Ta odpowiedź spodobała mi się najbardziej:

„LILI, 14 WRZEŚNIA, 2020 Odpowiedz

W jednym z filmików mówiła Pani że naturalne jest że to mężczyzna zabiega o kobietę, nigdy odwrotnie. Mężczyzna zabiegający o romantyzm będzie ciepłą kluchą w oczach kobiety i zacznie spadać w minus. Kobieta jeśli będzie zabiegać o seks pokaże mężczyźnie że sama narzuca się z tym o co on sam powinien się stracac i na czym mocno mu zależy więc poczuje się plusem a ważność tej kobiety w jego oczach zmaleje. ”

Dokładnie tak. Chodzi o  „marże” genderową. Mężczyźni, którzy negują jej istnienie wywołują niezręczność. Kobiety  również. Żadnej równości genderowej w relacjach damsko-męskich nie istnieje. W przyjaźni tak, w biznesie też, ale nie w relacjach damsko-męskich.

Chociaż istnieją mężczyźni, którzy uważają i nawet nie mają nic przeciwko temu, żeby rozpoczynając romantyczne relacje z kobietą dzielić rachunki za wspólnie spędzony czas po połowie. Istnieją też tacy, którym nie przeszkadza, kiedy kobieta płaci za siebie i za niego , ale  mówimy przecież o w miarę adekwatnych ludziach.

Dlaczego zajmować pozycje górną, czyli być inicjatorem w seksie powinien mężczyzna? Dlatego, że w odróżnieniu od kobiety mężczyzna nie zawsze może uprawiać seks. Może tylko wtedy, kiedy spełnione zostaną pewne procesy. Nie zostaną spełnione wtedy, kiedy inicjatorem wszystkiego będzie kobieta. Jeśli kobieta zajmie „pozycje górną”, czyli sama zacznie dążyć do tego albo wymuszać (spełnienia obowiązku małżeńskiego). W ogóle słowo „obowiązek” zabija i płaszczyznę seksu, i płaszczyznę uczuć.  W tych dwóch płaszczyznach akurat powinna być spontaniczność, inaczej nic nie wyjdzie. Nie da się w kimś zakochać na własne życzenie. Odkochać się można na własne życzenie, ale zakochać się nie.

Dlaczego w niektórych kulturach mężczyzna powinien był ukraść narzeczoną? Albo dać za nią stado baranów? Dlatego, że ma to wyglądać tak, jakby mężczyźnie na tym bardziej zależało, niż kobiecie. Chociaż tak nie jest, kobiecie przeważnie bardziej zależy na zamążpójściu, niż mężczyźnie na ożenku. Ale ktoś, kto wymyślał zwyczaje i kulturę narodową rozumiał, dlaczego powinno być tak, że inicjatorem wszystkiego powinien być mężczyzna. Dlatego, że mężczyzna nie da radę być mężczyzną, jeśli tą rolę na siebie przyjmie kobieta. W kierunku mężczyzny nie może być żadnych wymuszeń, inaczej po prostu erekcja nie nastąpi.

Jeśli mężczyzna podkreśla równość kobiety i mężczyzny w relacji, w tym sensie, że ona może za niego płacić, bo on jest taki „mamusi cukiereczek” i jego potencją ograniczają się wszystkie  jego zasoby, które on wnosi do relacji – taki mężczyzna ma dużą koronę z iluzji. Im większa korona z iluzji, tym dotkliwiej  bije po palcach, jak spada. Zdrowa psychicznie kobieta nie będzie pełniła rolę mamy w relacji.

Równość powinna być tylko w ważności figur dla siebie. 

Wtedy jest związek z równowagą znaczenia, to, do czego wszyscy dążymy. Tą równowagę znaczenia zapewniają właśnie brak równowagi w innych rzeczach. Na przykład w ilości kroków.

Kobieta nie może robić zbędnych kroków w kierunku mężczyzny dlatego, że każdy jej zbędny ruch jest przekroczeniem własnych granic, wyjście poza granice. Natomiast mężczyzna, robiący więcej gestów, przejawiający większą aktywność niczego nie traci, na odwrót jest to odbierane na jego korzyść. „Marża genderowa” pozwala mu na więcej, niż kobiecie. Mówiąc „więcej” mam na myśli wielkość inicjatywy. Brak inicjatywy dla kobiety jest czymś w granicach, ale mężczyznę może skreślić z relacji.

Warto rozumieć te wszystkie zasady i szanować tradycje. Inaczej nie istniejącą „równość genderowa” zabije całą romantyczną otoczkę. Relacje z damsko-męskich staną się przyjacielskimi, w których rzeczywiście nie istnieje różnicy genderowej.

W granicach jest sytuacja, kiedy mężczyzna płaci za wspólnie spędzony czas chociażby dwie trzeci wydatków. W ideale powinien zaproponować, że zapłaci za całość, a kobieta nie powinna się zgodzić (chce zapłacić za siebie). Mogą dogadać się na dwie trzeci ze strony mężczyzny albo nawet po połowie. Zwłaszcza jeśli relacje na razie nie są całkiem romantyczne, nikt nie płonie z namiętności  i seksu nie było. Nalegać na zapłaceniu rachunku po połowie ze strony mężczyzny jest wyjściem poza granice (inaczej mówiąc  „hiszpańskim stydem”). Ze strony kobiety wyjściem z granic jest nie dążenie do zapłacenia ZA SIEBIE. W ideale każdy powinien dążyć do zrobienia więcej, niż jest to przyjęte.

Chociaż finansowe „inwestycje” to nie to samo, co kroki. Krokiem jest coś dużo ważniejszego. Na przykład, propozycja. Albo wyznanie.

Kobiecie nie opłaca się prowadzić relacje seks-only, czyli oddzielać sferę seksualną od romantycznej. Nawet jeśli tak jest i kobieta spotyka się z mężczyzną wyłącznie dla seksu, lepiej dla niej będzie powiedzieć mu „zakochałam się” i odetchnąć wzruszając ramionami. Prowadzenie relacji na płaszczyźnie wyłącznie seksualnej dla kobiety oznacza wyjście z „pola prawego” (pamiętamy szkolenie? 🙂 ) Oprócz tych przypadków, kiedy mężczyzna sam utrzymuje formę relacji na zasadach romantycznych.

Kto może wyjaśnić dlaczego tak jest? Dlaczego dla mężczyzny nie ma znaczenia jaki jest rodzaj relacji, a dla kobiety ważne jest by połączyć seks z romantyczną stroną? Dlaczego mężczyzna nie opuszcza prawego pola (czyli nie naraża się na bycie minusem w perspektywie) jeśli spotyka się z kobietą zamężnej, a kobieta opuszcza go dosyć szybko, chociaż nie natychmiast? W jakiej sytuacji on opuszcza prawe pole, a ona nie?

Jeszcze jedno pytanie: w jakiej sytuacji marżą genderowa w ogóle nie ma miejsca i dlaczego?

W ogóle rozumienie i dostrzeganie różnicy genderowej jest potrzebne, by dobrze rozumieć sytuacje i wybrać właściwą strategię działania )

Piszcie proszę, jak to widzicie 🙂

<3