„Pani Tatiano moze sie powtorze po jakims z wczesniejszych komentarzy. Jednak wydaje mi sie ze bycie plusem jest zdecydowanie lepiej, przykladem jest to iz plus szybciej dochodzi do siebie po rozstaniu niz minus, ktory byl tak bardzo zaslepiony w plusa ze nie widzial iz tym robi krzywde sobie i plusowi osaczajac go’.

Obiecany wpis o smutnym losie plusa 🙂

Kim lepiej być w relacjach, plusem czy minusem? Niektórym się wydaje, że lepiej być plusem. On ma wszystko: o niego się starają, jemu dają prezenty, jemu nadskakują, o niego walczą, plus żyje, jak pączek w maśle. Ale jeśli ktoś  kiedyś interesował się psychologią kwantową, to rozumie, że przestrzeń w związku z brakiem równowagi znaczenia wygląda inaczej, niż przestrzeń w normalnym związku. I wszystkie procesy w tej przestrzeni toczą się inaczej. Patrząc z boku widzimy, że to  związek, w którym jeden z partnerów stara się więcej, a drugi mniej. Jeden inwestuje więcej energii, uwagi, nawet pieniędzy, a drugi mniej albo wcale. To wygląda, jak inflacja. Każdy kwant energii plusa kosztuje dziesiątki i tysiące razy więcej, niż kwant energii minusa.

Ktoś z zewnątrz oceniał by partnerów, którzy są w związku z brakiem równowagi znaczenia, jako równych sobie. Czasami minus może być nawet bardziej wykształcony czy majętny, niż plus. Albo bardziej utalentowany. Czyli jego wartość społeczna może być bardzo wysoka. Dlatego znajomi takiej pary oburzają się: jak plus może tak nie cenić minusa, który się dla niego stara?! Jak może na tyle nie szanować go i wykorzystywać?! Ale to tylko na zewnątrz plus i minus są sobie równi. W ich własnej przestrzeni tej równości nie ma. W przestrzeni związku z brakiem równowagi istnieje po prostu inna skala odliczeń. Partnerzy w związku z brakiem równowagi znaczenia są jakby ustawieni pionowo, nie poziomo. Jeden jest nad drugim, dlatego z „górnego” jakby spływa więcej energii do drugiego, a od drugiego „do góry” nie leci nic. Minus, który dostaje krople uwagi od plusa jest gotów płacić za tą krople bardzo dużo. On będzie cierpiał, poniżał się, degradował, ale myśli, by zrezygnować z tych relacji minus nie dopuści do siebie. Będzie gotów płacić każdą cenę, za możliwość być obok plusa.

Dlaczego w takim razie bycie plusem jest równie piekielnym przeżyciem, co bycie minusem? Co czuje plus? Czy cieszy się, że ktoś mu daje wszystko?

Wyobraźcie sobie, że codziennie będziecie robili coś, czego robić nie chcecie, co Wam nie sprawia przyjemności, co robicie na siłę i czujecie się nieszczęśliwi. Co  ładnie wygląda na zewnątrz, czego wszyscy od Was oczekują, za co podziwiają  ale co  Wam subiektywnie nie daje komfortu czy zadowolenia.  Coś, o czym inni mażą, coś pięknego obiektywnie. Pozostaniecie winni komuś, kto pomógł załatwić tak prestiżowe zajęcie ale w środku będziecie czuli pustkę. Nie będziecie mogli powiedzieć o tym, bo będziecie uznani za niewdzięcznika.

Mniej więcej tak czuje się w relacji w brakiem równowagi silny plus. To piekło. Chce się rzucić tak prestiżowe zajęcie, znaleźć  coś prostszego i dojeżdżać do pracy tramwajem.

Plus niczego nie otrzymuje w tych relacjach oprócz poczucia winy, zobowiązania i smutku. Znajduje się ciągle w stanie rozdrażnienia, które zmienia się poczuciem winy. Żeby potem znowu wróciło rozdrażnienie ze zdwojoną siłą. Jeśli plus potrafi analizować, zauważy, że minus faktycznie bardzo się stara, żeby plusowi żyło się lepiej. Ale wszystkie starania minusa wiszą ogromnym ciężarem na plecach plusa. Plus  nic nie otrzymuje  w tych relacjach oprócz poczucia winy i smutku. Przez taki stan rzeczy frustracja plusa staje się na tyle potężna, że zaczynają się sypać wszystkie jego sfery  życia.

Im większa jest różnica pomiędzy subiektywną i obiektywną wartością człowieka, tym większe spustoszenie przynosi mu związek z brakiem równowagi znaczenia.

To nie oznacza oczywiście, że należy panicznie się bać związku z brakiem równowagi. Praktycznie wszystkie związki ją mają, w tym czy innym stopniu. Należy unikać zostawania silnym plusem! Należy zawsze dążyć do związku zbalansowanego. Tylko wtedy relacje dają dużo energii i szczęścia. Bycie silnym plusem daje profity jedynie manipulantom, ale ich cele i założenia przecież są inne. To ich „praca”, którą dobrze wykonują. Jedynie manipulanci nie odczuwają frustracji z powodu bycia plusem. Dlatego mają sporo energii, dlatego mogą stwarzać pozory bycia minusem, dlatego mogą myśleć strategicznie. Ale to  inna sytuacja. Chociaż na manipulantów  patrzę często z zachwytem.  Jest to połączenie swojego rodzaju talentu, silnej empatii, silnej woli, obłędnej charyzmy i… obojętności. Manipulanci potrafią zrezygnować bez żalu, dlatego wygrywają. A zwykły człowiek po prostu nie chce odpuścić, to, co się mu „wzięło”, dlatego zacietrzewiony rzuca się do walki i… najczęściej przegrywa.

Plus to nie manipulant. Plus to nieszczęśliwy człowiek. Który z jakichś powodów pozostaje w związku z kimś, kogo dawno nie kocha.

Największą trudnością dla plusa jest zrozumienie, że dystans obniża jego plus i zbliża go do równowagi. Rozstając się z minusem, którego plus nie toleruje, kiedy ten jest blisko, plus może poczuć ulgę z powodu braku ciśnienia. To sprawia, że minus już się nie wydaje mu taki nie do zniesienia. Poza tym obiektywnie analizując plus widzi, że był niesprawiedliwy dla minusa. Że minus się stara. Że nie jest taki zły. Plus dochodzi do wniosku, że w głowie mu się poprzewracało i znowu próbuje wrócić do minusa. Plusowi się wydaje, że minusa można nawet tolerować, jeśli się nauczy „poprawnego  zachowania”. Ale fokus polega na tym, że w subiektywnym polu relacji minus nigdy nie zachowuje się „poprawnie”. Nie dlatego, że robi coś źle. Dlatego, że jest minusem. Dlatego, że tak działa pole. Dlatego, że minus zawsze irytuje plusa. Jedynie na odległość  ta irytacja znika, bo znika  ciśnienie. Taka  zagadka psychologii.

Dla minusa z kolei rozstanie się z plusem wygląda inaczej. Na początku minus staje się coraz większym minusem. Ponieważ „jest na głodzie”. Jeśli uda mu się wytrwać jakiś czas i trochę stanąć na własnych nogach, zaczyna mu się wydawać, że już się „wyleczył” i  da radę poprowadzić relację z plusem z pozycji równego z równym. Oczywiście to nie tak, i po pierwszym kontakcie z plusem minus znowu się przewraca i leci w silny dół. Zrewanżować się nie udaje… Wyjątkiem jest sytuacja, kiedy podczas rozłąki z byłym plusem minus wziął się w garść i podłączył własne zasoby, wytrenował je, rozwinął i się obiektywnie wzmocnił. Tylko w tym przypadku istnieje szansa „przepisać” swoje relacje z byłym plusem od nowa.

W zasadzie zawsze istnieje taka szansa. Po prostu nie należy się śpieszyć ( Madziu słyszysz?! 😉 ) „Szybko tylko koty się rodzą”, jak mówił  Ostap Bender  (taki rosyjski odpowiednik Nikodema Dyzmy). A minusowi często brakuje cierpliwości i przez to jest w stanie popsuć pozytywną dynamikę. Która się zaczyna bardzo powoli. I zawsze wtedy, jak tylko minus zaczyna pracować nad sobą. Jak tylko minus wyrasta, jako osobowość, kiedy jego zmiana staje się faktem, a nie blefowaniem, były plus zaczyna szukać z nim kontaktu. To reguła. „Stety” albo niestety. Tak czy inaczej doświadczenie w byciu minusem może stać się mocną motywacją do zmian. Doświadczenie w byciu plusem nie koniecznie…

Czym się kieruje były plus, szukając spotkania z byłym minusem? To temat  osobnego wpisu. Czy to jest poczucie winy, czy zwykła ciekawość, albo chęć przepisania historii od nowa- kiedyś będzie mowa też o tym. Najważniejsze jest to, że były plus zawsze będzie szukał spotkania z minusem (jeśli powtarzam, ten faktycznie się zmienił i urósł), plus będzie wiedział o tych zmianach w życiu minusa zawsze, na odległość, bez informacji, on będzie myślał o minusie i pamiętał i będzie bezbłędnie wyczuwał, że te zmiany nastąpiły. Nie ważne ile kilometrów ich dzieli. On napewno będzie chciał się spotkać znowu.

Czy nie warto w takim razie wziąć się w garść, żyć i pracować dla tej chwili? 🙂

TK