O tym, jak (i dlaczego) brak  mocnych granic wpływa na to, że człowiek okrutnie cierpi po rozstaniu opowiem w jednym z najbliższych filmików.

Teraz postaram się przekonać wszystkich, kto nadal uważa, że posiadanie granic  jest czymś niedostępnym, trudnym i nie idzie się tego nauczyć 🙂

Najważniejsze, co należy zrozumieć by mieć mocne granice (czyli być człowiekiem, z których chce się mieć do czynienia, którego nie unikają inni, do którego odczuwa się sympatie i szacunek) – to to, że oparcia należy szukać w sobie samym. Że radzić sobie ze swoimi problemami należy samemu (a nie obciążać nimi rodziców, kolegów, partnera/partnerkę itd). Czyli żeby mieć mocne granice należy zrozumieć jedną zasadę: NIKT NIC NIE JEST NAM WINIEN.

Koleżanka nie musi robić dla nas zakupów nawet jeśli leżymy w łóżku z gorączką. NIE MUSI. Nikt nie musi. Rodzice nie muszą być takimi, jakimi nam chciało by się, żeby byli. NIE MUSZĄ. Było by cudownie, gdyby byli, ale jeśli nie są – mają prawo nie być. Mieli własne doświadczenie, które możliwe, że ich pokaleczyli. Dali nam życie i należy podziękować Im za to. Resztę powinniśmy zrobić dla siebie sami. Partner nie musi kupować nam buty jeśli mamy dziurawe. A my nie musimy gotować obiadu dla niego wracając z pracy i zaczynając pracować na drugi etat przy garach. Wspaniale i wzruszające jest jeśli partner chce nam kupić buty, widząc, że tamte przeciekają. Wspaniale jest jeśli partnerka albo żona po powrocie z pracy chce ugotować mężowi obiad. Ale dobre granice oznaczają normalne podejście do tego, że nasza wielka potrzeba albo wielkie chcenie czegoś nie oznacza, że inni mają robić tak, jak byśmy tego chcieli.

Dopóki się tego nie zrozumie i nie przestanie się infantylnie jęczeć na temat przyjaźni, „która zobowiązuje”, partnerstwa, „które wymaga”, koleżeństwa, „które po to w ogóle jest” i ogólnie chodzić z otwartą buzią i zazdrosnymi oczkami szukająć, od kogo by tu odgryźć – do tej pory o żadnych granicach nie będzie nawet mowy.

Mieć słabe granice oznacza między innymi, że człowiek zamiast starać się uczyć  samemu rozwiązywać własne problemy będzie albo: 1)manipulował („przecież jesteś moją najlepsza koleżanką, mogłabyś mi pożyczyć tą sukienkę”; b)był roszczeniowym („w innym sklepie jest dużo taniej i mięso o wiele świeższe, jak Państwu nie wstyd sprzedawac tak drogo?”) c)wywoływał poczucie winy, co zresztą też jest manipulacją („mi rodzice nie dali tyle, co Tobie, mi było trudniej, mógłbyś się ze mną podzielić”).

Kochani, jak mam przekonać tych z Was, co uważają, że jeśli powymuszać, to można coś dostać. A jeśli siedzieć cicho, to się nic nie dostanie? 🙂

Jeśli „siedzieć cicho” zamiast chodzić z otwartym dziobem i starać się odgryść kawałek od kogoś, jeśli uczyć się liczyć na własne siły i możliwości, rozwijać je, pracować nad własnymi zasobami nie oczekując i nie obrażając się na innych, że inni nie chcą dać – to dostanie się bardzo dużo. Dostanie się własną siłę, własne zasoby, wyrzeźbi się własny charakter. Życie stanie się lżejsze, ponieważ nie będzie w nim miejsca na żal! 🙂 Żal do innych mają wszyscy roszczeniowce. Żeby nie mieć żalu do innych, żeby się nie rozczarowywać i nie być zawiedzionym należy „wbić sobie do głowy”, że mam to, co wyrobiłem sobie sam. Na co sam zapracowałem,sam zdobyłem. Wtedy człowiek żyje spokojnie i radośnie, pracując i nie licząc, że inni są jemu coś winni.

Żeby zbudować swoje mocne granice należy po prostu zrozumieć, że słabe granice biorą się stąd, że ktoś chce wykorzystywać, „używać” innych ludzi. Jest przekonany, że mu się należy. Bo on jest taki biedny i nie ma. A inni mają lepiej, więc niech się podzielą, niech nie będą chamami!

Nie wolno nikogo „używać”. Nie wolno nikogo zmuszać do dzielenia się albo obrażać się, jeśli ktoś nie chce się dzielić swoim. Energię z obrażania się należy skierować na pracę nad sobą. Żeby na tyle zbudować własne zasoby, by to inni chcieli od Ciebie brać. A nie samemu żebrać.

Człowiek ze słabymi granicami powoli traci wszystko. Jeśli na początku udaje mu się coś wyżebrać, to z czasem ludzie przestają mu cokolwiek proponować. Udają, żę nie widzą jego potrzeb. Mają go dosyć. Zostaje sam, obwiniając innych o brak wyrozumiałości.

Człowiek ze słabymi granicami nie rozumie, że inny człowiek nie jest obiektem, który można przestawiać, jak się mu chce. Inny człowiek jest subiektem. Inny człowiek ma prawo DZIAŁAĆ WE WŁASNYCH INTERESACH i nie ma obowiązku działać na własną niekorzyść, by człowiek ze słabymi granicami poczuł się lepiej.

Rozumiemy w jaki sposób wewnętrzne umiejscowienie kontroli jest powiązane z granicami? Bezpośrednio powiązane.

W chwili, kiedy komuś zaczyna się wydawać, że drugi człowiek jest mu coś winien, kiedy argument ” on ma, a ja nie mam, a też chce, więc nie się podzieli!” wydaje się wystarczająco ważny ( na tyle ważny, by zacząć zaglądać drugiemu do kieszeni, albo wchodzić do jego głowy albo próbować wejść w duszę) – w tej samej chwili granice tego kogoś stają się dziurawe, jak sitko… Najpierw przez to sitko on stara się coś przemycić wymuszając od drugiego. Drugi możliwe, że daje żebrzącemu to coś, ale mocno się dystansuje. Później przestaje dawać. Dziury w sitku stają się coraz większe i przez nie ucieka cała energia Żebraka. Zamiast skierować ją na budowanie własnej siły, własnych możliwości i zasobów Żebrak marnuje energię i czas na to, by żalić się i obgadywać drugiego, kto ma więcej niż on. Zamiast zaglądać do swojego talerza, pracować nad swoimi zasobami, rozwijać swoją siłę i umiejętności, myśleć o swojej duszy, „leczyć” własną głowę Żebrak robi na odwrót. Marnuje energię zaglądając w dusze i kieszeni innych ludzi.

Mieć mocne granice może każdy. Po prostu nie każdy chce liczyć na siebie. Nie każdy chce budować własny fundament. Niektórzy liczą, że im się należy i jeśli głośniej tupnąć nóżką, to wszystko będą mieli. Nie będą.

Niektórzy uważają pickup za umiejętność wejść komuś do głowy, serca i  kieszeni. To zależy. Piękno znajduje się w oczach patrzącego. Ktoś widzi w kałuży brud, a inny odbijające się w niej niebo. Przy znajomości technik pickupu można kogoś skrzywdzić. Ale można też pomóc. Zależy od intencji. Ale nawet w pickupie uczą tego, by przestać być roszczeniowcem, przestać zaglądać do cudzych talerzy i zacząć budować własną siłę i własne mocne granice. Uczą liczyć i opierać się jedynie NA SIEBIE.

Apropos, pickuperzy mają obłędną empatię, akurat z powodu mocnych granic. Jak myślicie dlaczego tak się dzieje? W jaki sposób są związane mocne granice z posiadaniem empatii? 🙂

TM