Czasami można spotkać się ze zdziwieniem osób, którzy nigdy nie przezyli w swoim życiu sytuacji uzależnienia. Nie ważne od czego. KAŻDE uzależnienie jest niebezpieczne. Każde uzależnienie może zniszczyć człowiekowi życie. Osoby, które nie maja problemu z nadwagą, regularnie ćwiczą, liczą kalorię i bardzo skupiają się na ulepszeniu swojego „zasobu wyglądu” nie rozumieją osób z nadwagą. „Wystarczy mniej żreć” i będzie po problemie.

W życiu zawsze tak bywa, że działa zasada bumerangu albo karma ) Ktoś, kto z pogardą patrzy na ludzi otyłych, nie rozumiejąc siłę i niebezpieczeństwo uzależnienia, sam często się staje uzależnionym. Nie koniecznie od jedzenia. Uzależnić się można od wszystkiego. Od toksycznych relacji, węglowodanów, alkoholu czy sportu. Wysportowana, szczupła, zadbana dziewczyna, która patrzy z góry na dziewczyn z nadwagą ma ogromne szanse poczuć na swoich plecach działanie tej zasady. Dlatego, że nie zdając sobie sprawy na czym polega problem dziewczyny z nadwagą (na UZALEŻNIENIU) sama ma ogromne szanse na uzależnienie się od czegokolwiek. Na początku zacznie ćwiczyć, by lepiej wyglądać i podobać się swojemu mężczyźnie. Ale z czasem widząc efekty swojej ciężkiej pracy szkoda jej będzie „oddać” ją swojemu przeciętnemu narzeczonemu. Który nie ćwiczy tak, jak ona, niczym się nie wyróżnia z tłumu, a poza tym na siłowni są też  lepsi mężczyźni. Chłopak podobał się jej, dopóki była z nadwagą i niepewna siebie. Teraz sytuacja się zmieniła, dziewczyna wcale nie chodzi na siłownie dla Niego. Robi to dla samej siebie. Z czasem nawet nie dla siebie, tylko dla wyników, od których się uzależniła. Dla odbicia w lustrze. W ten sposób z jednej zależności (od chłopaka) płynnie się przeniesie w następną. Każda wolną chwilę starając się spędzić na siłowni. Nie istnieje „dobrych” zależności”. Zależność to zawsze niebezpieczeństwo. To trójkąt bermudzki, który wciąga do siebie, im bardziej do niego się zbliżysz.

Osoba zależna od toksycznych relacji też nie jest głupia. Jest po prostu zależna. Dużo ludzi lekceważą możliwość uzależnienia się. Wydaje im się, że mają silną wolę. Biorą narkotyki albo sięgają po alkohol, ponieważ wiedzą, że mają silną wolę i nic im nie będzie. Spotykają się z żonatym, ponieważ wiedzą, że mają silną wolę, poza tym zamąż tak czy inaczej nie chcą. Pozwalają sobie będąc na diecie przez tydzień poluzować. Potem liczą szybko wrócić z powrotem, przecież mają silną wolę.

Silną wolę ma nie ten, kto wchodzi i wychodzi z zależności. Silną wolę ma nie ktoś, kto bierze narkotyki czy pali świństwo, bo „to nie uzależnia” i uważa, że ma „silną wolę”. Kolejny świetny argument: „wszyscy tak robią”. Nie, nie wszyscy.

Silną wolę ma ten, kto nigdy nie zbliża się do tego trójkątu bermudzkiego. Kto nigdy nie próbuje narkotyków i nie robi innych głupot. Ten ma silną wolę, tak.

Każdy, kto chce uniknąć uzależnienia powinien zrozumieć jedną ważną rzecz: uzależnienie jest bardzo podstępne.

Na początku ono daje „korzyści”. Ale za chwilę podporządkowuje sobie całe pole psychiczne człowieka, podporządkowuje sobie jego mózg.

Ktoś, kto był zależny od toksycznych relacji – przypomnijcie sobie, jak ciężko było nie myśleć chociażby przez chwilę o człowieku, który zniszczył Wam życie, prawda? Nie patrzeć w telefon, nie sprawdzać instagram, nie rozmawiać bez przerwy o nim z „koleżankami”, nie tęsknić, nie czekać itd. Nie snuć planów na powrót tej osoby. Nie wyrzucać pieniądze na bezskuteczne kursy uwodzenia. Nie chodzić do kościoła i do wróżki czy innych szarlatanów ze szklaną kulą.

Człowiek zbyt często nazywa słowem „miłość” coś, co nie ma nic wspólnego z tym uczuciem. Swój lęk, swoje tchórzostwo, swoje wygodnictwo, swoje lenistwo, brak pewności siebie, swoją wyuczoną bezradność, brak odpowiedzialności za swoje życie, nieprzepracowane problemy z dzieciństwa – to wszystko my nazywamy „miłością”. Dlatego, że mózg osoby zależnej tworzy pewne bariery ochronne, które chronią jego psychikę przed stresem. Neurony osoby zależnej szybciutko przechodzą na stronę zależności i zaczynają robić przedstawienie. Psychika człowieka, by uniknąć stresu, stworzy każdą bajkę, najbardziej nieprawdopodobną. I człowiek chętnie w nią uwierzy.

Uzależnienie jest o tyle podstępne, że rozwijając się niezauważalnie dokonuje „rewolucji” i zajmuje nasze miejsce na tronie. I więcej nas niema. W naszym własnym życiu więcej niema nas! Jest tylko ZALEŻNOŚĆ.

Żeby wyjść z uzależnienia należy przenieść całą swoją uwagę na zupełnie inne sfery życia. ZUPEŁNIE INNE.

Żeby pozbyć się uzależnienia od seksu, należy przestać całymi dniami ściągać filmy porno i zająć się sferą pracy, finansów i zdrowia.

Żeby się pozbyć uzależnienia od „miłości” należy zająć się swoją strefą finansów, twórczości i nauki. I przestać słuchać „koleżanek” i opowiadać im jednocześnie głupoty, których biedne nie chcą już słuchać.

Jak mówi mój przyjaciel: „Terapia psychologiczna jest bardzo kosztownym zajęciem. Przebijanie bąbelek na folii nie kosztuje nic. Wybór należy do Ciebie”.

Uzależnienie jest płatą za przyjemność od zewnątrz. Czyli za przyjemność, na którą nie zapracowaliśmy. Bez wysiłku fizycznego, bez pracy nad sobą, bez dążenia, planów, celi i pokonywania przeszkód przyjemność można otrzymać tylko od czegoś, co w następstwie nas zeżre. Tak moim zdaniem sprawiedliwie jest zbudowany świat. Jeśli człowiek się nie rozwija, on nie potrafi dawać sobie przyjemność samodzielnie. I samodzielnie regulować swój nastrój, zabezpieczać własne potrzeby itd. On nie ma siebie. On szuka łatwej i „darmowej” przyjemności z zewnątrz. Z nudów na przykład. I wtedy ją znajduje. Albo w narkotykach, albo w seksie a raczej w rozpuście, albo w objadaniu się. A za wszystko, co przychodzi bez wysiłku trzeba będzie zapłacić wysoką cenę. Swobody albo zdrowia. Na przykład 🙂

Moja prababcia po obiedzie sprzątała wszystko ze stołu i zamykała jedzenie na klucz. Jeśli któreś z dzieci grymasiło podczas jedzenia, po obiedzie nie mogło już niczego dostać. Aż do kolacji. Starsi ludzie ogólnie bardzo się ograniczali, spali na twardszych łóżkach, ograniczali się w jedzeniu, zresztą jedli bardzo proste jedzenie. Unikali rozwiązłości. Taki „ascetyzm” powodował, że mniejsze były szanse na uzależnienie się od czegokolwiek. Nie było czasu na nudę (nie było to w zwyczaju nawet) albo „niezapracowane” przyjemności. Ascetyzm pomaga mieć zdrowe ciało i cały organizm, panować nad regulacją swoich potrzeb.

Darmowa przyjemność jest niebezpieczna jeszcze tym, że szybko powoduje tolerancje. Żeby uzależniony mógł odczuć przyjemność wielkość „działki” musi cały czas wzrastać. Później nie ma żadnej przyjemności, działkę będzie się brało po to, by po prostu nie cierpieć.

Niekontrolowana, niezapracowana przyjemność, ciągła przyjemność jest przyjemnością od tego, co nie wymaga naszej świadomości. Na odwrót, wyłącza ją. I dając się wciągnąć temu trójkątowi bermudzkiemu bardzo łatwo jest w końcu stracić siebie samego 🙂

❤️️