Korona z iluzji bardzo komplikuje życie. Oczywiście z jednej strony zawsze ma działanie przeciwbólowe. Przeciwbólowe działanie iluzji jest potrzebne  wtedy, kiedy człowiek ma zewnętrzne umiejscowienie kontroli. Najprościej mówiąc uważa, ze inni są mu coś winni. Że on ma wpływ na to, na co wpływu mieć nie może. Zewnętrzne umiejscowienie kontroli to zabieranie prawa innym ludziom do bycia subjektem. Inaczej mówiąc mieć własną wolę, mieć własne plany, życzenia, zdanie. Nie rozumienie tego wiąże się ze stresem. Ponieważ zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie miał dobre granice i wprost je postawi przez osobą w koronie. Korona z iluzji ma chronić przed takim stresem, przed stresem z powodu własnej bezsilności. Pokażę to na kilku przykładach. Pan, którego nie znam zadaje mi kilka czy nawet kilkanaście pytań  na moim fanepage’u. Odpowiadam na jedno z nich. Po czym dostaję kolejny komentaż, gdzie pisze ” Jestem zdziwiony, że nie odpowiedziała Pani na wszystkie zadane pytania”. Gdyby nie korona z iluzji nie było by tego zdziwienia. Było by oczywiste, że ktoś, kogo nie znam, może nie odpowiedzieć na szereg moich pytań. Na żadne może nie odpowiedzieć. Gdybym miał wewnętrzne umiejscowienie kontroli nie zadawał by nawet sobie pytania dlaczego obcy człowiek nie zaspokaja mojej ciekawości? Może dlatego, że nie chce? Może dlatego, że pije kawę? Może dlatego, że woli bawić się z psem? Może dlatego, że jest źle wychowany (albo raczej nie jest na tyle neurotyczny, by się bać, jak wypadnie w oczach innych i nie robić tego, na co nie ma ochoty)? Gdybym miał wewnętrzne umiejscowienie kontroli (brak egocentryzmu po-ludzku) nie zastanawiałbym się nawet nad tym, NA CO NIE MAM WPŁYWU! Po co myśleć o tym, co kieruje innym człowiekiem w relacjach z nami, jeśli jego reakcja (albo brak reakcji) nam nie odpowiada? Trzeba zadowolić się tym, że z jakiegoś powodu nie mamy „wzajemności” i iść sobie dalej. Nie, no można oczywiście przebić dno poniżając się i wykłócając  o uwagę. Albo wzywając do sumienia i próbując wywołać poczucie winy. Tak, jak to robią minusy w relacjach romantycznych. Można spaść niżej, pouczając kogoś (bez jego zapotrzebowania) albo wykłócając się o racje.   Ale dużo lepszym wyjściem było by zrobić wnioski, że „nikt nie jest nic nam winien”, przypomnieć sobie o granicach i o tym, że ból z powodu stresu (że nas nie chcą albo krytykują albo jeszcze coś) ma tylko ktoś, kto ma zewnętrzne umiejscowienie kontroli. Czyli nadziela innych prawem kontrolować siebie. Nie sam siebie kontroluje, pilnuje, pomaga, organizuje itd tylko oczekuje tego od innych.

Mając zewnętrzne umiejscowienie kontroli jest się małym dzieckiem, obrażającym się na wrednych nianiek, które są okrutne i nie chcą zrobić tego, czego podopieczny pragnie. Podopiecznemu pozostaje tylko płakać, obrażać się i się skarżyć na okrutny świat, albo krzyczeć i rzucać kamieniem i bić się głową o ścianę. Bo nie jest tak, jak on chce. A ktoś z wewnętrznym umiejscowieniem kontroli dobrze wie, że inni ludzie – to są  inni ludzie. Nawet najbliżsi.  Oni mają własną subjektność.  Nawet jeśli to są ukochane osoby. Mieć wewnętrzne umiejscowienie kontroli oznacza rozumieć, że KAŻDY człowiek ma własną wolę i może w każdej chwili zmienić swoje zdanie. I to jest normalne.

Jeśli mieć wewnętrzne umiejscowienie kontroli można będzie się pożegnać z koroną z iluzji. Dlatego, że prawda nie będzie sprawiała cierpienie. Dlatego, że cierpi się wtedy, kiedy oddaje się kierownice od swojego życia innym. A jeśli  zawsze mieć ją przy sobie? Jeśli samemu być sobie rodzicem, krytykiem, niańką i wsparciem? Wtedy krytyka innych osób nie będzie robiła wrażenia. I nie trzeba będzie się chować w iluzjach. Można będzie spokojnie ocenić własne szanse, braki, silne strony i brakujące zasoby i bez katowania się brać się do pracy.

I wtedy jakie to będzie miało znaczenie na ile nas lubią i cenią inni? Nie to nie, realnie patrząc na życie i siebie my zawsze damy sobie radę. Bez innych też.

To całe jęczenie „jak mogę komuś teraz zaufać?”, „a co jeśli oszuka?” , „jak mogę się nie bac?” to wszystko się bierze z infantylności. Tylko dziecko chce jakichś tam gwarancji i bezgranicznego zaufania. Inaczej odmawia zabawy. I siedzi samo w piaskownicy.

Zaufanie trzeba mieć wtedy, kiedy  jesteś niewidomy i prowadzi Cię przez ulicę  ktoś inny. A jeśli masz wzrok, głowę, ręce i nogi to możesz i sam spróbować odpowiadać za siebie. Być z kimś dopóki jest dobrze. A jeśli drogi się rozejdą – się rozstać. Nie trzeba szukać przysięg, klątw i bezgranicznego zaufania. Bezgranicznie ufać można tylko sobie. I to od czasu do czasu kontrolując, by nie zagalopować się. A z innymi można żyć/ przyjaźnić się bez bezgranicznego zaufania. Po prostu rozumiejąc, że to jest inny człowiek. I jakich gwarancji od kogo i w czym można chcieć? 🙂 W tej chwili czlowiek może mieć jak najlepsze chęci. A minie czas i on może zmienić poglądy, emocje czy uczucia. „Wszystko płynie, wszystko się zmienia” (c)

Bliskość jest potrzebna wtedy, kiedy jest zgoda. Zgody dalej może nie być, może powstać konflikt interesów. Wtedy się należy zdystansować. Osoby, którzy nie dzielą granic, zlewają się i oczekują od innych ludzi bycia z nimi jednością. Ponieważ tak nigdy nie będzie hodują koronę z iluzji. Zaciągając kredyty z iluzji pod bardzo wysokie oprocentowanie. Iluzja potrzebna jest po to, by mieć wrażenie kontrolowania innych 🙂 Kontrolowanie jest potrzebne po to, by się nie bać, że się nie przeżyje. A „przeżycie” zależy przecież od obecności innych osób lub osoby. Jeśli się zlewa granice. Druga osoba jest mu potrzebna by przetrwać. Ponieważ samemu się nie potrafi. I po to potrzebne są zaufanie=kontrolowanie=iluzje. A jeśli człowiek ma wewnętrzne umiejscowienie kontroli, jeśli zawsze liczy na siebie, szuka wsparcia w sobie i wie, że nie może się opierać o innych, jak o laskę – on nie będzie potrzebował iluzji. Ani kontrolował innych. Będzie żył spokojnie, bez żądania przysięg i będzie wiedział, że trzeba się cieszyć każdym dniem. A jeśli bliskość się skończy, to on nie zginie. Ponieważ nie  zlewa granic. I przez to nie wpadnie w minus. Jego nigdy nie będzie za dużo. Jego się nie chce pozbyć, on nie jest natrętny, on nie dusi i nie wymusza.

I większość z osób, którzy ma żale do kogoś tam prawdopodobnie mają zewnętrzne umiejscowienie kontroli. Czyli uważają, że coś im się należy. A to tak nie działa. Należy zaczynać od siebie, mieć pretensje i szukać błędu w sobie. By móc nie cierpieć i coś tam naprawić.

W „Sadze rodu Forsyte’ów”  Soms zakochał się w piękności. On przecież wiedział, że go nie kocha. Po prostu była w trudnej sytuacji życiowej, dlatego zgodziła się za niego wyjść. I mimo to on ożenił się z nią i przychodził do jej sypialni. On wiedział, że jako zona nie może mu tego odmówić. Musiała teraz sypiać z nim, po prostu musiała. On potem  wściekał się, że nie chce tego robić i że nie wpuszcza go do siebie. Obrażał się bardzo. Jej brak miłości do niego, który był na początku  obrócił się w cichą nienawiść.  Ponieważ wymuszał coś na niej. A wystarczyło, żeby wiedząc, że go nie kocha rozumieć, że jej ciało jest jej własnością. I że nie trzeba przychodzić do jej sypialni. I lepiej się nawet nie żenić.

Kolejny częsty przykład egocentryzmu,  spotykany na konsultacjach i w życiu. Dorosłe dziecko, pracujące i studiujące i mieszkające z rodzicami uważa, że skoro je kanapki, to zmywać nie musi. I mówić o której wróci też nie musi, jest dorosłe. Ale dorosłość po pierwsze polega na zdrowym odżywianiu się, a po drugie – na trosce o najbliższych. W ogóle stosunek do swoich rodziców to najlepszy test na dorosłość )) Ilu z was uważa, że nic nie jest winne rodzicom? Że zostało skrzywdzone i mu się należy? ) Test na dorosłość a 'propos ja wrzucę na grupie zamkniętej.

Na samym końcu podaję przykład dobrych granic. Chłopak nie przejmuje się dziewczyną, uważa, że ponieważ jest dobrze wykształcony, dobrze zarabia, jest wysoki, wysportowany i bardzo przystojny, zna się na winie i epoce Renesansu, to będzie się go trzymała bez zbędnych konwenansów. Pod czas jednego konfliktu na jej pytanie, co do niej czuje odpowiada: ” Jakie uczucia? Jestem z Tobą prawie, że z litości )) ” Dziewczyna mówi : ” Ok. W takim razie nie ma sensu być razem” pakuje się i odchodzi. Nie blefuje. Bez słowa, bez pożegnań, zniknęła. Na początku się chłopak nie przeją. Myślał, że chce mu dać nauczkę i wróci. Poczekał parę miesięcy a potem się okazało, że dziewczyna dawno mieszka z innym. I że poznała go, jak była jeszcze z nim. Co się zaczęło dziać z chłopakiem, jak go skręcało trudno sobie wyobrazić. Korona z iluzji co do własnej ważności rozbiła się na drobne kawałeczki. Dlaczego dziewczyna ma dobre granice? Dlatego, że nie kłóciła się z nim, nie awanturowała, nie robiła mu wyrzutów, nie awanturowała się. Po prostu słuchała go, robiła wnioski i szukała sobie kogoś innego.

A jęczeć, mieć pretensje i obwiniać innych jest udziałem osób ze słabymi granicami. I bardzo zewnętrznym umiejscowieniem kontroli. Które niczego nie daje, oprócz pozostawiania po sobie wrażenia osoby roszczeniowej, niezbyt inteligentnej i bardzo zaborczej.

Mamy jakieś przykłady egocentryzmu i jego skutków? Mogą być sytuacje z pracy, jakiekolwiek sytuacje.

TK