Istnieje sporo osób, którzy panicznie się boją zostać minusem. Będąc „po przejściach”  taki ktoś myśli, że teraz już nie będzie „głupim” i zrobi wszystko, by zawsze, w każdej relacji zajmować „stanowisko” plusa. Zazwyczaj ktoś taki potrafi na tyle sfrustrować swoją sferę miłości, że plusem jest nawet wtedy, kiedy nikogo nie ma. Nikt mu się nie podoba, w każdym widzi wady, każdy go brzydzi. Często ciesząc się z tego, uważa tą swoją umiejętność (nie zakochiwać się) za skarb.  Niektórzy nawet szukają konkretnej wiedzy, biorą udział w szkoleniach z manipulacji, by nauczyć się … być plusem.

Tylko bardzo głupi człowiek może myśleć, że bycie plusem jest lepsze, niż bycie minusem. Życie plusa jest nie do pozazdroszczenia. Jeśli plus jest w związku z brakiem równowagi znaczenia, jego partner go drażni. Jeśli związek jest w upadłości – nawzajem się nienawidzą. Ale z jakiegoś powodu nadal są razem.

Zdarza się, że plus nie jest w relacji, a mimo to „prewencyjnie” jest plusem!

Jeszcze nie poznałeś jak należy nikogo, a już z góry odczuwasz przesycenie i frustrację. Prosisz, by znajomi nie ważyli się z nikim Cię swatać. Jeśli już musisz grzecznościowo podtrzymywać rozmowę, robisz to ze znudzeniem i lekkim rozdrażnieniem. Tak wygląda mężczyzna-plus.

Kobieta-plus wygląda podobnie. Nie wiadomo dlaczego myśląc, że wystarczy zostać plusem – i odrazu będziesz otoczona/ny minusami. To tak nie działa. Minus, to osoba zakochana albo przynajmniej zauroczona. Jak można się zauroczyć w bryle lodu? W takiej kobiecie-plusie „zakocha się” tylko ktoś, kto pozwala kobietom za siebie płacić. Albo ktoś, kto nie ma gdzie mieszkać. Jemu jest obojętne w kim się „zakochać”.

Jest jeszcze jedna wersja plusów. Najsmutniejsza chyba. Tak bywa, kiedy plus tak naprawdę jest sporym minusem. Ale nie uświadamia sobie tego. Wypiera się tego. Im bardziej ktoś mu się podoba, tym bardziej on staje się szorstki. Tym zimnem próbuje przekonać siebie, że nie jest minusem. To złudzenie dużo go będzie kosztować. Myśląc, że jest plusem, będzie się starał zniechęcić do siebie, pokazując, że mu nie zależy. Ale wystarczy jednego pstryknięcia po nosie, jak „plus” się przewróci.

Nie ma tak słabego partnera w relacjach, jak ktoś, kto przez swoją frustracje i lęki za długo był plusem. Za długo unikał prawdziwych relacji. Siedząc pod kloszem albo chowając się w swojej złotej klatce, sfrustrowany plus jest bardzo narażony na działanie różnych oszustów, którzy będą w jakimś swoim celu starali się go przekonać o szczerych intencjach. Z głodu (po ciągłym chowaniu się przed życiem) plus połknie wszystko, co mu przygotują. I będzie chciał jeszcze. Co oznacza, że został minusem.

Błąd wszystkich „plusów z wyboru” polega na wypieraniu przed samym sobą prawdy. Prawdy, że sytuacja jest inna. Że wartość subiektywna drugiej osoby, jest dla mnie wysoka. Wypierając to przed sobą, plus robi wszystko, by przekonać wszystkich, że mu nie zależy. Wydaje mu się, że jeśli będzie takim silnym plusem (albo imitując bycie plusem) ma duże szanse, by przyciągnąć do siebie kogoś.

Przyciągnąć kogoś można tylko wtedy, kiedy się jest niewielkim minusem. Duży minus odpycha, jak wszystko, co jest niezdrowe i nieadekwatne. Ale lekki minus zawsze przyciąga!

Być lekkim minusem oznacza ŻYCIE. „Żyć” oznacza być w stanie lekkiego minusa do wszystkiego: pracy, nauki, hobby, relacji, wszystkich innych zasobów. Człowiek czuje, że żyje tylko wtedy, kiedy jest właśnie lekkim minusem – czyli ZALEŻY mu na czymś. Albo na kimś. To przyjemne uczucie.

Nie zostać silnym minusem pomaga szacunek do siebie, wewnętrzne umiejscowienie kontroli (za wszystko w moim życiu odpowiadam ja sam) oraz dokładnie pilnowanie własnych granic (i szanowanie granic innych ludzi). Te trzy rzeczy gwarantują, że nie zostanie się minusem w relacjach z dużym dysbalansem znaczenia. A bycie lekkim minusem jest zawsze przyjemne. Lekki minus tęskni i czeka na spotkanie z ukochaną osobą. Ale nawet ta tęsknota jest przyjemna. Dlatego, że się wie, że ta osoba wróci i znowu będzie się razem.

Mnóstwo osób na tyle boją się słowa „minus”, że licytują się inwestując w relacje. I robią duży błąd. Dlatego, że zamiast być szczerym i dawać bezinteresownie, zaczynają włączać swój exel i wycofywać się. Bojąc się, że dużo ich to kosztuje, a zwrot z inwestycji będzie nie odrazu. Zamiast inwestować i w razie braku wzajemności po dłuższym czasie po prostu zdystansować się (albo zrobić pikę).

Imitacja plusa jest niebezpiecznym zajęciem też dlatego, że trzeba ciągle udawać i przekonywać siebie, że „nie bardzo mi się chce”. To „nie bardzo się chce” często jest przyczyną ataków paniki. Kiedy człowiek oszukuje siebie, żyje nie w zgodzie ze sobą i stara się nie mówić sobie oczywistej prawdy.

Kto rozumie, że bycie plusem jest rezygnacja z prawdziwego swojego życia? Że to nie jest gwarancja nie popełniania błędów? To tak, jak by siedzieć w pudełku albo w trumnie za życia. Chowając się tam za każdym razem, kiedy ktoś ma możliwość zauważenia, że jesteśmy minusem.

Dlaczego u niektórych osób zauważenie swoich prawdziwych uczuć wywołuje panikę i chęć ukrywania ich, żeby… co? )) Przeżyć życie w pudełku?

Piszcie kochani, co sadzicie o tym. Chętnie przeczytam <3