Gdzieś wsród komentarzy spotkałam się z bardzo dobrym pytaniem, jak ludzie bez czytania  bloga potrafią zbudować długotrwałe relacje i być szczęśliwi? Coś w tym rodzaju. Bardzo dobre pytanie, tym bardziej, że takich ludzi mnóstwo. Oczywiście, że są osoby, którzy są szczęśliwi i potrafią budować relacje z innymi ludźmi bez czytania blogów, chodzenia na terapię  czy robienia innych zbędnych  rzeczy. To są ludzie, którzy mają porządek z szacunkiem do siebie. Oni nie muszą się zastanawiać czy dobrze robią, co o nich pomyślą albo jak prawą ręką chwycić za lewe ucho i osiągnąć to, czego się chce. Wystarczy mieć szacunek do siebie i takich pytań nie będzie powstawać. Można niczego nie wiedzieć o granicach i zawsze być chcianą i lubianą osobą, mieć ogromną charyzmę. Po prostu należy nie mylić szacunku do siebie z mniemaniem o sobie. To są różne rzeczy i dla sporej ilości osób nadal niezrozumiałe.

Ludzi bez szacunku do siebie nigdy nie potrafią  nikogo w sobie rozkochać. Nie potrafią poprowadzić relacje tak, jak by chcieli oni (a każde relacje należy budować tylko na swoich warunkach, nie wolno być wycieraczką do butów, z nikim, ani z dziećmi, ani z rodzicami, ani z partnerem, ani z przełożonymi). Ludzie bez szacunku do siebie nigdy nie zrobią  właściwego wrażenia, ani nie sprawią, by się z nimi liczyli. Jakkolwiek by się nie starali to nie wyjdzie. Dlatego, że ludzie bez szacunku do siebie zawsze są w potrzebie. Oni potrzebują miłości, uwagi, akceptacji, głaskania, pomagania, zgadzania się, opinii innych, czasu innych – wszystkiego.

Dopóki jesteście w potrzebie (jakiejkolwiek) zapomnijcie o charyzmie i oddziaływaniu na innych. Dopóki jesteście w potrzebie jesteście zwykłymi wyciągaczami. Wyciągacie od innych to, czego Wam nie chcą dać. Nawet jeśli nie zdajecie sobie z tego sprawę, i tak wyciągacie. Nawet jeśli wydaje się Wam, że dajecie – wyciągacie. Wyciągaczy nikt nie lubi. Żeby być wyciągaczem nie trzeba nawet mówić wprost o swojej potrzebie. Obrazić się i siedzieć naburmuszonym, aż partner przyjdzie i przeprosi/da/zrobi/zgodzi się to też jest wyciąganie.

Wyciąga się od innych wtedy, kiedy nie posiada się oparcia w sobie. Dlatego zachodzi potrzeba wyciągania od innych. Ale atrakcyjnym w oczach innych ludzi jest się wtedy, kiedy postępuje się z uwzględnieniem granic. Dlatego wyciągaczy nikt nie lubi.

Można przestać być wyciągaczem jeśli zrozumieć, na ile nieprzyjemnie wygląda ktoś, kto żebrze, kto zwraca się do innych ze swoimi potrzebami, będąc nie małym słabym dzieckiem tylko dorosłym człowiekiem. Który w swoim postępowaniu nie uwzględnia granic. Który nie jest nauczony szacunku do siebie – czyli szukania oparcia w samym sobie.

Niektóre osoby mają tak słabe wyobrażenie o szacunku do siebie, że mylą wyciąganie z dawaniem. Im wydaje się, że oni dają. Zakochany minus też daje plusowi wszystko, cały świat i siebie, swoją miłość i wierność na talerzu z kokardką. Minusowi się wydaje, że on jest taki szlachetny, że on daje, a plus niewdzięczny nie chce brać. W rzeczywistości minus niczego nie daje. On tylko wyciąga od plusa jego uwagę, czas, uczucie. Wyciąga, bo potrzebuje tego. To minus jest w potrzebie, nie plus. Minus nie może odróżnić, że to, co on daje jest wartością tylko dla niego samego, bo to on jest w potrzebie. Ile warte jest dawanie czegoś, co nikomu nie jest potrzebne? Dawanie minusa jest niczym innym, jak wyciąganie. Wyciąganie od plusa emocji, poczucia winy, uwagi. Bo minus nie może sam zadbać o to, by nie żebrać o swoje braki od innych. To, co minus chce dać plusowi wydaje mu się bezcennym skarbem, dlatego nie przyjdzie mu do głowy, że nie daje tylko wyciąga. To, co jemu nikt nie chce dać.

To dotyczy nie tylko relacji damsko-męskich. Takie osoby są wszędzie:  wyciągacze-roszczeniowce. Osoby bez szacunku do siebie. Którzy mogą tylko brać, korzystać z pacy czy zasobów innych i jeszcze im będzie mało. Albo nie tak, jak powinno. Albo nie tak, jak by chcieli. Oni są zawsze niezadowoleni, pomimo, że biorą. Osoby bez szacunku do siebie. Ich nikt nie lubi, przed nimi zamykają granice, oni tego nie zauważają.

Kiedy dawanie jest niczym innym, niż wyciąganiem? Kiedy strona „obdarowywana” ma zamknięte granice. Kiedy nie chce, nie potrzebuje tego dawania w jej stronę. Wtedy zawsze dający jest wyciągaczem. Bo to jemu jest potrzebny ten kontakt.

Jeśli mężczyzna zaprasza na randkę kobietę, której się podoba, jest to krok z jego strony. On „daje”. Jeśli zaprasza na randkę kobietę, która nie jest zainteresowana nim – on „bierze”, wyciąga to, czego potrzebuje.

Jak zrozumieć kiedy faktycznie dajemy coś, a kiedy wyciągamy? Albo jak zrozumieć, kiedy zachowujemy się z szacunkiem do siebie, a kiedy nie? Bardzo łatwo zrozumieć. Wystarczy zawsze w sytuacji, kiedy chcemy coś dać albo poprosić zadać sobie pytanie: czy to jest potrzebne tylko mi czy drugiej stronie również? Chociaż jeśli szacunku do siebie nie ma totalnie, ani kropli, takie pytanie nie przyjdzie nawet do głowy.

Kiedy osobowość dojrzała zwraca się do drugiego człowieka, ona chce dawać, a nie brać.

Kiedy szacunek do siebie jest nieobecny z założenia, każda własna potrzeba wydaje się wyciągaczowi jego dawaniem, prezentem dla innych.

Człowiek bez szacunku do siebie nie ma pojęcia, jak to jest odczuwać wsparcie w samym sobie? Opierać się na siebie? Takiemu komuś każda jego potrzeba wydaje się darem dla innych. Na przykład ktoś, kto piszę do mnie grzecznego maila z propozycją nagrania filmików na temat, który go interesuje, ale kamufluje to swoją chęcią pomocy mi w znalezieniu ciekawego tematu. On przecież mi pomaga znaleźć ciekawy temat. Dlatego proponuje. Wcale nie dlatego, że ten temat go nurtuje i chce, żebym odpowiedziała na jego pytania. W jego rozumieniu on „daje”. W rzeczywistości – wyciąga. Gdyby chociaż by szczerze napisał, że chciałby dowiedzieć się tego i tamtego, w jaki sposób mu mogę z tym pomóc? Ale wychodzi na to, że to on mi pomaga.

Czym jest potrzeba infantylnego człowieka bez szacunku do siebie w miłości? To potrzeba stać się kimś ważnym dla kogoś, czyja  WO jest wysoka, a za chwilę i WS tanie się ogromna. Kiedy figura tej osoby wyrosła w polu wyciągacza do niebios, on się zgodzi na każde resztki uwagi, na byle co. Inaczej  odstawienie od piersi  zerwanie kontaktu będzie wyrzuceniem z raju. Figura innego człowieka stała się bogiem. Dążenie do miłości osoby bez szacunku do siebie jest jego potrzebą, swój głód on odbiera jako piękne uczucie. I chce tym uczuciem obdarzyć plusa. Infantylnemu wydaje się, że on proponuje to samo, co chce otrzymać. Chce miłości i jest gotów tą miłość dawać. Ale jakoś się składa, że wszyscy, komu chce dać swoją miłość człowiek bez szacunku do siebie odsuwają się od jego głodnej paszczy. Miłość to motywacja do życia. Człowiek bez szacunku do siebie nie daje motywacji, on tylko chce być nakarmiony innymi.

Zakochany człowiek bez szacunku do siebie jest nudny, jak mydło do prania. On myśli i mówi tylko o swoim uczuciu, on rozwiązuje w swojej głowie te same problemy, on nie potrafi mówić o niczym innym. Jeśli ma ładne ciało jego wykorzystują ale potem i ciało staje się mdłe, jak wszystko co się znudzi. Jeśli plus jest takim samym neurotykiem  człowiekiem infantylnym (bez szacunku do siebie) on nie odpuści minusa ze skąpstwa. Na wszelki wypadek. Może się przyda. Przecież tak kocha. Plus spróbuje go zmienić. Jemu będzie się wydawać, że jeśli minus się zmieni, to będzie niczego sobie i plus jednak nie będzie sam. Plus tak samo jest w potrzebie, też potrzebuje miłości tylko, że z inną osobą. I pod tą inną osobę plus próbuje zmienić minusa. Zamiast zachować się zdrowo i  rozstać się. Plus nie chce się rozstawać,on skąpi.

Mieć relacje z równowagą znaczenia człowiek bez szacunku do siebie nie potrafi. Jak tylko się zakochuje od razu wiesza się na drugiej osobie, przestaje zapewniać swoje potrzeby emocjonalne i inne sam, chce się żywić tylko miłością drugiego. Staje się skąpy, chociaż uważa swoje skąpstwo za hojność, a swoje potrzeby i chęć brania za dawanie. Jego smsy typu ” tęsknie bardzo, pragnę Cię” wydają mu się dawaniem, pięknymi piłkami rzuconymi w kierunku drugiej strony. Ale jeśli druga strona nie tęskni dla niej te smsy są nudne, oznaczające „nakarm mnie”, „potrzebuje uwagi” itd.

Nie wolno być wyciągaczem. Ani w relacjach romantycznych, ani w żądnych innych. Należy mieć własną falę, własne zasoby, należy umieć samemu siebie rozweselać, zabawiać, podtrzymywać i pomagać. I tym wszystkim dzielić się z innymi. Nie brać tylko dawać. Umieć stać się ciekawą osobą i wciągnąć do swojej fali innego, mieć co mu dać, czym zaciekawić, sprawić, by było  komfortowo obu stronom.

Nie warto myśleć, że dążenie do podarowania miłości komuś, kto jej nie chce jest szlachetnym celem. Co można podarować nie mając nawet szacunku do siebie? Nie mając siebie samego? O jakich darach mowa? Jest tylko potrzeba. Potrzeba wypełnić kimś innym swoją pustkę. Należy zacząć od siebie.

TK