Często popełnianym błędem większości osób, którzy chcą wyjść z uzależnienia (albo osób, którzy chcą im w tym pomóc) jest lekceważenie obiektu zależności. Osoba nadużywająca alkoholu zawsze uważa, że nie ma problemu z nałogiem. Że w każdej chwili może przestać pić, przecież wódka jest ochydna. Narkoman uważa, że kokaina to nie narkotyk i ponieważ nie jest uzależniony fizycznie w każdej chwili może przestać tego używać. To drobiazg. Ale jakoś nie chce przestać, nawet na miesiąc. Wiele razy pisałam, że zależność zawsze jest groźna, bez względu na to, czego dotyczy.  Zobaczmy jak zawsze na przykładzie relacji, jaki błąd się popełnia lekceważąc osobę, którą się „kocha” patologicznie.

Wiele razy napewno spotkaliśmy się z sytuacją, w której mama lub koleżanka starając się pomóc, „otworzyć oczy” dziewczynie/chłopakowi tłumaczyli jej/jemu, że jej miłość to głupota. Że obiekt jej zainteresowań jest zerem, jest żonatym nieudacznikiem, brzydkim, głupim, starym i dlatego nie powinna się tak poniżać, tracić siebie i cierpieć. Czyli  gdyby nie był żonaty, brzydki, głupi i stary, to tracić siebie i poniżać się było by ok? :)) I kolejna iluzja, wynikająca z lekceważenia „przeciwnika” : „Zobacz, on jest nieudacznikiem, jak moglaś się w nim zakochać?! Weź przestań, znajdź sobie kogoś lepszego!” Czyli tego, że ten „nieudacznik” zasłania jej horyzont swoją wyhodowaną przez jej psychikę figurą my nie widzimy.  I tego, że nawet „nieudacznik” jej nie chce. Ale gdzie w tym logika? Jak ona może znaleźć kogoś „lepszego”, skoro nawet nieudacznik jej nie chce?! )  Może lepiej było by przestać wmawiać sobie, że jej/jego zależność emocjonalna to drobiazg, a subiekt zależności jest nikim? On nie jest nikim. Lepiej spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć sobie uczciwie, że on jest dla niej wszystkim. Jest bogiem. Zasłania sobą horyzont. On zajmuje cale jej pole psychiczne. I przez afirmacje, że on jest nikim, jego figura się nie zmniejszy. Dlatego, że figura nigdy się nie zmniejsza, sytuacja się nie zmienia poprzez samo myślenie.

Na odwrót, lekceważenie „przeciwnika” mało, że świadczy o braku szacunku do samego siebie (!), to jeszcze w podstępny sposób staje się pułapką dla każdego, kto ma pewności siebie zbyt wiele (kosztem drugiej strony). Napewno spotkaliście się w życiu z sytuacją, kiedy osoba z wysoką wartością obiektywną najpierw pozwala adorować siebie, patrząc z lekkim uśmiechem na adoratora, a potem nie zauważa, jak sama zostaje silnym minusem. Przekonanie o własnej „obłędności”  (nawet jeśli obiektywnie jesteśmy „niczego sobie”) bardzo zaślepia. Taki ktoś nie „uważa”, bo  nie musi i potem okazuje się na samym dnie. Tak często bywa z ludźmi zbyt pewnymi siebie, nie szanującymi innych osób. Tak często bywa z kimś, kto myśli, że nie wpadnie w nałóg chodząc po krawędzi.

W znanej powieści Emile Zola ( „Nana” ) świetnie są pokazane te wszystkie mechanizmy. Dosyć znana lektura. Pamiętacie, jak mężczyźni z otoczenia Nany lekceważąco wypowiadali się o jej zdolnościach, o jej wyglądzie, inteligencji? Jednocześnie zlewając z nią granice, uważając, że ich wartość obiektywna jest na tyle wysoka, że niebezpieczeństwo uzależnić się emocjonalnie od Nany po prostu nie istnieje. Jak się potem to kończyło dla nich?

I na odwrót, jej kochanek Dagne, przy którym ona sama staje się minusem jako jedyny z dużym szacunkiem ocenił ją na początku znajomości. Obiektywnie, dosyć realistycznie, zauważając dużą kolejkę z jej adoratorów. To jest jedna z najlepszych powieści, pokazująca korelację pomiędzy wartością subiektywną i szacunkiem  do siebie i swojego partnera. Jest jeszcze powieść „Żart mecenasa” A.Awierczenko, może mniej znana, tam też są pokazane wszystkie  mechanizmy działania relacji.

Jak skończyć z zależnością od kogoś, kto obiektywnie jest „niższy/słabszy” od Ciebie (np żonaty, wartość obiektywna kogoś takiego jest niższa), ale kto Ci się bardzo podoba? Przecież chce się mu dać jeszcze jedną szansę, by zobaczył i zrozumiał , co traci )) Chce się pokazać siebie z jak najlepszej strony, żeby zrozumiał, jak duże ma szczęście )) Przecież mając większą wartość obiektywną czujesz się bezpieczna/bezpieczny, pewny/pewna siebie, nic nie możesz stracić?

Skończyć z zależnością emocjonalną można jedynie przestając sobie wmawiać głupoty o  niskiej wartości obiektywnej ( i subiektywnej) osoby, od której się jest uzależnionym.

Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że nie jesteś jemu/jej  potrzebna/potrzebny, że  to są Twoje iluzje, że zlewasz granice z kimś, kto Ciebie po prostu nie chce. Nie ważne, powtarzam, że jego wartość obiektywna jest niska. Niech nawet będzie alkoholikiem stojącym pod najbliższą Żabką – to Tobie zależy bardziej, niż jemu. Tylko rozumiejąc to i patrząc prawdzie w oczy można wyskoczyć z tej zależności (z każdej zależności). Najważniejsze, to nie zawracać sobie głowy i nie żyć w iluzjach, że się kieruje wszechświatem, tym bardziej „Wieśkiem”. Wyskoczyć nie na dno, tylko na odwrót, do góry, pójść dalej swoją drogą, niczego nie tracąc, zyskując przydatne doświadczenie można tylko jeśli nie lekceważy się swojej zależności.  Dopóki się będzie lekceważyło Wieśka („spójrz na niego! ma skończoną podstawówkę!”) wyjść z zależności się nie uda. Emocjami i uczuciem (polem relacji) kieruje nie to, co my myślimy o człowieku. Nasze myślenie nie ma wpływu na ważność jakiejkolwiek osoby dla nas. (O tym, co ma wpływ porozmawiamy kiedyś na szkoleniach, to dłuższy wątek, zasługujący na kolejny wpis albo więcej). Ten wpis jest o niebezpieczeństwie „afirmacji”, czyli wmawiania sobie czegoś na siłę.

Czy ktoś może się podzielić własnym doświadczeniem, co się dzieje wtedy, kiedy próbujemy przekonać kolegę, że koleżanka nie jest jego warta? Czy ktoś może przeanalizować ten mechanizm?

TK