Rozmawiając o ułomności relacji z brakiem równowagi znaczenia (kiedy jeden z uczestników relacji kocha, a drugi mniej albo wcale) pomyślałam, że kolejnym przykładem ułomnych relacji jest relacja z żonatym facetem. Mam na myśli relacje nie dla seksu tylko kiedy kobieta jest na tyle naiwna, żeby się angażować w coś, co od początku jest ułomne. Nie chodzi mi nawet o moralność. Pisałam, że moralność ma niewiele wspólnego z psychologią i zdrowiem psychicznym. Chodzi mi o to, żeby niedoświadczone kobiety nie zajmowały się takim dumpingiem, jak związek z żonatym facetem.

Czym jest związek z żonatym? Niczym innym, jak hodowaniem w swoim polu psychicznym figury pustej, larwy, fatamorgany, która jednak będzie pompowała w siebie tyle energii, co prawdziwa figura człowieka, z którym się ma relacje. Zobaczcie dziewczyny, spotykające się z żonatymi facetami: jesteście same, nie macie partnera. Z doskoku to nie partner, to iluzja.  Człowieka nie ma, nie ma prawdziwego partnera ale w polu psychicznym (czekając na spotkanie) hoduje się pasożyta, o którym się myśli, z którym się rozmawia, buduje się plany, dyskutuje się z nim i nawet uprawia seks. Za nim się tęskni, jego się kocha, uwielbia i oddaje mu  całą energię. Im większy pasożyt wyrasta, tym większa się staje motywacja do kontaktu z nim. W pewnym momencie sama myśl o utraceniu tej pustej figury w swoim polu staje się tak przerażająca, że człowiek jest gotów nawet nie mieć kontaktu z realnym człowiekiem tylko z jego pustym obrazem w swoim polu. Z tym pustym obrazem prowadzi się dialogi, śpi się, je się, dyskutuje, bierze ślub. Całe życie człowieka staje się podporządkowane tej pustej figurze, ponieważ urządzeniem życia zajmuje się nasze  pole psychiczne. A na pierwszym, drugim i trzecim miejscu osoby zakochanej jest jego wymyślona figura we własnym  polu.

Pustą figurę buduje się z różnych śmieci. Z chodzenia do wróżki, z horoskopów, z przytakiwań koleżanek, ze zbiegów okoliczności, wskazujących na to, że to przeznaczenie )) Z manipulacji żonatego partnera („uzbrój się w cierpliwość”, „niedługo się rozwiodę”, ” nie mogę się rozwieść, bo żona jest chora”, „moje małżeństwo tak naprawdę nie istnieje, nie śpimy razem”, „muszę zaczekać aż dzieci dorosną/pójdą na studia/zestarzeją się/umrą”, „mam biznes zapisany na żonę, nie mogę odejść, ona mnie zniszczy”). Pustą figurę się buduje z iluzji, które zawsze powstają, kiedy człowiek zdaje sobie sprawę, że nie panuje nad sytuacją. Że nie posiada żadnej dźwigni, że na nic nie ma wpływu. Im większe iluzje, tym więcej dowodów znajduje się na to, by w tym tkwić. Im dłużej się w tym tkwi, tym większe iluzje powstają.

Jeśli łapiecie się na myśli, że chcecie iść do wróżki albo przeanalizować horoskopy, to oznacza, że jesteście zmuszeni przez iluzje do znalezienia nowego źródła pompowania energii dla pustej larwy w Waszym polu…

Szczęśliwy człowiek nie idzie do wróżki, on sam wszystko powie o sobie, co jest, co było i co będzie. Szczęśliwy człowiek to ktoś, kto ma szacunek do siebie i zawsze, kiedy musi wybrać pomiędzy relacją a sobą wybierze siebie. Relacje są rzeczą bardzo przyjemną i ważną. Ale relacje powinny być szczęśliwe i dawać radość a nie cierpienie. A jeśli to jest cierpienie, to po co w ogóle je mieć?

Proponuję żebyście się podzielili pod wpisem doświadczeniem i wnioskami o relacjach z zajętym partnerem. Jak postąpilibyście gdyby ktoś zajęty zaproponował relacje? A jak postąpilibyście, gdyby ten ktoś się Wam bardzo podobał?

TK