Kiedyś przyszłam na spotkanie z człowiekiem, którego poznałam przypadkowo, przez wspólnych znajomych. Wiedziałam o nim tylko jego zawód i parę subiektywnie istotnych dla mnie rzeczy, żeby do tego spotkania doszło. Celowo nie wypytywałam o nim naszych wspólnych znajomych, nie sprawdzałam jego stronę na Fb, nie szukałam informacji z innych źródeł. Po co? Po pierwsze, robiąc to od razu wywindowałabym jego ważność dla siebie. A niby z czego miałabym to robić? Po drugie, informacja, którą nie dostajemy wprost od drugiej osoby tylko szukamy jej sami, węsząc po śmietnikach, koszach z brudną bielizna, słuchając plotek i podglądając przez zamek do drzwi do niczego nam się nie przyda. Popsuje jedynie nasz obraz w oczach tego człowieka.

Nowy znajomy na odwrót, był „przygotowany” do spotkania. Wiedział, gdzie chodzę na yogę, jak ma na imię moja córka,  zadawał pytania dlaczego prowadzę stronę na FB w  języku polskim ( zapoznał się z nią). Poczułam się zdziwiona, rozczarowana, znużona…

Jeśli chcemy komuś się spodobać, zrobić z siebie osobę atrakcyjną, z wysoką WS, cieszącąm się szacunkiem innych ludzi, to oprócz posiadania własnego zdania i braku tchórzostwa należy jeszcze mieć rozumienie tematu granic. Człowiek, mający mocne granice własne i szanujący granice innych ludzi zawsze się odróżnia od roszczeniowców i szukaczy po śmietnikach. Trudno na pierwszy rzut oka określić, dlaczego ktoś taki wydziela się z tłumu znajomych, ale wydziela się napewno. Brak chęci krytykowania, podglądanie przez szpary w oknach, grzebania po śmietnikach, obgadywania pozostawia po takiej osobie wrażenie czystości.

Zasada nie wkładania swojego nosa w nie swoje sprawy jest złotą zasadą pilnowania granic. 

Wiele z osób idących na pierwszą randkę monitorują profil osoby, z którą się spotykają, uzasadniając to tym, że chcą by spotkanie przebiegło ciekawiej. To duży błąd.

Spotkanie nie przebiegnie ciekawiej. Z informacji, którą wywęszyliście, wkładając swój nos gdzie nie trzeba  i tak nie będziecie mogli skorzystać. Nawet jeśli dowiedzieliście się o czymś przypadkowo, najlepiej jak najszybciej o tym zapomnieć. Dlatego, że pilnując się na spotkaniu, by się nie zdradzić zdobytą informacją, stracicie spontaniczność, szczerość i charyzmę.

A nie pilnując się zdradzicie, że lubicie łazić po śmietnikach. Łażenie po śmietnikach i brudnych koszach z bielizną, podglądanie może być przydatne tylko jeśli planujecie zrobienie komuś podłości. Ale cena szacunku do siebie jest zbyt wysoką ceną, którą się płaci przekraczając granice.

A w relacjach przyjacielsko-romantycznych, kiedy zależy Wam, by  WS rosła wywęszona informacja jest nieprzydatna albo po prostu szkodliwa.

W relacjach przyjacielskich lub romantycznych potrzebujecie tylko tej informacji, która jest widoczna gołym okiem. Którą człowiek sam chętnie podzieli się z Wami. A jeśli podzieli się czymś bardzo intymnym, trzeba się tym cieszyć i uszanować czyjeś zaufanie.

Dla własnego dobra nie szukajcie niczego, co jest schowane. Kiedy przyjdzie czas, człowiek sam się otworzy. Tylko wtedy ta informacja będzie miała sens.

Dla niektórych pojęcie granic nie istnieje. Bardzo trudno komuś takiemu zrozumieć, że informacja może być zbędną albo szkodliwą.

Szkodliwe i zbędne dla was jest wszystko, co leży poza waszymi granicami.

Poznając kogoś zaczynamy mu mówić o sobie, stwarzać jakiś swój obraz, rozwijać znajomość. Jeśli podobamy się tej osobie, ona też zaczyna więcej mówić o sobie, bardziej się otwierać. Ludzie się poznają, mówią o sobie , stają się bliscy albo nie. To się nazywa poznawaniem siebie, budowaniem relacji.

W chwili, kiedy zaczynacie mówić mu o tym, czego dowiedzieliście się o nim nie od niego- tylko omijając go, grzebiąc w śmietnikach, zbierając plotki i domysły- niszczycie całą relacje, zniechęcacie do siebie. Zniechęcacie do bycia z Wami, jak zniechęca oszust, który podczas gry wyjmuje karty nie z kłody, tylko z kieszeni. Kto będzie chciał z Wami grać?

Poszukiwacz śmietników myśli, że robi wrażenie swoją pomysłowością albo potęgą. W rzeczywistości wywołuje tylko rozczarowanie i nudę.

Poszukiwaczu wydaje się, że inni ludzie bardzo lubią, kiedy ktoś im włazi w jelita i zaczyna tam grzebać. Że z tego powodu on stanie się im bliższy. Albo, że ktoś będzie chciał się usprawiedliwiać przed nim.

Wszyscy ludzie chcą wzajemnych i dobrowolnych relacji. „Wzajemnych” oznacza, że dzieląc się informacją o sobie człowiek chcę usłyszeć coś o drugiej stronie. Albo nie chce. Ale woli decydować dobrowolnie, co powiedzieć o sobie, a czego nie mówić obcym ludziom.

Wyniuchiwacz śmietników snuje wnioski dlaczego ktoś zmienił nazwisko, był dostępny na FB o 23.00, jakie książki lubi czytać i gdzie uczęszcza na fintess. To wszystko on nazywa „strategią”.

Ile sympatii wywołuje taki człowiek? Minus sto. Taki człowiek jest niepewnym siebie, zakompleksionym zazdrośnikiem, chcącym kontrolować innych. Albo po prostu człowiekiem, życie którego jest puste. Który nie ma się czym zająć, który ma dużo wolnego czasu na zajmowanie się głupotami i podglądanie życia innych. Po co się tak hańbić?

Jeśli poszukiwacz śmietników ma czas na szukanie informacji na czyjś temat, sprawdzać w przeglądarkach, zbierać plotki, interesować  się czyimś życiem, to oznacza, że własne życie taki ktoś ma nieudane. Dlatego ma zbyt dużo wolnego czasu. W takim razie przynajmniej niech ukrywa ten fakt. Jeszcze lepiej – niech znajdzie porządne zajęcie dla siebie, w którym będzie realizował własny potencjał.

Zamiast trwonić własne życie na obwąchiwanie cudzych śmieci.

Kochani, dajcie proste przykłady, kiedy bycie poszukiwaczem szkodzi relacjom.

Czym się różni empatia od wyszukiwacza informacji?

Czym strategia rozwoju relacji różni się od wyszukiwacza i podglądacza?

TM