Jeden mój znajomy wybierał się na kolejna randkę z niedawno poznaną dziewczyną i po trzech minutach jej spóźnienia zadzwonił do mnie z pytaniem co ma zrobić. Chodziło mu o to, że 1) chciał w jakiś sposób przekonać ją, by wpadła do niego do mieszkania i 2) nie bardzo mu się chciało akurat w tym dniu chodzić z nią po knajpach i wymyślać inne rozrywki. Zaproponowałam mu, by zaczekał do 15 minut jej spóźnienia i wracał do domu. Kiedy dziewczyna przyjdzie na miejsce spotkania i zadzwoni do niego, że jest, zaproponowałam, by powiedział zawiedzionym głosem, że pomyślał, że go wystawiła. Że bardzo się zasmucił  i wrócił do domu. Zrobił tak oczywiście i potem dzwoni do mnie, co ma robić? Dziewczyna wysłuchała go, wytłumaczyła się, że z obiektywnych powodów nie dała radę być wcześniej, pożegnali się i teraz on nie wie co robić. Powiedziałam mu, by zaczekał, że wydaje mi się, że ona jeszcze zadzwoni. I wtedy ma zaproponować jej nieśmiało, by przyjechała do niego?.. Nie chce mu się wracać samochodem przez całe miasto, poza tym jest mu przykro itd. 🙂 Dziewczyna się zgodziła (mimo, że przed tym nie było takiej opcji, by wpadła do jego mieszkania), kupiła bilet na tramwaj i pojechała do niego. Młody człowiek zadzwonił jeszcze raz uszczęśliwiony i w podskokach z pytaniem, czy jak dziewczyna wejdzie do mieszkania, ma być od razu seks? Powiedziałam mu, że to, ze ona się zgodziła przyjechać do niego jest spowodowane jej zaskoczeniem i poczuciem winy. Że chłopak tyle czekał (aż 15 minut :D) i był zawiedziony (co świadczyło by o jego niskiej samoocenie( przy wzroście 195 cm, urodzie młodego boga, samodzielnym utrzymywaniu się, własnym aucie i mieszkaniu w bardzo młodym wieku) i tutaj by była niespójność, której dziewczyna nie zauważyła, a tam, gdzie są niespójności, przeważnie są iluzje). Czyli poczucie winy, że sama zepsuła randkę i szkoda jej tego zaprowadza ją do jego mieszkania. Ale tak naprawdę ona nie bardzo chce to robić, bo nie chce, żeby doszło do seksu, bo za mało się znają itd. Jadąc do jego mieszkania jest przekonana, że on się rzuci od razu na nią, i nie bardzo wie, jak wyjść z tej sytuacji. Nie przyjechać oznacza stracić relacje (w jej rozumieniu), przyjechać i iść od razu do łóżka – też takie sobie, i z tymi myślami ona będzie się borykać, jadąc tramwajem do chłopaka. Dlatego zaproponowałam mu, by jak dziewczyna wejdzie do mieszkania zatroszczył się o tak zwane wzmocnienie pozytywne (ma podkreślić, jak bardzo się cieszy i jest zaszczycony i uradowany jej wizytą). To obniży jej napięcie z faktu, że przyjechała sama do prawie obcego faceta. Ponieważ dziewczyna jest Rosjanką wspólne obejrzenie „Cichego Donu” będzie zerwaniem szablonu i bardzo szybkiem otworzeniem jej granic – okazuje się, żę chłopakowi wcale nie chodzi o szybki seks w jego mieszkaniu, tylko jest to wyjątkowy młody człowiek, z wrażliwą duszą i nietuzinkową inteligencją 😀 Większość ludzi na pierwszych randkach starają się raz, że udawać kogoś lepszego, niż są w rzeczywistości a dwa, że mówią o sobie, starają się pokazać siebie z jak najlepszej strony, i zawsze na pierwszych randkach u niezbyt inteligentnych osób przeważa to „JA”. Faceci chwalą się pieniędzmi ( jeśli je mają, ci, co nie mają, mówią, że nie lubią pazernych kobiet i dzielą rachunek na pół, albo idą na spacer), a kobiety dekoltami. Mało kto myśli o tym, co zrobić, by drugiej stronie było dobrze i ciekawie ze mną? Co zrobić, by drugi człowiek otworzył swoje granice przede mną? Każdy myśli „Czy ona/on do mnie pasuje?” A trzeba myśleć, czy ja jej/jemu się podobam i jak to zrobić? Nie ważne, że na pierwszych randkach nie jesteśmy zakochani  i nie chce nam się palcem ruszyć, by sprawić przyjemność obcemu człowiekowi. Może się okazać, że olewamy, olewamy ją/jego, zadzierając nosa, a w pewnym momencie on/ona zachowa się tak, że zacznie nam zależeć. Ale my już zrobiliśmy wszystko, by zniechęcić do siebie. Druga strona się dystansuje powoli ( jeśli była/był mądry, to inwestował w tą znajomość i teraz może się zdystansować grzecznie, i ta inwestycja zaprocentuje). A głupi zostaje z ręką w nocniku. I leci w minus. Zaczyna kombinować, jak by tu wyciągnąć ją/jego na spotkanie, co by tu zrobić, by zwrócić jego.jej uwagę na siebie? To wszystko powoduje, że figura partnera w jego polu rośnie, a jego własna nieuchronnie maleje. Nie wolno tego robić. Jeśli przegapiło się okazje czy szansę, lepiej odpuścić, niż lecieć w minus. Wracając do mojego znajomego. Obejrzeli sobie parę odcinków 'Cichego Donu” i dziewczyna została na noc. Chociaż ja bym na miejscu chłopaka nawet po „Cichym Donie” nie dążyłabym do wspólnej nocy, tylko grzecznie podziękowałabym za cudownie spędzony czas i odprowadziłabym dziewczynę do domu. (Dlaczego, jak myślicie?) Uradowany zadzwonił do mnie następnego dnia i żeby trochę ochłonął powiedziałam mu, żeby zdawał sobie sprawę, że spóźniać się dziewczyna może na randkę, że to nie było z jej strony żadne wykroczenie. Że jest dobrą dziewczyną i z nim nie gra. Dlatego też powinien to docenić, bo karma wraca. Na szczęście (dla niego) zgodził się ze mną i prowadzi obecnie bardzo fajną relację z tą dziewczyną.

Dlaczego o tym piszę? To jest taki mały przykład mini-piki. Ją robimy wtedy, kiedy w stu procentach mamy rację, a druga strona jej nie ma. Ona pomaga zmienić polarność z minusa na plus albo przyspieszyć dynamikę związku, który może utkwić w miejscu. Czasami tak bywa. I na odwrót. Ktoś, kto się trochę orientuje w psychologii może ” złapać” nas w momencie, kiedy nie mamy racji i obrócić tą sytuacje na swoją korzyść. Dlatego zawsze trzeba starać się postępować poprawnie, wtedy jesteśmy nieuchwytni dla nikogo. Dlatego, że poczucie winy i lęk są najsilniejszymi emocjami, przy pomocy których można kierować człowiekiem. O tym dobrze wiedzą rodzice i kościół. Freud uznawał seks za najsilniejszą emocje, za dźwignie wszystkiego. Mi się wydaje, że poczucie winy jest mocniejszym narzędziem, a jeszcze mocniejszym jest lęk. To oczywiście moja skromna opinia i głębokie przekonanie. Ja  nie piszę celowo o wszystkich ( bardziej zawiłych i skomplikowanych) technikach wpływu na innych ludzi (pozostając oczywiście w granicach), bo czytają to różni amatorzy wpływu na innych, zamiast zacząć od siebie. Ale tą jedną myśl chciałam przekazać: nie trzeba się bać manipulacji innych ludzi. Jeśli jesteśmy w porządku, żaden manipulant nas nie uchwyci. Tylko nasze własne błędy i niedoskonałości robią z nas łatwą zdobycz dla różnych łachmyt (lubię to słowo 🙂 ) i oszustów. Oczywiście młody wiek tej dziewczyny i brak pewności siebie spowodowały, że chłopakowi się powiodło. I to, że się nie bał było ważnym czynnikiem. Od jakiegoś czasu go konsultuję, tak że pewny podstawy ma opanowane, pewność siebie i brak obaw, że „nie wyjdzie”. Ale jeszcze jedna ważna rzecz ma wpływ na to, że się jemu udało: on się znajdował w polu prawym. Gdyby nie był w tym polu, nie zrobiło by to na niej wrażenie. „Pojechał i pojechał sobie”- pomyślała by. O tym polu prawa i o wszystkich innych narzędziach do budowania relacji szczegółowo będę mówiła na następnym szkoleniu, dotyczącym plusów i minusów, i ogólnie umiejętności budowania relacji. Która wiążę się z koniecznością budowania siebie…  🙂

TK