Dosłownie przed chwilą ktoś napisał komentarz na yotube pod moim filmikiem „Jak zachować się po rozstaniu?”  o treści: „Czy myśli Pani by pokazać ten filmik plusowi po rozstaniu?”  Na ten komentarz mogę odpowiedzieć cytując wczorajszy komentarz jednej z Pań na blogu: „Wyjdzie komunikacja jeśli mówić do osoby, która chce nas słuchać”. Dokładnie. Plusowi nie zależy na relacji, plus odczuwa ulgę, kiedy pozbywa się minusa. A tu znowu po rozstaniu zjawia się były minus i proponuje jakiś głupi filmik do obejrzenia. Czy plus go posłucha? Może obiecać na odczepkę oczywiście, żeby szybciej się pozbyć minusa. Ale nikt nie będzie oglądał żadnych filmików, BO NIE MA W TYM POTRZEBY.

To jest podstawowa zasada komunikacji: mówić wtedy, kiedy chcą nas słuchać.  Nawet jeśli bardzo się chce powiedzieć. Nawet jeśli jesteśmy przekonani, że powiemy coś wartościowego i sprawiedliwego. Nie  wolno mówić, kiedy druga strona nie jest zainteresowana słuchaniem. Wolno oczywiście, nie pójdzie się do więzienia za to. Ale obniży się swoją wartość subiektywną dla tej osoby, wywołując u niej niechęć i zniecierpliwienie. To dotyczy każdej komunikacji. Minusów to dotyczy w pierwszej kolejności, ponieważ plus ma zamknięte granice całkowicie. Po co się wdzierać na wysoki płot. Nie lepiej zastanowić się, jak zrobić tak, żeby podnieść swoją wartość subiektywna na tyle, żeby plus zechciał nas słuchać? Wtedy oczywiście przestanie być plusem. Otworzy granice i były minus wejdzie tam bez poniżania się i proszenia. A najważniejsze zostanie usłyszany. Wszystkie inne próby doniesienia informacji nie mają sensu. Właśnie to jest umiejętność rozdzielania granic. Rozumienie, że drugi człowiek nie potrzebuje naszej rady, naszego zdania, naszej opinii. NIE CHCE I NIE POTRZEBUJE. Jeśli będzie potrzebował poprosi o nią. Nie ważne, jaką cenną nasza informacja nam się wydaje. Dopóki nasza ważność dla drugiego człowieka jest zerowa (obcy człowiek np), schowajmy swoje cenne rady do woreczka.  Zróbmy coś, by być widzialnym najpierw w polu psychicznym drugiego człowieka, by mieć jakąś ważność dla niego.

Jakie są jeszcze  podstawowe błędy w komunikacji?

Nie należy zaczynać komunikacji  od zera, z osobą, której nie znamy od pytania-prośby. Na FB również nie należy zwracać się z prośbą do osoby, która nigdy nie lajkowała naszych zdjęć, nie wysyłała żądnych pingów,  nie wrzucała nam piosenek na stronę itd. Pół biedy jeśli zadajemy pytanie jakieś symboliczne (ale i tak lepiej nie) ale zwracać się z pytaniem-prośbą do człowieka, którego nie znamy osobiście jest oznaką słabych granic i korony z iluzji, mocno przybitej gwoździami do głowy. „Hej, wejdź proszę na podanego linka i zagłosuj na moją siostrę, bierze udział w konkursie” – piszę ktoś do osoby, której nie zna w wiadomości prywatnej. Mama w dzieciństwie nie nauczyła, żeby nie żebrać od ludzi? Możliwe, że jest ktoś, kto siedzi i czeka, aż do niego się zwrócą z prośbą zagłosować na czyjąś siostrę/wujka/dziadka. W takim razie poproszony o to się ucieszy. Ale jeśli nie, to zaczynać komunikacje z żebrania-wymuszania czegoś to zabijać ją od samego początku.

Opowiedzieć o swojej sytuacji można jeśli granice drugiej strony będą chociaż trochę uchylone. Np na pytanie „Co u Ciebie?” można odpowiedzieć krótko, co się u nas dzieje. Ale bez żadnych pytań-prośb i bez żadnych ukrytych skarg. Mówić trzeba nie zbyt długo i niezbyt krótko. Jeśli temat zainteresuje współrozmówce, on dołączy. Jeśli nie trafiliśmy z tematem, lepiej nie przedłużać. Zawsze lepiej się postarać trafić  temat, który zainteresuje drugą stronę. Jeśli nam się podoba mężczyzna, można zacząć mu zadawać pytania w sferze, w której jest profesjonalistą, która mu wychodzi najlepiej. Nie po to oczywiście, żeby zwrócić się do niego z prośbą! Po to, by mógł się otworzyć, jak najlepiej. A otwierają się ludzie wtedy, kiedy mówią o tym, co lubią, w czym czuja się pewnie, dobrze i swobodnie. Po takiej rozmowie mężczyzna odniesie wrażenie, że rozmawiać z nami to sama przyjemność :)) Zostawimy przyjemne wrażenie po sobie. A przecież nic nie zrobiliśmy, po prostu zadawaliśmy pytania na temat, który jest jego oczkiem w głowie i zachwycaliśmy się (szczerze) jego głęboką wiedzą w tych kwestiach )

Dalej. Kolejny błąd, który może zniechęcić do komunikacji z taką osobą. Chodzi o to, że są osoby, którzy przed pójściem na randkę szukają informacji o drugiej stronie w internecie czy jeszcze gdzie tam tylko można. Ryją się, jak świnia w zeszłorocznych żołędziach. Nawet nie przychodzi im do głowy, że jest to próba złamania granic od góry. Jeśli nie jesteś moją mamą a mimo to ciągle wyniuchujesz  mój profil na FB i profile moich znajomych spowoduje, że nie zachwycę się Twoją inteligencją, tylko zacznę się Tobą brzydzić.

Jeśli już macie taki brzydki świński zwyczaj ( który w niczym nie pomaga, lepiej się spytać człowieka wprost), to przynajmniej nie chwalcie się tym, ukrywajcie ile się da. Zniechęcić do siebie można bardzo łatwo, trudniej jest odbudować sympatię.

Człowiek, który  szuka prywatną informację o innych nie ma szacunku do siebie, grzebie w pomyjach i się nie brzydzi. Albo identyfikuje się z tym kimś albo ma wrażenie, że posiada kontrolę. To iluzja. Taka osoba zostanie usunięta ze znajomych, przed  pijawkami każdy się zdystansuje.

Ostatni śmieszny błąd, chociaż jest ich więcej, to dziękowanie komuś z górnej pozycji. Albo chwalenie kogoś z pozycji górnej. Mnóstwo ludzi tego nawet nie zauważają. Nie widzą różnicy pomiędzy przyjemnością, kiedy się jest chwalonym przez autorytet w jakiejś dziedzinie i przez komplementy robione przez kogoś przypadkowego. Większość osób uważa, że jak kogoś chwalą, to jest to przyjemność i zaszczyt dla drugiej strony. Ale przyjemnością to jest, kiedy faktycznie chwali nas fachowiec, autorytet albo kolega, ale nie ktoś, kogo się nie zna ale zajmuje on górną pozycje. Wdzięczność to bardzo ważne uczucie i należy go wyrażać. Po prostu nie należy tego robić z pozycji nauczyciela, który akceptuje prace ucznia. Np: „Świetnie! Dobrze Ci idzie!” – to pochwała z pozycji nauczyciela. Albo: „No nieźle, prawie ze wszystkim się zgadzam”- a kim Ty jesteś, żeby ktoś mial ochotę przekonywać Ciebie do swojego zdania? Nie zgadzaj się, na zdrowie. „Dzięki, że to napisałeś, zaoszczędziłeś mi sporo czasu!”- to też podziękowanie z pozycji kolegi, z pozycji równego sobie. „Dziękuję, dobrze napisane, spróbuję zastosować to w praktyce, powiem, jak mi poszło. Proszę jeszcze wytłumaczyć, co zrobić jeśli …”- podziękowanie z pozycji klienta, który nie zapłacił i oczekuje więcej.

Dziękować trzeba biorąc pod uwagę poziom znajomości, swoje znaczenie dla osoby, której dziękujemy, nie zapominając pod czas dziękowania zdejmować koronę z głowy. Dziwne było by gdybym ja na przykład zaczęła chwalić pracę matematyka albo fizyka jądrowego. „Świetne! Jak się Panu udało tak napisać? Ja bym tak nie potrafiła w życiu!” – tak, jak by to, co mówię miało dla niego znaczenie. Oczywiście, że bym nie potrafiła. Kim ja jestem, żeby potrafić? Żeby pisać mu ” „Świetne!” – tak napisać może tylko kolega albo autorytet. Wtedy to sprawi naukowcowi przyjemność. I poklepać po ramieniu. Dziwne było by, żeby do kogoś, kto mnie nie zna napisała: „Tu bym dyskutowała”. A skąd pewność, że kogoś to interesuje? Dyskutuj sobie.

Najlepiej dziękując robić to skromnie i szczerze, bez wywijasów i ośmieszania się. Jeśli nie wiemy jak najlepiej powiedzieć wystarczy powiedzieć: „Dziękuję bardzo” i tyle. To będzie w granicach. Im mniejsze zdanie, tym mniejsza możliwość kompromitacji.

Spróbuje ktoś napisać dwa rodzaje dialogu – w granicach i bez? Śmiało, spróbujmy.

<3