania dyskomfortu powstają nowe drogę neuronowe.

Mało komu  chce się przeżywać dyskomfort. Zwłaszcza osobom, z zewnętrznym umiejscowieniem kontroli. Można tłuc im do głowy, że patrzeć należy ZAWSZE i WYŁĄCZNIE do własnego talerza. Szukać WŁASNYCH błędów i niedoskonałości i szukać rozwiązań. Taki ktoś siedzi w czołgu i nic nie słyszy. Szczerze myśląc, że jeśli ktoś robi źle, to jego misią, jego zadaniem jest walka o sprawiedliwość i naprawianie innych. Argumentując to tym, że inaczej „inni” nie nauczą się robić dobrze. ( *Co Cię obchodzą inni i ich błędy i niedoskonałości? Skoro sam prowadzisz nieszczęśliwe, ubogie życie prymata. W innym przypadku nie krytykował byś innych, nie mając na to czasu, i co najważniejsze potrzeby w tym).

Osoby z zewnętrznym umiejscowieniem kontroli na dodatek nie mają woli. Dlatego, że wolę ma ktoś, kto jest świadom tego, że wszystko, co będzie działo się z nim jutro zależy wyłącznie od niego samego.

U takich osób wola się nie rozwija. Pozostaje w stanie zarodkowym, prymitywnym, nie będąc nigdy używana.  Dlatego, że wola to umiejętność przenoszenia i zatrzymywania swojej uwagi z rzeczy przyjemnych na mniej przyjemne, z rzeczy szkodliwych na rzeczy zdrowe itd. Człowiek z wewnętrznym umiejscowieniem kontroli to zrobić potrafi. Jest nauczony, by nie liczyć na kogoś tam, kto mu pomoże, albo, że wszystko samo się jakoś ułoży, tylko liczyć na siebie.

Właściwe umiejscowienie kontroli pomaga również nie zlewać granic, zawsze widzieć, co jest twoje, a co innej osoby. Osoby w minusie tego robić nie potrafią.Mylą własne uczucia i emocje z uczuciami partnera. Zawsze, kiedy minus mówi o tym, że „seks był wspaniały, on/ona czuł/czuła to samo, co ja!” – wiem, że rozmawiam z minusem. Minus nie potrafi nie nadzielać plusa własnymi emocjami. Wydaje mu się, że drugi, odrębny człowiek czuje to samo, co on. Tylko dlatego, że nie umie zrozumieć, że nawet w największej bliskości  jego partner, to odrębny człowiek.

Ktoś, kto potrafi widzieć i szanować granice pomiędzy sobą i innymi ludźmi, nigdy nie pomyli własnego zauroczenia z zakochaniem w sobie innej osoby. Zawsze będzie widział i rozumiał stosunek do siebie drugiego człowieka. Nie będzie się oszukiwał. Nie będzie mu się wydawało, że nagle uczucie, które nim zawładnęło jest odwzajemnione. Tylko dlatego, że on sam odczuwa emocje.

Takiego czegoś nigdy nie przydarzy się osobie z właściwym umiejscowieniem kontroli. Która jest przyzwyczajona szukać oparcia w sobie, liczyć na siebie, odpowiadać za siebie i nie wkładać nosa do cudzego talerza.

Osoby z właściwym umiejscowieniem kontroli nie tylko nie krytykują innych, oni również nie szukają w innych przyjemności. Potrafią zorganizować swoje życie tak, by móc odczuwać przyjemność ze źródeł, które są dla nich  dostępne. Drugi człowiek nie może być zawsze dostępnym źródłem przyjemności. Nie można „przylepiać się” do drugiego człowieka, jako do dawcy komfortu i przyjemności. Trzeba umieć dawać sobie radość, przyjemność, motywacje, energię nie będąc narkomanem. To nie silne uczucie robi z ludzi narkomanów, to brak granic, który jest następstwem złego umiejscowienia kontroli. W silnym uczuciu nie ma nic złego. Nie trzeba się zamykać w futeralu, by nie „zostać skrzywdzonym przez miłość”. Skrzywdzonym można zostać poprzez własne braki.

Minusem zostaje się w momencie uzależnienia. Emocjonalnego, nie finansowego. Można otrzymywać pomoc finansową od kogoś i być krytycznym wobec danej osoby. Uzależnienie następuje od emocji. Silnych, przyjemnych emocji, emocji bliskości. Tak się dzieje z ludźmi ze słabymi granicami. Z tymi, kto odczuwając silne i przyjemne emocje w stosunku do kogoś „przyswaja” go sobie. Zlewa granice. Tego robić nie wolno, nawet jeśli jesteśmy z kimś razem przez 20 lat. Zawsze trzeba pamiętać, że drugi człowiek nie należy do nas. Ma własną wolę, myśli, emocje. Ma własną subjektność. Jeśli to szanować, nigdy nie zostanie się minusem. Dlatego, że na chłód, który odczuwamy ze strony partnera nie należy reagować paniką, prezentami, „bliżej”- wszystkim tym, co potęguje nasz minus i cementuje plus partnera. Tak nie bywa u osób szanujących granice innych ludzi.

Na koniec powiem, że z największej zależności emocjonalnej, z najlepszej miłości można wyleczyć się bardzo szybko. Przy pomocy hypnozy w ciągu dwóch seansów. Człowiek będzie w depresji po wyleczeniu, ale kochać nie będzie. Najlepiej jednak nie stosować hypnozy, ponieważ to wszystko „idzie” pomijając świadomość. Wyleczyć się i bez hypnozy można. Wystarczy uświadomić sobie, że druga strona nie kocha. Ale na tym właśnie polega trudność osób ze słabymi granicami. Zamiast rozwiać iluzje i spojrzeć na sytuacje krytycznie, oni wolą pozostać w tym narkotycznym stanie ) Nie chcą tracić tej przyjemności, którą otrzymują żyjąc w świecie swoich marzeń. Chodzi o to, że miłość dla utrzymywania się potrzebuje wzajemności. Przekonanie, że wzajemności nie ma, w tej samej chwili robi obraz osoby ukochanej zimnym, nie dającym ciepła i „obcym”. Tym samym gasząc największą zależność i zainteresowanie.

Ale do tego są zdolni tylko ludzie z szacunkiem do cudzych granic. Szanujących odrębność innych. Mających oparcie w sobie i pracujące nad sobą (nie innymi). Ludzie, ze zdrowym, wewnętrznym umiejscowieniem kontroli…

T