1. Najważniejsze było spowodować, by Pan skończył swoją grę. To trzeba wyraźnie sobie uświadomić – zaproszeniem ona popsuła jego strategię. Po tym, jak dostał  zaproszenie od małżeństwa, nie mógł by jej dalej prowadzić. Jakkolwiek by postąpił: prawił by komplementy w obecności męża, nie prawił by ich albo nie zjawił się wcale) – każdy jego ruch w tej sytuacji był by błędem. Najważniejsze, że to był by koniec. 
  2. Czas pomiędzy komplementami daje powietrze, pozwala by jego piłki urosły, nabrały wagi, żeby się na nie czekało. Bez tego nie powstanie haczyk.
  3. Na haczyk nie złapie się ktoś, kto dobrze rozumie, że ilość rzuconych piłek powinna się równać ilości zrobionych kroków. Jeśli ktoś rzuca piłki nie potwierdzone czynami, przy tym też nie spieszy się zbliżać – warto się zastanowić, po co to robi? Tak samo, jak w szachach – jeśli ktoś traci jedną figurę po drugiej, warto się zastanowić, w jakim celu je traci.

Jak myślicie, dlaczego kolega męża przekazuje komplementy właśnie przez męża, a nie bezpośrednio? Dlaczego nie odwiedzi ich? Dlaczego nie powie jej to sam? Dlaczego podczas kolejnego spotkania z mężem mówi mu, że się źle czuje, jest smutny i samotny, i że najlepsze wyjście dla niego to śmierć? ))

🦇