Postanowiłam dać odpowiedzi na wczorajsze pytania osobnym wpisem. Dlatego, że ktoś przekonany o tym, że żona może nie chcieć seksu z mężem, który mało zarabia i zajmuje się domem, znajdzie potwierdzenie swojego wniosku w komentarzach Czytelników… i nie będzie czytał dalej i szukał mojego komentarza. A znalezienie poprawnej odpowiedzi na te pytania wydaje mi się bardzo ważne.

Pierwsze pytanie dotyczyło żony, która nie chce seksu z mężem. Celowo napisałam o niskich zarobkach męża, chcąc zmylić Czytelników. To w ogóle nie ma znaczenia dla pociągu seksualnego ludzi. Można przecież nie chcieć też męża dobrze zarabiającego, prawda? 🙂 To, że mąż jest dobrym ojcem też nie ma wpływu na libido żony.

W Izraelu i Dubaju mężowie zajmują się maluchami, kiedy ich żony idą z koleżankami na kawę. W Izraelu tata z karabinem na szyi spaceruje z 4 swoimi maluchami po plaży. W wielu krajach na urlop wychowawczy idą ojcowie.

Żona z zadanego pytania nie chce seksu z mężem nie z powodu wielkości zarobków. Chce seksu z innymi mężczyznami dlatego, że jest plusem w relacji z mężem. I nic z tym nie robi. Nie obniża swojego plusa i oczekuje, że przyjemność (dobry seks) dostanie od zewnątrz. Zewnętrzne umiejscowienie kontroli to oczekiwanie przyjemności od zewnątrz. A za to, czego nie zapewniamy sobie sami – później zapłacimy wysoką cenę. Załóżmy ona zakocha się w nowym mężczyźnie, który zapewni jej silne emocje. Jak każda przyjemność, którą dostajemy bez wysiłku z naszej strony, na którą nie zapracowaliśmy – taka przyjemność, otrzymana od zewnątrz, ją uzależni. Na przykład, narkotyk, to przyjemność bez wysiłku. To niesprawiedliwe i dlatego niebezpieczne (uzależniające). Żona chce nowych emocji, i jeśli ktoś ich jej da – ona zostanie minusem w tej relacji. To nieuniknione. Tylko  minus przeżywa najlepszy seks w swoim życiu. Plusa seks drażni i brzydzi (z mężem). Żeby nie brzydził – trzeba obniżać swój plus. Większość ludzi nie chce nad tym pracować, ponieważ uważają, że się nie da. Ponieważ uważają, że przyjemność powinna spaść im z nieba. Bez wysiłku.  Większość ludzi chcą przyjemności za darmo i uważają, że nie ma wyjścia, tylko zachować pozory i zdradzać. Większość ludzi chcą pompować energię/przyjemność dla siebie od obcej figury. Ale żeby ta „obca figura” zaczęła  dawać przyjemność, musi być w silnym minusie. Żeby kogoś sprowadzić do minusa trzeba na początek dać mu przyjemność. Ale osoby z zewnętrznym umiejscowieniem kontroli nie potrafią coś tworzyć samodzielnie i dzielić się tym. Chcą tylko brać. Dlatego stają się minusami. Tak że  „za darmo” jest tylko ser w pułapce na myszy.

Drugie pytanie: dlaczego w małżeństwie nie bywa dysbalansu tylko upadłość związku (dwa poirytowane plusy)? W małżeństwie (albo w związku nieformalnym, nie ważne), kiedy ludzie nie spotykają się od czasu do czasu tylko mieszkają razem ze sobą jest bardzo dużo wspólnego terenu. Tu nie może być braku równowagi. Poza tym osoby w małżeństwie uważają, że partner już nigdzie się nie podzienie, sami czują się związani, przestają się starać i cały czas chcą „rekompensaty”, że znajdują się w związku. Swoje działania dla partnera zaczynają cenić bardzo wysoko, z kolei jego inwestycje w związek automatycznie zaniżają. Tak czuje się każda ze stron. Uważą, że daje więcej, niż otrzymuje. Jest to droga do zostania plusem. Potem dwóch plusów trzyma przy sobie już tylko wspólny kredyt i dzieci (chociaż to nieprawda, tchórzostwo ich przy sobie trzyma (a co, jak nie znajdę nikogo więcej?) i pycha (co ludzie powiedzą?) i skąpstwo (a może on/ona się jeszcze przyda?) ). I zaczynaja się „tańce z bębękami”.

Do pozycji plusa prowadzi chęć dostawania od partnera więcej, za to, że się z nim jest. Tak myśli każde z małżonków w małżeństwie w stanie upadłości. Nie chcą nic dawać, tylko brać.

Zastanówcie się, dlaczego podpity nowy znajomy wygląda uroczo i charyzmatycznie? A własny mąż w stanie podpicia wygląda, jak  obrzydliwy dureń?

Ściskam <3

T