Temat wychowania dzieci jest „wielowarstwowy”. Ktoś ma trudności z wychowaniem dziecka, ponieważ były małżonek robiąc byłej żonie nazłość rozpieszcza dziecko i prowokuje, by nie słuchało matki. Często tak bywa, mniej lub bardziej świadomie mężczyzna mści się na byłej żonie, chociaż tak naprawdę psuje życie dziecku. Dziecko powinno mieć sztywne granice i twarde zasady wychowawcze bez względu na to, czy rodzice są razem czy nie. Wiedząc gdzie leżą granice dziecko czuje się pewniejsze i spokojniejsze. Poza tym bez względu na rozwód na obojga leży obowiązek wychowania dziecka na uczciwego i dobrego człowieka. Wrócimy kiedyś do tego i innych tematów związanych z wychowaniem dzieci i nastolatków. Dzisiaj chciałabym poruszyć temat bardzo ważny, temat dziecięcej agresji.

Człowiek przeżywa w życiu 4 poważne kryzysy: pierwszy podczas porodu, to ogromny szok dla organizmu dziecka, drugi to kryzys 3-4 lat, kiedy dziecko sprawdza granice, na ile może sobie coś pozwolić. Trzeci kryzys to wiek 13-17 lat, ten kryzys jest najdotkliwszy i najgorszy, najtrudniejszy w odczuciu. Jest nawet gorszy, niż czwarty kryzys – kryzys wieku średniego. O kryzysie wieku średniego każdy wie: bardzo często czterdziestoletni mężczyźni opuszczają rodzinę i odchodzą do kobiet dużo młodszych, dwudziestoparoletnich. Im się wydaje, że dwudziestoletnie dziewczyny ich kochają. Oczywiście, że tak nie jest, dwudziestoletnim dziewczynom chodzi o pieniądze tych starszych dla nich panów i potrzebę posiadania ojca. Nic innego natura nie wymyśliła póki co, ale starsi mężczyźni niewiadomo dlaczego chętnie wierzą, że są kochani przez… dzieci w wieku ich własnych dzieci. Dziewczyna, która nie miała ojca albo miała ojca, który często wyjeżdżał, dużo pracował albo mało się nią zajmował będzie szukała na męża starszego mężczyznę. Albo jeśli sama miała starszego ojca. Przy czym będzie robiła to nieświadomie i może nawet przekonać samą siebie, że pokochała tego mężczyznę. Psychika zrobi wszystko, żeby oszczędzić człowiekowi stresu. Nasza psychika jest w stanie stworzyć każdą iluzje, by znieczulić, ułatwić nam odbieranie naszej rzeczywistości.

Drugi i trzeci kryzysy wieku bardzo często przebiegają z dużą agresją ze strony dziecka. Rodzice często nie wiedzą, co mają zrobić, kiedy dziecko staje się dosłownie niepohamowane. Dziecko nie chce nikogo słuchać. Często rodzice myślą, że dziecko wyrośnie na bandytę i przestępce. Tak nie jest. Trzylatek wcale nie musi stać się nieznośnym nastolatkiem, a nieznośny nastolatek nie musi stać się nieobliczalnym dorosłym. Większość z nas szczęśliwie wychodzi z dziecięcych kryzysów dojrzewania i stają się dosyć przyzwoitymi i spokojnymi ludźmi.

I na odwrót. Zdarza się, że z dziecka, które było zawsze spokojne i grzeczne wyrasta człowiek nieobliczlny. Rzadko ale się zdarza.

Dlaczego tak się dzieje? Chodzi o dosyć wysoki próg frustracji takiego dziecka. To trudny temat ale  postaram się zaraz to wytłumaczyć.

Był kiedyś taki naukowiec,  Lew Gumilow (syn Anny Achmatowej jeśli komuś coś mówi to nazwisko, ale nie musi oczywiście). Gumilow pracował nad badaniem pasjonarności ludzi. Pasjonarność to właśnie takie niepohamowane, czasami agresywne, nadpobudliwe  zachowanie. Naukowiec wymienił czynniki, które mają na to wpływ (etnos, geny, środowisko), ale nie będziemy teraz się skupiać na tym. Chodzi o to, że każde dziecko rodzi się z innym, swoim, unikalnym systemem nerwowym. Jeszcze bardziej unikalnym staje się charakter dziecka, kiedy oprócz wrodzonego systemu nerwowego dołącza jego unikalne doświadczenie życiowe. Doświadczenie zdobyte w środowisku, w którym się wychowuje.

Według psychofizjologii pasjonariusz to człowiek z bardzo wysokim progiem frustracji. Ktoś taki nie widzi przeszkód na drodze do celu. Nawet jeśli cel jest dobry, taki ktoś może się stać niebezpieczny, wyrządzając dużo krzywdy, ponieważ w drodze do zrealizowania swoich celi taki człowiek nie powstrzyma się przed niczym. Jeśli pasjonariusz ma zły cel, to tym bardziej. Z historii wszyscy znamy takie przykłady.

Istnieje też coś takiego, jak subpasjonariusz. Jest to ktoś, kto ma bardzo niski próg frustracji. Taki ktoś może okaleczać sam siebie, jego energia jest skierowana na samounicestwienie. To oczywiście również patologia.

Również są osoby harmonijne, które dosyć dobrze odnajdują się w ramkach zasad społeczeństwa. Chociaż czasami człowiek harmonijny może mieć  cechy pasjonariusza i na odwrót. Przy czym taki stan może  się  zmieniać w różnych okresach jego życia. (Współcześni naukowcy doszli do tych samych wniosków). Ale to są szczegóły.

Wiele osób, nawet sporo psychologów czasami źle rozumieją znaczenie słowa „frustracja” (tak samo, jak i „empatia”, która często jest mylona ze współczuciem, nawet przez psychologów).

Frustracja nie jest agresją wynikającą z powodu braku możliwości osiągnięcia swojego celu. Agresja to jest jedna z form reakcji na frustracje. Przy czym Kurt Lewin uważał frustrację z elementami agresji za niekompletną. Dlatego, że agresja to jeszcze jakaś tam energia. I jeśli człowiek sfrustrowany brakiem możliwości pokonania przeszkód reaguje agresywnie, to oznacza, że  nie jest całkowicie sfrustrowany. Załóżmy, że trafiamy na jakąś przeszkodę i ze wściekłością próbujemy ją zniszczyć. To oznacza nie całkowitą frustracje, dlatego, że mamy póki co energię na agresje, nie poddajemy się.

Prawdziwa frustracja ma miejsce wtedy, kiedy człowiek napotykając się na przeszkodę poddaje się, próbuje gasić swoją agresje albo kierować ją wgłąb siebie.

Zwykły człowiek spotykając przeszkodę najpierw stara się ją pokonać. Potem szuka sposobu, jak ją ominąć. I jeśli się to nie udaje  część swojego planu frustruje („gasi”), a drugą  część stara się skierować na inne rzeczy. To jest adekwatne zdrowe zachowanie.

Pasjonariusz w ogóle nie widzi przeszkód na drodze do swojego celu. Albo zginie, albo przebije mur głową, ale nie zrezygnuje z postanowionego celu. Zazwyczaj pasjonariusze giną oczywiście.  (Pasja=namiętność)

Rozumiemy czym jest próg frustracji? To jest taki próg, sięgając którego człowiek podejmuje decyzje, czy ma zrezygnować, przekierować swoją energię na coś innego albo iść dalej bez względu na nic.

Jeśli próg frustracji człowieka jest bardzo wysoki (to zależy od jego indywidualnej psychiki), on będzie dążył do celu nie patrząc na nic. Przeszkody tylko nakręcają pasjonariusza, on będzie dążył do celu ze zdwojoną energią. Z jego punktu widzenia nie istnieje takich przeszkód, które mogły by go powstrzymać. Wybiegając do przodu powiem, że pasjonariuszami są np bohaterowie albo przestępcy.

Z punktu widzenia psychofizjologii wysoki próg frustracji to patologia. Ale niski próg frustracji to również patologia. Taki człowiek rezygnuje z planów przy najmniejszych trudnościach, słucha opinii innych i przyjmuje ją za regułę, nawet nie próbując zweryfikować, czy mają rację, czy nie istnieje innej drogi. Taki ktoś nie będzie próbował iść dalej, zrezygnuje od razu.

Ale jeśli nie brać wyjątkowo wysoki poziom frustracji tylko mówić o umiarkowanie wysokim, to będzie to człowiek bardzo konsekwentny, wiedzący czego chce, bardzo silny, osiągający cele, często bohater albo przestępca, tak, jak pisałam.

Teraz wyobraźmy sobie małe dziecko, 3-4 letnie. Albo starsze. Które ma wysoki próg frustracji. Ono nie potrafi usiedzieć na miejscu i się nudzi,  jest to dla niego szczególna forma tortury.

Siostra mojej babci stawiała mi jako przykład zachowanie mojego kuzyna, starszego ode mnie, który był tak kochany według niej, tak słodki i grzeczny (w odróżnieniu ode mnie), że „Siedział i płakał nad talerzem z zupą. Jak się go spytałam, okazało się, że tam pływa mrówka. On jest taki grzeczny, że wstydził się mi o tym powiedzieć”. Powiedziałam  babci, że on jest po prostu tępy a nie grzeczny, bo mógł by wyjąć mrówkę i nie puszczać smarków do zupy. Ale ja byłam „niegrzecznym” dzieckiem dlatego nie umiałam podzielić zachwytu babci nad „grzecznym”. Moja niegrzeczność polegała na tym, że nie znosiłam haftowania krzyżykiem, czego próbowała mnie nauczyć babcia, i zawsze mówiłam wprost to, co myślę. Do dzisiaj nie wyobrażam sobie, jak można siedzieć przez dłuższa chwile na miejscu i starać się precyzyjnie trafić w konkretne miejsce igłą. Robić jedno i to samo, monotonnie. Ale są osoby, które to lubią, babci to swietnie wychodziło, miała dużo pięknie wyhaftowanych obrazów.

Jeśli macie dziecko z cechami pasjonariusza nie wolno go karać siedzeniem w jednym miejscu albo staniem w koncie. Większość dzieci z wiekiem wyrasta z tej agresji, spowodowanej wysokiem progiem frustracji. Dziecko i tak cierpi przez monotonię, przez brak jakiegoś ciekawego zajęcia. To naprawdę tortura dla niego. I zamiast mu pomóc, zamiast przekierować jego uwagę w innym kierunku, dać mu jakieś ciekawe dla niego zadanie, jeszcze mu się wymierza karę, obraża się go, co potęguje jego cierpienie kilkakrotnie! Powtarzam, dziecko wyrośnie z tego i będzie nieagresywne za to bardzo aktywne pozytywnie, o ile rodzice do tego czasu już nie popsują sobie relacje z nim.

Co oznacza „grzeczne” dziecko i „niegrzeczne”?

Grzeczne dziecko ma niski próg frustracji, wysoki poziom niepokoju i lęku, jest przewrażliwione i bardzo podatne na opinie innych ludzi. Czyli  można nim z łatwością kierować i manipulować. To chyba nie jest zbyt dobre?

Niegrzeczne dziecko nie reaguje na wrzaski rodzica, którego doprowadziło do szału. Dla niego krzyki rodzica, to po prostu  jakieś tło, ono i tak będzie dążyło za każdą cenę do osiągnięcia swojego celu.

Najlepsze, co można zrobić – przekierować jego uwagę na coś ciekawego dla niego. Wiem, to bardzo męczące przez cały czas wymyślać jakieś nowe zadania i zabawy dla dziecka, ale wystarczy wytrzymać jakoś ten rok i wszystko będzie dobrze. Nie trzeba lamentować i mówić „Co z Ciebie wyrośnie? To nie dziecko, to kara” itd. Wyrośnie fajny chłopak albo dziewczyna i trzeba zrobić wszystko, by nie popsuć sobie relacji z nim.

Nie trzeba myśleć, że grzeczne dziecko jest bardziej inteligentne czy dobre i dlatego  grzeczne. Po prostu jego chęć, jego potrzeba czegoś nie ma tak silnej energii, tak dużej siły. A nasze „koszmarne” dziecko po prostu ma większą chęć na spełnienie swoich celi. Takie się nam trafiło.

Co robią rodzice kiedy biją swoje „niegrzeczne” dzieci? Niestety bardzo często robią z nich przestępców. Nie przesadzam, znam z życia wzięte przeanalizowane przypadki, kiedy ojciec bił syna i zrobił z niego przestępce. Bohater chce pomagać innym ludziom, a przestępca ich okrada. Albo w inny sposób zachowuje się aspołecznie. Dlatego, że jest psychopatą. Wyobraźcie sobie, jak się czuje dziecko, które ma dużo energii, nad którą nie panuje i zamiast pomóc mu dać wyjście gdzieś tej energii takie dziecko biją i karzą. Czego się nauczy takie dziecko? Kłamania, żeby się chronić i aspołecznych zachowań, żeby się zemścić. Po prostu trzeba to rozumieć. Nie po to, żeby usprawiedliwiać przestępców, tylko żeby w przyszłości zmniejszyć ich ilość.

A teraz pytanie: w jaki sposób dziecko, które było bite w dzieciństwie będzie wychowywało własne dzieci? Pamiętacie, kiedyś mówiliśmy o tym na jednym z filmików? Tak, będzie biło własne dziecko. Nie dlatego, że jest złym rodzicem. Dlatego, że nie potrafi inaczej. Nie da radę. Jest tak zaprogramowane. To nie jego wina. Tylko dlatego, że wszystkie modele zachowania i wzorce są „zapisywane na matrycy” dziecka do lat 7. Do 7-8 lat dziecko ma ukształtowaną psychikę pod względem reakcji. (Reszta psychiki kształtuje się do 30 lat, ale 80% psychiki jest już ukształtowana do lat 7-8).  Co następuje później? Kiedy dorosły człowiek w swoim dorosłym życiu spotyka sytuacje, która podświadomie kojarzy mu się z sytuacją przeżytą w dzieciństwie, on reaguje tak, jak jest to zapisane u niego na „dysku twardym”. Jak zachowa się człowiek, którego bili w dzieciństwie i wyzywali od najgorszych? On nie może zachować się inaczej, niż jego psychika jest zaprogramowana. 

Nie trzeba niegrzecznych dzieci ograniczać, zabraniać, straszyć, udowadniać im coś. Trzeba po prostu skierować ich uwagę na coś innego. To jedyne wyjście. I lepiej zrobić to, zanim dziecko samo skieruje swoją uwagę na coś złego. I trudno będzie go potem stamtąd „wyciągnąć”. Chłopaków najlepiej od wczesnego dzieciństwa zapisać na jakiś sport. Nie będzie tchórzem po pierwsze, po drugie zawsze będzie miał zajęcie i pasje, zmniejszy się ryzyko sięgania po narkotyki i robienie innych głupot.

Po prostu rodzice zbyt aktywnych i histerycznych dzieci powinni zrozumieć, że największym wrogiem i katem ich pociech jest nuda.

Nie trzeba stawiać dzieci do konta czy karać zakazem zabaw.

Nie trzeba dzieci bić. Bicie na dodatek wszystkiego „hartuje” dziecko w złym tego słowa znaczeniu, podnosi próg jego wytrzymałości i niedługo dziecko będzie otrzymywało przyjemność z  bicia i będzie dążyło do bójek, lubiło krew i siniaki.

Nie porównujcie  własne dziecko z innymi dziećmi. Inne dziecko łatwiej znosi nudę, a nasze ma inny system nerwowy. Nasze potrzebuje częstą zmianę dekoracji, zmianę obrazków, żeby ciągle coś się działo.

Nasze zadanie nie tylko nakarmić dziecko i zrobić zakupy dla niego.

Nasze zdanie zapewnić mu dużo ciekawych zajęć, rozmawiać z nim, uczyć, wychowywać na dobrego, wrażliwego i silnego człowieka, poświęcać mu DUŻO czasu i MNIEJ pieniędzy. A tego się nie da osiągnąć jeśli rodzic po rozwodzie przekupuje dziecko wykorzystując go jako kartę przetargową. Niestety często tak bywa.

Uważam, że uwaga, czas, szczerość, cierpliwość i rozumienie twardych granic – to najcenniejsze, co możemy dziecku dać. To ważniejsze, niż drogie gadżety, uczenie go manipulacji, chytrości i drogi na skróty. Ale to już będzie tematem dla kolejnego wpisu.

<3