Wiele osób podczas konsultacji  mylą  pojęcia „plusa” i „minusa” w relacjach. Proponuję parę pytań, byście mogli sprawdzić siebie.

Sytuacja 1. Dziewczyna mówi partnerowi, że zadzwonił do niej jej były i ona planuje się z nim spotkać.  Partner mówi na to: ” Życzę szczęścia” i odchodzi. Dziewczyna uważa, że partner, który odszedł jest plusem, skoro nie kochał jej. Gdyby kochał, to by nie był w stanie odejść.

Sytuacja 2. Dziewczyna mówi partnerowi, że skoro on tyle pracuje, że nie ma czasu dla niej, lepiej będzie jeśli się rozstaną. Partner się zgadza. Dziewczyna uważa, że był potężnym plusem, skoro zerwał z nią.

Sytuacja 3. Dziewczyna jest wściekła, że partner kolejny raz nie posprzątał po sobie, wychodząc z łazienki. Ma ochotę tknąć go nosem w te kałuże. Ale nic nie mówi, ponieważ niedawno dała mu drugą szansę i on, biedaczek, tak się stara. Szkoda by było to znowu stracić. Dziewczyna uważa, że jest silnym plusem.

Plus jest zawsze rozdrażniony  postępowaniem minusa. Minusowi się wszystko podoba, co robi plus, on zawsze znajdzie usprawiedliwienie dla jego złego humoru albo złego postępowania. Minus za każdą cenę jest gotów być z plusem. To prawda. Plus z łatwością umie zrezygnować z relacji.

Ale. W poprzednich wpisach pisałam o tym, jak osoba z większą obiektywną wartością ratując nieudacznika-ałkocholika i myśląc, że jest oczywistym plusem nie widzi tego, że to jej bardziej jest potrzebna ta relacja, a nie jemu.  To ona biega za nim, ratując go i litując się nad nim, a nie on za nią. Jakim by nie był alkoholikiem, ale on nie biega za nią. Jemu jest ok.

Czasami bywają takie martwe punkty w relacjach, proponuję dlatego w tych trzech sytuacjach określić, kto jest plusem, kto minusem i dlaczego. Proponuję też odpowiedzieć na pytanie : czym grozi nie zauważanie własnego minusa w relacji? Czym grozi złudzenie co do swojej przewagi w związku i czym grozi patrzenie  z góry na partnera/partnerkę? Jak myślicie, skąd się biorą takie martwe punkty w rozumieniu swojej pozycji w związku?

TK