Napiszę teraz odpowiedź tylko na jedno pytanie, bo na dwa pozostałe odpowiedziałam niżej w komentarzach. Jeśli chodzi o schemat „rozkochiwania” w sobie. Nie lubię tego słowa, brzmi trochę tanio i teatralnie, ale żadnym innym póki co zstąpić go nie umiem ).

Model romantycznego podejścia: mężczyzna spotyka kobietę, zwraca na siebie jej uwagę czymś ciekawym. Jeśli kobieta sama póki co nie jest zbytnio zaciekawiona znajomością, mężczyzna pokazuje jej, jaki z niego zuch, jaki jest silny, co posiada  itd. Kiedy ją zaciekawi robi krok do tyłu. Ona odruchowo robi krok ku niemu. On się trochę przekomarza z nią po czym robi gwałtowny i zdecydowany krok do niej i mówi, ze ona mu się bardzo podoba i  jest gotów wiele zrobić dla niej. Po czym znowu lekko się wycofuje, ona oczywiście podąża za nim i rzuca mu się na szyje. Teraz można zaciągnąć ją do jaskini/namiotu/domu/mieszkania, tam, gdzie mieszka mężczyzna. Ponieważ dało jej się sporo emocji i się w ten sposób „rozhuśtało”. Ona jest otwarta dla relacji. A to jest najważniejsze, dawanie emocji, żeby się otworzyła. Przy czym na zasadzie wahadła, 'bliżej-dalej”. Chyba napiszę o tym  jeszcze kiedyś wpis. Oczywiście wszystko należy robić z wyczuciem. Jeśli kobieta zauważy jakieś celowe działania, powie „do widzenia” i na tym się skończy. Dlaczego należy mniej więcej orientować się w schemacie „rozgrzewania emocjami”? Dlatego, że z zimną (nie zaangażowaną) kobietą dużo łatwiej jest zlecieć w minus i ogólnie przyjemniej się spędza czas z kimś, kto jest przyjaźnie nastawiony.

Uściślę jeszcze odpowiedź na pytanie „dlaczego kobieta nie odejdzie, skoro mężczyzna ją nie pociąga”. Dlatego, że tamta pani ma 29 lat. A kolejka z adoratorów nie stoi. A tu taki dobry chłopak nawinął, bez nałogów, dobrze zarabia, poprawnie się zachowuje. Wpatrzony w nią , jak w obrazek. A czas leci. Koleżanki  mają rodziny, dzieci… Na bezrybiu i rak ryba. Szkoda stracić taką rybę, co jak zostanie sama. Dlatego przytrzymuje go a kiedy napięcie wzrasta (napięcie zawsze rośnie, jeśli robimy coś, czego nie lubimy) wybucha i jest rozdrażniona. Jakoś tak.

TK