Jak myślicie, dlaczego kolega męża przekazuje komplementy właśnie przez męża, a nie bezpośrednio? Dlaczego nie odwiedzi ich? Dlaczego nie powie jej to sam?

Dlatego, że: 1. Bezpośrednio nie mógł by przekazywać tak wyrafinowanych, jaskrawych, wpływających na wyobraźnie tej Pani komplementów. Jako mężatka Pani powinna by była natychmiast go przerwać. Robiąc je przez męża może się nie obawiać, że zostanie przerwany, może robić to w sposób pobudzający wyobraźnie kobiety i naprawdę nie skąpić epitetów. 2. Przekazywane przez męża komplementy nie odgrywają roli trzepaczki do dywanów – on niczego nie wymusza na niej. Nie czeka na odpowiedź. Mówiąc bezpośrednio do Pani mimowolnie wymuszał by tym na niej reakcje, odpowiedź, odniesienie się. A tak nie, jego słowa są niewinne, lekkie, on przecież niczego nie chce. Po prostu jest dziwakiem. 3. Poza tym piecze dwie pieczeni na jednym ogniu: komplementy też sprawiają przyjemność mężowi, jest dumny, że „posiada” taką żonę. Ponieważ kolega zna męża i wie, że jest próżny, ma stu procentową pewność, że wszystko, co do słowa zostanie przekazane żonie. 4. Nie musi „odpowiadać” za słowa, robić następne kroki. On niczego jej nie mówił.

Dlaczego podczas kolejnego spotkania z mężem mówi mu, że się źle czuje, jest smutny i samotny, i że najlepsze wyjście dla niego to śmierć? ))

Dlatego, żeby jej się zachciało pocieszyć tak wrażliwego, inteligentnego, dobrego człowieka, który zobaczył w niej to, czego przez lata nie widział mąż. Musi być wyjątkowy, i taka szkoda, że taki dobry człowiek z tak poetycką duszą czuje się smutny! Musi z nim się spotkać, powiedzieć mu chociażby parę słów, by poczuł się lepiej.