Dawno dawno temu książki pisali ludzie, którzy mieli do tego moralne prawo.

Mieli do powiedzenia coś istotnego, ważnego, przydatnego dla innych ludzi. Przy tym obecność cenzury stawiała jakąś poprzeczkę dla pisarzy. I mimo, że ta sama cenzura robiła wiele złego, dobro jej polegało na tym, że nie każdy brud był dostępny dla ludzi z nieukształtowaną psychiką. Dzieci na przykład.

W dzisiejszych czasach każdy pisze książki. Papier się nie czerwieni. Im bardziej prymitywna lektura, tym lepiej się sprzedaje. Książką może się pochwalić nawet Nastia Rybka, która uczy jak wyjść zamąż za miliardera, gdzie go spotkać, jak rozkochać itd.  Kim jest ta dziewczyna? Szukam odpowiedniego słowa. Przepłynęła się jachtem Olega Deripaski (rosyjski przedsiębiorca, uważany za jednego z najbogatszych ludzi na świecie), gdzie ten gościł Sergeja Prichod’ko (rosyjski polityk, wicepremier Rosji, kierownik Aparatu Rządowego) po czym udostępniła wszystkie nagrania i rozmowy tych dwóch Panów na youtube. Sam fakt, że polityk pływa jachtem jednego z najbogatszych ludzi… Od czego jest Nawalny )) Prichod’ko został zwolniony z zajmowanego stanowiska, objął inne, niższe. Tak w dwóch słowach wyglądał ten grotesk. Nastia teraz pisze książki.

Jak wyjść zamąż za miliardera? Pomijając fakt, że zamąż lepiej jest wychodzić nie za miliardera tylko z miłości (im więcej mężczyzna ma pieniędzy, tym większe problemy ma sferze seksualnej, przy okazji), należy jak mówi się w Odessie :”Rozejżeć się dookoła i wytrzeźwieć”.

Błędem większości kopciuszków, które kupują książki Nasti Rybki albo temu podobne lektury polskiego autorstwa ( o uwodzeniu i innych głupotach) jest po pierwsze myślenie, że największym problemem jest spotkanie miliardera, a po drugie, że uwodzenie człowieka z wyższą wartością obiektywną od siebie jest kwestią 5 minut.

Oczywiście miliardera nie spotka się w metrze ale jest sporo innych miejsc, gdzie można ich spotkać. Można zostać sprzątaczką w bogatym domu. Kucharką nie, potrzebne są kwalifikacje. Ale myć toalety – spokojnie. Można pracować na stacji benzynowej i tam również go spotkać. Można pracować w kasynie i również poznać zamożnego kawalera albo nieszczęśliwego w małżeństwie miliardera.  Można robić wiele innych głupot marnując swój czas i życie na coś, co nie wypali. Nie wypali dlatego, że dla ludzi z wartością obiektywną dużo wyższą od Twojej Ty jesteś niewidzialny. Tak działają filtry w psychice człowieka. Nie możemy zwracać uwagę na wszystko, co zobaczymy. Zwracamy uwagę zawsze tylko na coś przydatnego albo niebezpiecznego. Reszta to tylko tło. Takim tłem zawsze jest dla nas ktoś, kto ma niższa wartość obiektywną od naszej. I na odwrót. Dla kogoś my będziemy tylko tłem )) Żeby być zauważonym przez człowieka z „wyższej półki” trzeba zostać przedstawionym mu. Być kochanką jego kolegi na przykład. Albo córką jego przełożonego. Albo żoną przyjaciela. Być kimś , a nie ubierać się w drogie ubrania, jak siostry kopciuszka udając kogoś, kim nie były. Nie da się udawać. Różnica wartości obiektywnej powoduje, że jakkolwiek by człowiek nie był ubrany, on zawsze pozostaje niewidzialny dla kogoś z wyższą pozycją społeczną. Może nawet ktoś zwróci uwagę na osobę z niższą wo, ale napewno nie w tym kontekście, w którym by chciała ta osoba. Spojrzy, jako na serwis prędzej, niż jako na kandydata do relacji romantycznej. Żeby ktoś zwrócił uwagę na drugą osobę, muszą to być ludzie o możliwościach, umiejętnościach i wiedzy porównywalną ze sobą. Może być niewielka różnica, ale musi być naprawdę niewielka.  Chociaż historia zna też wyjątki, podkreślające regułę. Piotr I ożenił się kucharką, którą poznał przypadkowo w karczmie, przeżyli wiele lat i byli wyjątkowo szczęśliwi. Myślę, że w dużej mierze dlatego, że była sobą i nie zależało jej na byciu żoną Cara. Nie bała się stracić.

Cała reszta Pań marzących o zamożnym mężu (chociaż nadal subiektywnie sugeruję, że jest to duży błąd) powinny zacząć od tego, by nauczyć się podobać komuś na niższym poziomie od siebie… Potem komuś równym sobie. Potem komuś na trochę wyższym poziomie itd. Ale większość kobiet zakochują się w księżach, a na równych sobie patrzą z pogardą. „Co mogę zrobić, jeśli nikt mi się nie podoba?” Pozmieniać ustawienia psychiki  na początek. Stać się szczęśliwym człowiekiem niezależnie od bycia w związku czy nie. Tak ułożyć sobie życie, by sprawiało radość każdą chwilą. Przestać gonić za czymś, co szczęścia nie daje. Przestać marnować czas na udowodnianie czegoś komuś czy dowartościowywać się jakimiś zewnętrznymi obiektami (czy tam subiektami). Wrócić we własne granice i zająć się swoimi interesami, swoim życiem i tym, kto jest na wyciągnięcie ręki. Właśnie to się nazywa „szacunkiem do siebie”. Szacunek do siebie to inwestowanie wszystkich zasobów w siebie (czasu, energii, wiedzy, pracy, umiejętności, sportu, zdrowia itd), zamiast starania się zrobić wrażenie na innych.  A książki o uwodzeniu miliarderów, flircie czy manipulacji piszą osoby z wielkimi problemami w swoim własnym życiu. To są iluzje korony, pod którą staje się po prostu servisem dla kogoś.

Dlaczego tak ważne jest widzieć i rozumieć swoją wartość obiektywną? Dlaczego głupotą jest marzyć o czymś niedostępnym zamiast żyć tu i teraz i szanować, co jest osiągalne, cieszyć się z tego? Ktoś wytłumaczy? )