Postanowiłam zmienić tytuł ostatniego wątku dyskusji, bo ktoś w komentarzu wspominał o moich błędach… ) Ponieważ sama ich nie wyłapię, zmieniam tytuł. Tytuł rzuca się w oczy, i błędy w nim też, a tekst nie każdy będzie czytał, więc mniejsza hańba ))

Dobra, co z „dobieraniem” emocji na zewnątrz? Nie mówiłam wczoraj o zdradzie fizycznej, tylko o romansie w wyobraźni. Czy to jest szkodliwe, jeśli myślimy o kimś, kto nam się podoba? Przecież nie zdradzamy. Tamta osoba nawet może w ogóle nie wiedzieć, że o niej myślimy. Cytuję komentarz:

„To jakby o mnie… często doładowuje się w ten sposób myśląc i fantazjując o jakiejś osobie ale bez jakiegokolwiek angażowania tej osoby. Poza fantazje nigdy to nie wychodzi i stanowi takie miłe ubarwienie, dla odprężenia i zabawy, zabicia nudy, żeby się miłej zasypiało… kocham męża i jest mi z nim dobrze ale po 15latach czasami miło sobie powyobrazac ale nie realizować 😉 Teraz trochę się przestraszyłam czy to nie znaczy ze coś ze mną nie tak 😉

Wszystko ok, po prostu  warto wziąć pod uwagę jeden moment.

Ile razy spotkaliście się z czyjąś historią, że ktoś chciał jedynie „podładować sobie akumulator” i tak go podładował, że akumulator wybuchnął? Kobieta zamężna chciała jedynie poprawić sobie nastrój, dlatego idąc do łóżka z mężem myślała o swoim sympatycznym znajomym. Za jakiś czas małżeństwo, które do tej pory wydawało się dobre (chociaż trochę nudnawe) zaczęło się jej wydawać nie do zniesienia.

Gdyby się ono rozpadło (małżeństwo) i zamiast niego powstał by nowy związek, to było by jeszcze nieźle. Ale nowe pary, nowe związki praktycznie nigdy nie powstają z „podładowywanych” akumulatorów ) Powstają oni w innej scenerii.

Co z podładowywaniem? Kiedy można bez ryzyka podładować swój akumulator? Na przykład, kiedy nasz znajomy jest fanem piłki nożnej. Codziennie opowiada nam o meczach i treningach z taką energią, taką radością, że też mamy ochotę zacząć trenować. Albo kiedy ktoś uwielbia czytać książki, i dzieli się z nami zdobytą wiedzą. W szkole podstawowej „podładowywałam” sobie akumulatory czytając „Timur i jego drużyna”. Zbierałam makulaturę po lekcjach, odwiedzałam samotne staruszki, robiłam im zakupy, rozmawiałam z nimi, żeby im się nie nudziło. Namówiłam kolegów i koleżanki z podwórka i robiliśmy koncerty dla starszych osób co wieczór na podwórku. To faktycznie było tak, jak bym zasiliła swoją baterię od zewnątrz. Sympatia do bohatera przeczytanej książki, współczucie do jego postawy i chęć bycia takim, jak on uruchomiła moją identyfikacje. Identyfikując się z kimś włączają  się nam neurony lustrzane i człowiek zaczyna przeżywać ten sam stan, który przeżywał jego bohater.

Tak samo można się „zarazić” emocjami po przeczytaniu pięknego wiersza. Ale „doładowywanie” energii seksualnej jest czymś innym, niż włączenie neuronów lustrzanych.

Wydawało by się, że nie ma nic groźnego w tym, że kobieta znużona mężem albo mężczyzna znużony żoną „dobierze” sobie emocji od kogoś, kto mu/jej się podoba. Te emocje można dawkować, niewinnie flirtując, udając początek romansu. W razie czego można przecież będzie przystopować. Małżeństwo tylko zyska na tym, zniknie w nim rutyna i nuda.

Ale to tak nie działa! )) I znając podstawy teorii pola Kurta Lewina… możemy przypuszczać, że skoro myślimy o tym konkretnym chłopaku idąc do łóżka z mężem, oznacza to, że ten chłopak już się nam podoba.

Skoro się podoba, to oznacza, że już przenieśliśmy go do swojego pola psychicznego.

Myśląc o nim będziemy teraz zasilać jego figurę w swoim polu. Nasz mózg nas zawsze słucha. Zauważa, że ktoś nam się podoba i „wyciąga” tą osobę z tłumu, lokując ją (a raczej jej figurę) w naszym polu psychicznym. Mózg będzie poświęcał sporo energii temu, na co zwracamy uwagę. Ta energia będzie zasilała figurę w naszym polu. Figura będzie się stawała coraz większa i silniejsza. Za chwilę ta figura sama zacznie wyciągać naszą energię. Nawet jeśli zabronimy mózgu myśleć o niej (o figurze) 🙂 Znamy to? 🙂

Po prostu tak jest zbudowany ten świat, że nie da się wziąć coś od kogoś i wykorzystać to sobie „bezkarnie”. A potem zostawić i iść na zakupy. Jeśli ten ktoś (chłopak na przykład) niezbyt nam się spodoba, z łatwością go zostawimy. Ale wtedy nie przeżyjemy tej przyjemności, na którą liczyliśmy, prawda? A jeśli chłopak podoba się bardzo, to przyjemność przeżyjemy, owszem ) Ale pamiętamy przecież, że chłopak nawet nie wie, że wpadł nam w oko? Że to tylko nasze fantazje, nasza wyobraźnia, by nim się posługiwać w określonych sytuacjach. Niedługo jego figura stanie się tak wielka, że wyda się nam normalnym, żeby podejść do niego i zagadać. Ale o czym będzie ta rozmowa? Przecież nasza ważność  dla niego będzie zerowa. Jego ważność dla nas z kolei – już ponad przeciętna. Małżonek zacznie irytować coraz bardziej. Im bardziej się podoba chłopak, tym bardziej irytuje mąż. A miało być na odwrót przecież?

Najgorsze jest to, że mamy teraz relacje, faktycznie związek z FIGURĄ chłopaka. Nie z nim samym, tylko z jego figurą.

Na początku to wygląda nawet w miarę. Żona leży w łóżku z mężem i myśli o chłopaku. Te myśli są przyjemne, męża się nie odbiera teraz jako mężczyznę dlatego on nie drażni. Emocje, które wywołuje chłopak przenosi się na męża. Mąż może się ucieszyć, że nagle nastąpiły miłe zmiany w sypialni. Ale te miłe zmiany będą kosztować żonę wyhodowania ogromnej figury w jej własnym polu. Inaczej nie będzie. Wyhoduje tak dużą larwę, że potem ta ją zeżre.

Dopóki otrzymujemy przyjemność od naszych myśli, figura tej osoby w naszym polu, w naszej psychice rośnie. (Dlatego nigdy nie trzeba po kryjomu monitorować niczyich stron. Lepiej już wprost zaprosić tą osobę na kawę. W trakcie spotkania może się okazać, że sepleni albo stawia stopy podczas chodzenia palcami do środka i czar pryśnie. Albo nieznacznie spadnie. Ale to będzie rzeczywisty obraz sytuacji. A fantazjując na odległość idealizujemy kogoś i zasilamy jego figurę, która potem nas zżera ).

I nawet nie to jest najgorsze.

Najgorsze jest to, że świadomość tego, że w łóżku z mężem myśli się o kimś innym, próbując w ten sposób ożywić relacje, powoduje, że figura myślącego maleje. W jego/jej własnych oczach. Podświadomie a możliwe, że nie. Konsekwencji mogą być dwóch rodzajów: albo będzie frustracja, że jest tak, jak jest. Albo powstanie chęć jakiegoś seksu z elementami przemocy. Jakby „za kare”, za swoje myśli. W normalnym zdrowym związku dwóch kochających się ludzi seks wymaga czułości. Normalni kochające się osoby uprawiają seks, by pokazać partnerowi, „jak bardzo ja ciebie kocham”. Przy okazji, tylko ludzie i delfiny uprawiają seks w tym celu, by wyrazić czułość, a nie tylko w celu prokreacji.

Oczywiście, nie wszyscy uprawiają seks, by przekazać partnerowi swoje uczucie. Bardzo często ludzie tłumaczą sobie swoją rozwiązłość „uwolnieniem od kompleksów”, „nowoczesnością” itd. Ktoś boi się stracić partnera i godzi się na coś, czego nigdy by nie zaakceptował, gdyby nie jego zależność emocjonalna. Ale jest to zawsze niebezpieczne. Dlatego, że seks jest bardzo dużym wzmocnieniem pozytywnym. W związku z tym niebezpieczne jest zgadzać się w seksie na coś, co jest brzydkie (według nas samych), niebezpieczne czy wynaturzone. Potem bardzo trudno będzie się tego pozbyć. Ale to tak, przy okazji.

Więc ) Nie wolno nigdy od nikogo się „zasilać”, nikogo wykorzystywać albo oszukiwać.

Nawet nie z punktu widzenia moralności.

Z punktu widzenia „nie opłacalności”. Tam gdzie jest kłamstwo, TCHÓRZOSTWO albo wygodnictwo, tam zawsze są problemy. Ich lepiej rozwiązywać.

Ale mimo wszystko jest jedna sytuacja, kiedy kobieta potrafi „podładować akumulatory” nic nie tracąc przy tym, i rzeczywiście zyskując 🙂 Ja może kiedyś o tym napiszę 🙂 A może ktoś się domyślił?

T