Niech pani nigdy nikogo i o nic nie prosi! Nigdy i o nic, tych zwłaszcza, którzy są od pani potężniejsi. Sami zaproponują, sami wszystko dadzą” (c) M.Bułgakow

Trochę kontynuując poprzedni wpis na temat baby z trzepaczką do dywanów. Jak to się stało, że ta księżniczka, która wyszła zamąż za swojego rycerza przestała nią być? Przecież każda dziewczyna wychodząc za mąż liczy na to, że mąż będzie ją nosił na rękach. I wiele mężów to obiecują. Dlaczego po jakimś czasie księżniczka musi tłumaczyć mężowi, że chciała by więcej opieki i wsparcia, poczucia, że jest ZA mężem, że mąż ją zasłania i chroni? A nie traktuje domu, jak hotel.

Do upadłości związku zawsze prowadzą żądania. Najpierw delikatne aluzje, potem prośby, później stanowcze prośby, potem skargi, potem żądania, potem pogróżki – i związek jest w stanie wojny. Niezadowolenie prowadzi do próśb i żądań i nawet jeśli nie dochodzi do obelg i rękoczynów, tak czy inaczej związek w upadłości jest bardzo daleki od związku, kiedy chce się robić dla partnera coś z własnej woli.  Im więcej okazuje się ciśnienia na partnerze, tym większy sprzeciw to budzi. Tym większe ciśnienie trzeba będzie zastosować następnym razem. Ale ciśnienie=prośby=żądania zawsze przyczyniają się do obniżenia naszej ważności dla kogokolwiek. Nie tylko w związku. W ogóle w relacjach z ludźmi. Łudzące jest przekonanie, że jeśli ktoś czegoś nie chce zrobić dla nas, to trzeba mu wytłumaczyć, że tego potrzebujemy, on puknie się w czoło i powie: „Naprawdę?! Wspaniale, a ja cały czas zachodziłem się w głowę, myśląc jak Ci dogodzić? A okazuje się, że potrzebujesz tego! Proszę weź sobie!”

Znajoma mojej ukochanej poetki Cwietajewej (dziękuję po raz kolejny za książkę, którą dostałam na szkoleniu 😀 <3 ) Zinaida Gippius mówiła : „Jeśli trzeba cokolwiek tłumaczyć to oznacza, że nie trzeba tłumaczyć”. Trzeba schować trzepaczkę do dywanów i starać się powrócić do stanu księżniczki. Księżniczki nie używają trzepaczek do dywanów. One dostają wszystko bez próśb. Po prostu uśmiechają się i biorą. Albo nie. Księżniczka przebywa w otoczeniu wielu rycerzy, którzy za to, by być obok niej są gotowi się starać. Jeśli wyobrazić sobie, że rycerzy nie chcą się starać i ignorują jej potrzeby, pozostaje jedno z dwóch wyjść. Albo wracać z koroną do taty-króla, albo stawać się babą z trzepaczką. Jeśli taty-króla nie ma i rycerzy brak, można nadal pozostać księżniczką i nawet stać się w przyszłości królową, ale o trzepaczce należy zapomnieć na zawsze.

Jedyne wyjście, to zrozumieć, że jeśli rycerz nie chce wykonywać próśb, tym bardziej nie wyprzedza ich, to motywacji do ich wykonywania on nie ma. Kiedyś miał. To nieprawda, że wcześniej on się starał nie dostając nic w zamian. Dostawał i to dużo. Dostawał energię, którą czerpał ze spotkań z księżniczką, ze swoich myśli o niej, z jej starań w przygotowaniu kolacji chociażby. Kiedyś jej się chciało gotować przez dwie i pół godziny i robiła to z przyjemnością, bo widziała w tym sens i przyjemność. On chwalił i zachwycał się jej wysiłkiem. Ale potem chwalił coraz mniej. I mniej doceniał i zauważał. I jej się przestało chcieć przez dwie godziny zabijać się w kuchni. Robiła to szybciej albo wcale. Straciła motywację, on też. On na dodatek zaczął jęczeć bez przerwy. Lodówka nie umyta albo jajka w lodówce są źle ułożone. Ona zaczęła obniżać znaczenie tego, co on robi. Zaczęła się wojna. Nie ważne kto pierwszy utracił motywacje. Schemat drogi do upadłości związku  jest zawsze ten sam: obniża się motywacja (na skutek monotonii, psychika przyzwyczaja się do „działki” , którą dostaje od relacji i potrzebuje jej coraz więcej, by utrzymać emocje na tym samym poziomie). Przy braku motywacji obniża się jakość, „wynagrodzenie za gorszą jakość” również maleje, a motywacja maleje jeszcze bardziej.

Przy braku motywacji związek dąży do upadłości. I wtedy kobiecie się wydaje, że jej nie słyszą, nie rozumieją, że trzeba podnieść głos, by usłyszano, trzeba wziąć trzepaczkę i wybić to, co się prawnie należy. Ale trzepaczka tylko pogarsza sytuacje. Nie chodzi o to, że nas nie słyszą. Chodzi o to, że należy zacząć zmieniać swoje życie. Ponieważ zwiększenie dawki (stawanie się miłą i czułą, nie zauważając złego traktowania ze strony partnera) niczego nie zmieni. Spowoduje tylko, że partner jeszcze bardziej wejdzie ci na głowę. Skoro tak reagujesz na „dalej” z jego strony.

Jak zmienić siebie i swoje życie? Powiedzieć sobie, że teraz będę żyła tak, jak chce żyć. Tam, gdzie chcę żyć. Z tym, z kim chcę żyć. I nie robić więcej tego, czego robić nie chcę.

Co jest potrzebne do tego? Praca nad zasobami i własną autonomią. Chowanie trzepaczki i wyciąganie pogniecionego szacunku do siebie. Szacunek do siebie to liczenie na siebie, opieranie się na sobie i rozumienie, że ” jeśli muszę coś tłumaczyć to oznacza, że tłumaczyć nie muszę”. Tylko dziękuję, dystansuję się i się biorę  do pracy.

Dlaczego praca nad własnymi zasobami jest rozwiązaniem i lekiem na wszystkie trudne sytuacje życiowe? Nie  dlatego, że zasoby dają autonomię i niezależność. Nie dlatego, że inwestując w zasób sportu i urody ona schudnie, wypięknieje i on ją pokocha. Nie pokocha. Miłość w ogóle nie jest zależna od wyglądu i na jednym z filmików wymieniałam rzeczy od których miłość nie jest zależna: wygląd, waga, wiek i narodowość. Tu pomaga coś innego. Po prostu rozwijając swoje zasoby, inwestując czas, energię i wysiłek w odbudowanie siebie człowiek zmienia swój stan wewnętrzny. Staje się stabilniejszy, spokojniejszy, bardziej pewny siebie. Dostaje więcej energii. Nic nie dodaje tyle charyzmy, co taki właśnie stan wewnętrzny. I właśnie to pomaga mu rozwiązać problem … albo zrezygnować całkowicie z jego rozwiązywania 🙂 Podejmować decyzje i odchodzić.

Mam nadzieję, że przynajmniej ten wpis da odpowiedź ” rzucającym się” na moje słowa o tym, że nigdy nie należy o nic prosić. Nawet jeśli druga strona spełni prośbę. Nawet jeśli to nie jest relacja romantyczna i nie ma stanu ostrej upadłości, każde proszenie się (nie niosące ze sobą „rekompensaty” dla proszonego, czyli bez wzajemnej korzyści) zostawia rysę na figurze proszącego. Niewidoczną czasami ale istniejącą. To zmniejsza szansy na relacje z równowagą, bo ważność proszącego się obniża. W większości sytuacji związku w upadłości proszącemu jest już obojętne, jak jest odbierany przez proszonego. ” Z łysej owcy chociaż by strzęp wełny urwać” – jest takie rosyjskie powiedzenie. W sytuacji upadłości związku, kiedy ludzie nie znoszą się każdy stara się coś urwać i nie bardzo przejmuje się, jak wygląda. Ale szacunek do siebie jest tak czarodziejską rzeczą, że wynagradza człowieka zawsze, kiedy ten zrobi jakiś wysiłek nad sobą. To jest potrzebne nie po to, by wyglądać dobrze w oczach partnera. To jest potrzebne, by wyglądać ok we własnych oczach. Ponieważ tylko szacunek do siebie daje człowiekowi energię, żeby iść dalej 🙂 <3

TK