-Mamo, on nie zwraca na mnie uwagi, zdradza mnie, krytykuje, znika, nie dzwoni. Ja go kocham, nie mogę bez niego żyć.

-Skoro kochasz córeczko – walcz! Nie ma wyjścia. Nie ma ludzi idealnych, a jeśli to jest Miłość warto się postarać i wybaczyć.

Ponieważ moje wcześniejsze wpisy gdzieś się pogubiły, powtórzę dla nowych Czytelników, że brak równowagi w związku nazywamy dysbalansem, a partnera, który jest zależny nazywamy minusem. Plusem jest drugi partner, który nie kocha ale z jakiegoś powodu pozostaje na razie w tej relacji. Która mu ciąży nie mniej, niż minusowi. Tylko w inny sposób. Ale ciąży. W różnych źródłach i różni psychologowie inaczej nazywają partnerów w dysbalansie: „słabym” i „silnym”, „górnym” i „dolnym”. Ja nazywam plusem i minusem, z lekkiej ręki pikaperów )) O działaniu pola relacji można poczytać sobie u Lewina. Nie każdy co prawda zrozumie, ale jeśli ktoś chce – to jest Jego teoria.

Wracając do dysbalansu.

Ludzie często odbierają dysbalans w relacjach, jako różnice charakterów i starają się dopasować. Dopasować zawsze stara się minus. Staje się lepki, próbuje się uczepić plusa, przybliżyć go, zawisnąć na nim. Jak tylko plus się minimalnie zbliża, minus wskakuje na niego, jak magnes na lodówkę. Minusa ciągnie do plusa, on myśli, że plus go celowo prowokuje i kusi.

Natrętność i lepkość minusa powstaje dlatego, że istnieje różnica pomiędzy rzeczywistym znaczeniem minusa w polu plusa a jego iluzją. Minusowi się wydaje, że plus jest otwarty, chętny, może trochę się wstydzi, dlatego minus z całej siły próbuje go przekonać do kontaktu ze sobą. Oczywiście, że nikt się nie wstydzi. Bliskość z minusem dla plusa jest bardzo niekomfortowa, on unika minusa, dystansuje się, chowa, kieruje swoją uwagę na inne sfery życia. Minus bez przerwy przekracza granice plusa i im silniejszy odczuwa stres, tym większe iluzje tworzy.

Gdyby dysbalans posiadał stabilną dynamikę, plus bardzo szybko by pozbył się minusa. Lepkość minusa by rosła, on stawał by się coraz większym agresorem i plus nie mial by więcej wątpliwości.  Z agresorami postępuje się stanowczo. Bojąc się ich albo nienawidząc ale ludzie zaczynają bronić swojego terenu. Nie bronią się tylko wtedy, kiedy nie są pewni z kim mają do czynienia? Z agresorem czy przyjacielem? Dysbalans to taka konstrukcja, która waha się, jak wahadło. Te wahania doprowadzają do obłędu plusa i minusa.

Zmiany w relacjach plusa i minusa nastepują zawsze wtedy, kiedy plus nie wytrzymuje, dając upust własnej agresji. Odpycha minusa i tylko wtedy minus zaczyna (przez krótki okres czasu) widzieć, jak wygląda rzeczywistość. Obraża się na plusa. Plus po wybuchu ma poczucie winy. On rozumie, że odtrącił człowieka, który nie był agresorem, po prostu go kochał.

Przez poczucie winy plusa i dystansowanie się minusa (siedzi obrażony) wahadło relacji waha się w drugą stronę. Plus za każdą cenę stara się zatrzymać minusa, zamiast ponaglić go do wyjścia z autobusu.

Ale plus zatrzymuje minusa nie po to, że zrozumiał, że go kocha! Tylko dlatego, by nie mieć poczucia winy! A minus zostaje też nie po to, żeby się znowu przylepić do plusa, tylko po to, by mieć relacje Z RÓWNOWAGĄ ZNACZENIA. Chce kontaktu na równi.

„Nie będę więcej takim chamem w stosunku do minusa” – myśli plus. ” Postaram się zachowywać się godnie, nie poniżać się więcej”- myśli minus.

Ale w niedługim czasie wszystko wraca z powrotem,  dysbalans nawet się nasila. Następuje adaptacja. Minus przyzwyczaja się do złego traktowania. Plus rozumie, że minusowi to nie tylko odpowiada, wręcz nawet potrzebuje tego. Od czasu do czasu żeby  napluć mu na czubek głowy.

Minus zaczyna rozumieć, że plus ma po prostu trudny charakter. Jest opryskliwy, zimny, wyniosły, ale nie wiedzieć czemu tak pociągający. Minus wie, że plus go kocha na swój sposób. Napewno.

Plus zaczyna rozumieć, że minus słaby, z brakiem pewności siebie człowiek, który jest przyzwyczajony do złego traktowania. Skoro nie odchodzi, znaczy, że takie traktowanie mu odpowiada. Więc nie szczędźmy mu.

Minus coraz bardziej wierzy, że plus go potrzebuje i kocha. Nawet jeśli nakrzyczy, to wystarczy, że minus się rozpłacze i plus go przeprosi i zostawi obok siebie. To przecież oznacz, że go potrzebuje.

Dwie strony traktują brak równowagi znaczenia, jako złe charaktery. Po prostu należy ustąpić, przeczekać, wybaczyć. Starają się dostosować. Minus do roli ofiary, plus do roli agresora. Od czasu do czasu każde z nich probuje wydostać się z tego piekła, ale siła przyciągania w tym piekle jest ogromna. Przyzwyczajenie wszystko sprowadza z powrotem do piekła. Czyli do związku z brakiem równowagi znaczenia partnerów.

Wyrwać się z dysbalansu jest bardzo trudno, ponieważ człowiek się przyzwyczaja do swojej roli, do nowej roli musiał by  znowu dostosowywać się. W nowym związku, w normalnych relacjach ktoś taki, kto długo żył z relacjach z brakiem równowagi znaczenia nie odnajdzie się tak szybko. Będzie się czuł dyskomfortowo.

DLATEGO: ze związku z dysbalansem należy uciekać!

Chociaż jeden mój znajomy, którego zdradzała dziewczyna opowiadał mi, że jego babcia też zdradzała dziadka. On to przeczekał, a kiedy ona zrobiła się stara – przeszło jej. Żyli długo i szczęśliwie, warto było poczekać. Piszę absolutnie poważnie, i mówił mi o tym  bardzo przystojny młody człowiek, niegłupi, wykształcony. Mógł by poznać kobietę w trzy migi. Ale jak ktoś jest niewolnikiem, to pozostanie nim do końca. Dziewczyna tego chłopaka w końcu rzuciła, tak przy okazji. Wyobrażacie sobie tą przyjemność być z kimś, kto sam siebie nie szanuje?

W latach 60 był robiony eksperyment: psa siedzącego w zamkniętej klatce kopali prądem. On próbował z tej klatki się wydostać, aż brakło mu sił. Potem przeniesiono go do innej klatki. Otwartej. Nikt go w niej nie zamykał i znowu podłączyli prąd. On nawet nie próbował się wydostać. Chociaż klatka była otwarta.

Dobrze. Jedziemy dalej.

Jak zauważyć, że lecimy w minus? Jak zauważyć własną lepkość?

Zauważyć ją należy wtedy, kiedy zaczynamy czekać. Przyjaciel powiedział, że zadzwoni i nie zadzwonił. Zaczynamy czekać i spoglądać na telefon. Sami dzwonić nie możemy przecież ale przestać myśleć o nim nie możemy również. Czekamy na telefon. Siedzimy i czekamy. Albo chociaż by na smskę? 🙁 … Albo na zaproszenie? Albo na jakieś słowa? Jakiś gest w naszą stronę? Oświadczyny???

Wyobraźcie sobie, jak wygląda taki ktoś. Jak ohydny, żałosny, lepiący się minus. W jego życiu nic więcej niema. Oprócz tego przyjaciela. Któremy on na….  nie jest potrzebny. W jego życiu nie ma jego samego. Jest tylko wstyd, poniżanie się, czołganie się i zasłanianie się przed kopnięciami innych ludzi.

Dlatego. Należy przestawać być neurotykiem. Należy się spytać  wprost przyjaciela: tak czy nie? Z punktu widzenia strategii to nie najlepsze wyjście – stawiać kogoś do muru. Ale z punktu widzenia nas samych – lepiej się spytać i odpuścić, niż siedzieć i czekać, jak Żdun ( od słowa „żdać”- czekać po rosyjsku). Możecie właśnie wymyśleć polski odpowiednik żduna ))) I nie ma co się śmiać, tak wygląda każdy, kto czeka na okruchy pod stołem, na krople uwagi swojego Bóstwa. Jesteście pociągające w takiej chwili?

1486010968_wx1080-2

 

Zobaczcie, jeśli czekamy na ważną dla nas randkę, ale czekając robimy coś dla siebie, załatwiamy różne sprawy, dążymy do czegoś – nawet jesteśmy w stanie przełożyć minimalnie spotkanie, by wyglądać na nim jeszcze lepiej albo więcej załatwić i stać się jeszcze bardziej atrakcyjną osobą – wtedy nasza miłość będzie proaktywna. Nie musimy niczego wyjaśniać, stawiać kogoś do muru durnymi pytaniami. Jest ok. Mamy sporo energii, a to oznacza, że nasza charyzma będzie wrastać. Silna charyzma jest w stanie przyciągnąć do nas każdego człowieka. On pokona każde przeszkody by być z nami. On przejdzie przez każdy mezalians, on zostawi rodzinę i siedmioro dzieci (przykry ale fakt), on zmieni całe swoje życie i siebie samego. Po to, żeby być z nami. Przy takiej dynamice nie trzeba będzie się o nic go pytać. Sam wszystko powie albo się spyta.

Ale jeśli czujemy, że stajemy się słabi, zależni, niepewni, to oznacza, że coś się dzieje nie tak, jak powinno. Gdzieś popełniliśmy błąd. Nie udaje się nam odbierać miłość, jako źródło inspiracji i dalszego rozwoju, tylko, jako czarną dziurę, która nas wciąga coraz bardziej, coraz bardziej deformuje… Powstaje zależność, razem z nią mnożą się i potęgują iluzje i bardzo trudno będzie potem wydostać się z tego błędnego koła. Będąc zależni stajemy się coraz bardziej nieprzyjemni i mało atrakcyjni dla drugiej osoby. Ludzie zawsze unikają czegoś chorego, słabego, ułomnego. Będą niedługo unikać i nas. Jeśli nie przestaniemy  się lepić, jak muchy do taśmy. Lepkość się odczuwa nawet na odległość! Nawet jeśli siedzimy i czekamy, nawet jeśli nie dzwonimy i nie piszemy, biedny plus i tak poczuje lepkość minusa. Tak nie wolno. Razem z lepkością spada nasza atrakcyjność.

Lepkość rośnie  przez tęsknotę, przez samotność i chęć bliskości. Z tego wszystkiego bierze się minus. Kiedy dwoje ludzie są w rozłące ale tęsknią do siebie, to wzmacnia ich miłość. Ich polarność jest porównywalna, obydwoje są małymi minusami. Albo dużymi. Ale kiedy tęskni tylko jeden, dysbalans zmieli go, jak kamień młyński na mąkę. Zacznie się piekło.

Miłość jest dana nam nie po to, by biernie się nią delektować. Miłość jest dana, by motywować i dawać energię i siłe, by dzięki temu rozwijać wszystkie pozostałe zasoby. Jeśli biernie spożywamy energię, którą daje nam jakiś nasz zasób, zamiast inwestować ją w inne zasoby, zasób zacznie nas zjadać. Tak wygląda każda zależność, od każdego zasobu. Wszystko, co daje przyjemność, którą nie inwestujemy, staje się naszym narkotykiem. Za niezapracowaną przyjemność zapłaci się zależnością.

To dotyczy, jedzenia, urody, seksu, każdej ze sfer życia. Uzależniony od jedzenia myśli o przyjemności, która nastąpi kiedy on zje kawałek tortu. Kiedy zje, poczuje, że za mało. Że chciałby nie dwie minuty przyjemności, tylko cały dzień. Zje kolejny tort. Potem będzie poczucie winy, które trzeba będzie zajadać następnym kawałkiem. Nienawiść do siebie spotęguje stres i chęć kolejnego zajadania. Winny wszystkiego będzie wredny tort, który kusi człowieka. Tak samo, jak kusi plus biednego minusa.

Minus powstaje, kiedy chcemy przyjemności, kiedy chcemy ją brać, coraz więcej i więcej. Druga strona już nie chce nic dawać. Ale minus staje się „żdunem” i czeka, aż plus się odezwie. Było by lepiej, gdyby minus przypomnial sobie o szacunku do siebie. O ty, że nikt nie jest winien nam miłość, jeśli tego nie chce.  Przyjemność z miłości polega na dobrowolnym dawaniu, na wzajemności, nie wymuszonej chęci spotkania. Należy postarać się zrobić tak, by drugi człowiek sam zechciał się spotkać. Zrobić to można pamiętając o szacunku do siebie i ciagle rozwijając wszystkie dostępne swoje sfery życia. Ktoś, kto zakochując się nie zapomina o własnej sile i rozwoju za zwyczaj spotyka się z wzajemnością. To są prawdziwe, jedynie skuteczne i znane mi czary, nie wymagające wizyty u wróżki czy kościele, czy cerkwi.

Dzielcie się proszę własnymi doświadczeniami w byciu plusem-minusem i jak z tego wyszliście.

TK