Kierowanie kimś albo krytykowanie kogoś jest oznaką słabych granic. To nie zaszkodzi krytykowanemu, jedynie może wywołać niechęć i obrzydzenia do krytykującego. Ale krytykowanemu nie zaszkodzi. Słabe granice szkodzą zawsze jedynie temu, kto je ma. Chociażby daremną utratą energii, ale nie tylko.

Człowiek na wiele sposobów może sam skomplikować sobie życie i jeden z tych sposobów to chęć bycia „kierowcą”. Jeśli się nie jest kierowcą zawodowym, o kierowaniu wszystkim  innym lepiej zapomnieć. Zwłaszcza nigdy nie warto próbować kierować tym, co nie zależy od nas. A większość ludzi mylą granice i próbują niestety to robić.  To droga do frustracji i rozczarowania. Poza tym to droga do utracenia zasobów. Zasób, w którym się zaczyna kierować powoli zanika. Jeśli pożegnać się z próbami kierowania nim, zatrzymując przy tym zaangażowanie w jego rozwój – on faktycznie będzie się rozwijał.

Na początek warto zrozumieć, że nie wszystko nam się należy, że są rzeczy , sytuacje i ludzie niezależne od nas. Niby wszyscy o tym wiemy ale chęć kierowania, krytykowania kogoś i tłumaczenia mu, jak ma być (bez wyraźnej prośby drugiej strony) nie daje wielu osobom spokoju. Jak reagować na krytykę już dawno wiemy: krytyka nie bywa „zdrowa”, nie trzeba się nigdy nią przejmować, ponieważ jest niczym innym, jak chęcią dowartościowania się osoby krytykującej. Ktoś, kto krytykuje nie będąc poproszonym o opinię w ten sposób zdradza ogromne problemy ze sobą. Zazwyczaj jest to człowiek nieszczęśliwy. Szczęśliwy człowiek, zadowolony ze swojego życia nie ma czasu ani ochoty wyrażać niezadowolenie czymś, poprawiać kogoś, wytykać komuś błędy czy starać się w inny sposób jakoś sobie ulżyć. To zawsze bardzo widoczne, kiedy ktoś marnuje czas na poprawianie kogoś czy mówienie o swoich oczekiwaniach. Mówienie o oczekiwaniach (nie będąc pytanym) również jest jedną z form bycia „kierowcą”.

To, co nie jest nasze  najlepiej zostawić w spokoju. Nie kierować, nie krytykować, nie poprawiać i zrozumieć, że lepiej zacząć robić porządek ze sobą, skoro ma się zapędy w kierunku kierowania innymi.

Kierować można tylko tym, co jest nasze. Kierowanie poza własnymi granicami to początek drogi do piekła.

To dotyczy wszystkiego: pieniędzy, które jeszcze nie zarobiliśmy ale już wiemy, jak je wydamy. Mężczyzny, który nie planuje z nami  przyszłości ale już przeanalizowaliśmy i doszliśmy do wniosku, że  nadaje się do bycia naszym partnerem. Tworzenia planów, związanych z innymi ludźmi.

Po prostu warto się nauczyć szacunku do tego, co nie należy do nas. Nawet zabieranie komuś czasu na słuchanie nas czy czytanie tego, co się bardzo chce powiedzieć jest przekraczaniem cudzych granic. Drugą osobę to może nie interesować po prostu. Większość ludzi mają  problem ze zrozumieniem tej prostej myśli. Nie wiadomo dlaczego wydaje im się, że ich zdanie ma znaczenie dla innych, nawet jeśli o niego nikt nie pyta. Że ich problemy czy emocje są bardzo interesujące dla całego świata. Że świat się nachylił podstawiając lewe ucho, żeby tego posłuchać.

Jeśli od początku nauczyć małe dziecko tego, że ono nie jest królem świata, że są rzeczy/osoby/wydarzenia które nawet jeśli bardzo mu się podobają nigdy nie będą należeć do niego, takie dziecko ma duże szanse na przeżycie życia jako człowiek zdrowy,  silny i szczęśliwy.

Liczyć i kierować zawsze można tym, co już jest nasze, a nie tym, co będzie. Ludzie z normalnymi granicami rozumieją takie rzeczy. Kierowanie kimś albo krytykowanie kogoś jest oznaką słabych granic.

Kierowanie to nie to samo, co krytykowanie ale jest bardzo blisko jeśli chodzi o przekraczanie granic. Każde przekraczanie cudzych granic kiedyś się zemści. Chociażby dlatego, że jest oznaką jakichś braków „kierowcy”.

Nawet jeśli wszystko się wydaje załatwione, nie należy próbować zarządzać sytuacją, dopóki nie mamy żadnej pewności co do jej przebiegu. Jeśli kupujemy coś z pieniędzy, które planujemy zarobić później, prawdopodobnie stanie się tak, że  tych pieniędzy nie zarobimy. Jeśli planujemy relacje z osobą, która według nas nam bardzo odpowiada – prawdopodobnie bardzo się rozczarujemy, bo ten ktoś ma odrębną wole, której w tym momencie nie wzięliśmy pod uwagę. Prędzej czy później to się zemści. Brak szacunku do czyjeś odrębności zawsze się mści. To oszukiwanie samego siebie – nie branie pod uwagę niezależności sytuacji bądź innej osoby od naszej woli, naszych emocji. To bardzo trudne jest do zrozumienia dla osoby infantylnej, ale warto zrobić ten wysiłek i nigdy nie starać się kierować tym, co jest bardzo prawdopodobne ale czego jednak póki co nie posiadamy.

Niektóre osoby mają z tym duży problem – ze zrozumieniem, że nie tylko czyjeś dobro materialne nie wolno ruszać bez pozwolenia. Nie wolno „ruszać” czyjegoś czasu, uwagi, emocji, uczuć, umiejętności bez pozwolenia na to ze strony drugiego człowieka. Ktoś wcale nie musi poświęcać nam swojego czasu jeśli tego nie chce. Odpisywać na maile, odpowiadać na smsy, odbierać telefon. Jeśli tego nie chce albo nie ma czasu. We wczesnym dzieciństwie dzieciom warto przekazywać informacje o granicach, o tym, że istnieją słowa „moje” i „czyjeś”. Wtedy dziecko będzie miało możliwość do budowania normalnych relacji.

Istnieje sporo osób, które swoje przyzwyczajenie nie liczenia się ze słowem „czyjeś” uważają za przejaw siły, przywództwa. Taki ktoś wpycha się do czyichś granic, wymusza coś albo prosi i uważą, że bierze się to z jego umiejętności przywódczych. Albo agresywnie komentuje coś lub atakuje argumentami – też uważą, że się spełnia w roli przywódcy. Nawet kiedy oddaje wszystkie swoje pieniądze, siły, umiejętności na to, by zwrócić na siebie czyjąś uwagę, on nadal uważa, że postępuje z pozycji siły, że jest liderem.

Gdyby tacy „przywódcy” i „liderzy” mogli spojrzeć na siebie z boku, przerazili by się, na ile żałośnie wyglądają w oczach innych ludzi. Na ile są od innych zależni.

Zależność i słabość następują zawsze wtedy, kiedy się korzysta z tego, co nie jest nasze własne. Kiedy bierze się czyjeś staje się niewolnikiem tej drugiej osoby. Żeby przestać być niewolnikiem i staczać się w minus należy przestać brać cudze. Zwrócić, co się wzięło i więcej nie korzystać.

Przyzwyczajenie przyswajać cudze w miłości tak samo kiedyś się zemści. Przyswajanie cudzego, to myślenie pod kątem: „Pasuje do mnie, podoba mi się, będę się z nim/ nią spotykać”. Z tego myślenia (przyswajania) powstają iluzje i zaczyna sie droga do bycia minusem. Nikt przecież nie przyszedł i nie poprosił, by go oceniano pod kątem „czy on pasuje do mnie?”  Takie przyswajanie człowieka kończy się niezadowoleniem, że ten ktoś nie dzwoni albo dzwoni nie tak często. A niby skąd kierowcy przyszło do głowy, że druga osoba tego chce, że jej zależy? Że myśli tak samo, jak kierowca?

Kierowca zawsze decyduje o tym, jak ma być i narzuca swoją wole innym ludziom i okolicznościom. Narzuca to swoim aktywnym oczekiwaniem, wymuszaniem, dawaniem do zrozumienia. Takie zachowanie zabiera sporo energii i prędzej czy później kierowca pęknie, jak bańka mydlana.  Nawet jeśli nie pęknie, to będzie wymęczony i zły na innych ludzi i okoliczności.

Można oszczędzić podobnych rozczarowań co do „złego świata” swoim dzieciom ucząc ich, że istnieją słowa „cudze” i „nie wolno”. Wtedy od początku życia dziecko będzie poruszało się wyłącznie w swoich granicach, co bardzo ułatwi mu życie i komunikacje z innymi ludźmi.

Kierowcy innymi ludźmi czy wydarzeniami nie rozumieją znaczenia słowa „cudze”. Przez to przez jakiś czas żyją iluzjami i oczekiwaniami jakiegoś określonego postępowania ze strony drugiej osoby. Potem tracą siły albo stają się agresywni i próbują rozstawić wszystkie kropki nad „i”. Stają się zmęczeni oczekiwaniem i marnowaniem czasu, dlatego chcą teraz oczekiwać „oficjalnie”, żądając od drugiej osoby jakichś deklaracji. Atakują na przykład drugiego człowieka swoimi wyznaniami miłosnymi, zamiast zaczekać na jakąś naturalną dynamikę albo „odpuszczają”, dochodząc do wniosku, że nie ma sensu marnować swój czas. Czyli albo atakują, albo się poddają. Zamiast zrobić jakiś mądry krok i się wycofać, zaczekać z boku z szacunkiem i ciekawością, jaki będzie rozwój wydarzeń.

Pognieciona samoocena po czymś takim chce się wyprostować i kierowca, żeby ją poprawić zaczyna wypisywać do swoich byłych, albo się upija, albo robi inne głupoty, by przekonać siebie, że się nie przejmuje tym, co się stało.

Takie chodzenie w kółko zawsze jest scenariuszem kierowcy. Najpierw kierowca przyswaja coś albo kogoś, wymyśla za tą osobę, jak ona ma się zachowywać, jak często dzwonić itd. Nie dostając tego, co się nafantazjowało kierowca z agresją atakuje „ofiarę”, złości się, blokuje i urywa tą zbyt wątłą relacje, żeby nie czekać nie wiadomo ile i nie wiadomo na co. Żeby nie czekać po prostu nie trzeba być kierowcą. Nie trzeba próbować kierować cudzym zachowaniem, nie przyjmując do wiadomości, że to odrębny człowiek. To trudne do zrozumienia  dla osób infantylnych.

Nie trzeba liczyć na coś czego póki co nie ma. Nie trzeba planować, jak się wyda pieniądze, których się jeszcze nie zarobiło.     Podejmując zobowiązania stoi się na jednej nodze i zawsze coś może pójść nie tak. A w sytuacji stresowej popełnia się błędy, których można by było uniknąć, gdyby nie wzięło się zobowiązań i nie miało by się presji.

Po prostu lepiej nauczyć się szacunku do tego, co nie jest nasze własne.

Jeśli jakaś decyzja należy do innej osoby, nie należy dyskutować z nią w swoich myślach. Bardzo szybko ta dyskusja wyjdzie na zewnątrz, zacznie być widoczna w zachowaniu, gestach, mimice. Poza tym dyskutując z kimś w swojej głowie traci się własną energię, dlatego, że uważa się siebie za osobę, która ma wpływ na innych ludzi. A to jest bardzo niebezpieczne – przeceniać własne możliwości. To jest jak zamawianie towaru na większą kwotę, niż jesteśmy w stanie zapłacić. Jak braknie nam pieniędzy, będziemy musieli towar zwrócić i zapłacić karę.

Działać można tylko we własnych granicach, nie przeceniając siebie. Biorąc pod uwagę swoje prawa i  granice możliwości. Wtedy każde  działanie będzie skuteczne, ładne i efektowne.  Na skutek tego granice mogą się z czasem zwiększać, będą się zwiększać możliwości. Nie iluzja ich, tylko rzeczywiście własna siła.

Większość osób mają potężne problemy z granicami. W ogóle nie wiedzą o co z nimi chodzi. Dlatego ktoś, kto ma pojęcie o granicach i je pilnuje zawsze będzie miał przewagę nad kimś, kto nie oddziela własne od cudzego.

Czy ktoś z Państwa zauważył, jak wszystko się psuje, kiedy się zaczyna kierować czymś, co do nas nie należy? I na odwrót, jak wszystko się poprawia samo, jeśli odpuszcza się coś, co nie jest nasze?