Kiedy w związku powstaje dysbalans albo upadłość większość z ludzi zaczyna „wałczyć o związek”. Przypomnę tylko, że „dysbalans” powstaje wtedy, kiedy jeden z partnerów się wypalił, a drugi płonie. A „upadłość” związku to stan, kiedy obydwoje mają siebie dosyć ale nie rozstają się, bo się boją, co Bolek z Anią pomyślą. Albo pieniędzy szkoda, trzeba było by dzielić majątek. Albo jeszcze są jakieś zależności, tak naprawdę zwykłe tchórzostwo i wygodnictwo, przykrywane dbaniem o „dobro dzieci” itd. Ludzie się nie kochają ale czasami nawet idą na terapię małżeńską, ponieważ z racjonalnego punktu widzenia ten związek, ten układ bardzo im odpowiada. No i Bolek z Anią bedą wiedzieć, że się nie rozwiedli.

Sama idea walki o związek jest ok. Walka o wzajemność, o uczucie, włożenie wysiłku, żeby relacja się udała. Tylko że o związek i uczucie nie da się zawalczyć rzucając kłody pod nogi partnerowi, który chce odejść. W związku neurotycznym zawsze będą dwaj neurotycy. Nie bywa tak, że jeden jest neurotykiem, a drugi zdrowy. Kiedy jeden z partnerów przestaje być neurotykiem, on odchodzi ze związku. I drugi często zaczyna swoją „walkę”.

W ogóle ludzie, których nie kochają albo jak im się wydaje kochają nie wystarczająco zawsze posiadają potężny arsenał narzędzi do walki o związek. Oprócz rzucania kłód pod nogi można używać trzepaczki do dywanów. Nią można postarać się wybić z partnera to, co się chce. Należyty stosunek, przysięgi, prezenty, pomoc w sprawach domowych itd. Oczywiście wybijacze nazywają to szacunkiem do siebie. Jeśli mam szacunek do siebie, powiem mu, że przychodzić na randkę w spodenkach i koszulce na ramiączkach nie wypada. Albo nie ogolonym. Albo wypitym. Zależy od kobiety, oczywiście. Komu co przeszkadza. Są takie, którym to w ogóle nie sprawia dyskomfortu. Ale są też takie, które mylą szacunek do siebie z trzepaczką do dywanów.  Oczywiście, że nie ma potrzeby godzić się z tym, że facet spaceruje z tobą po kałużach zamiast zaprosić do kawiarni i zachować się jakoś po męsku. Ale trzeba też zawsze pamiętać, że każde wymuszenie, każda prośba, każde wytrzepywanie czegoś z drugiej osoby zawsze obniża naszą ważność subiektywną dla niej. Nawet jeśli obiektywnie mamy racje. Ważność subiektywna to po prostu uczucie. Ale nawet jeśli nie mówimy o relacjach romantycznych, to w każdej sytuacji to wszystko działa tak samo – powtarzające się proszenie też jest rodzajem trzepaczki do dywanów. Ta myśl, że nikt nie jest nam nic winien i że oczekiwanie czy tym bardziej żądanie czegoś od kogoś jest wkraczaniem na cudzy teren – ta myśl nadal nie jest zrozumiała dla niektórych osób.  Im szybciej się zrozumie tą prostą zasadę, że nikt nie jest nam nic winien, tym szybciej życie stanie się prostsze. Nie będzie obrażania się, nie będzie zdziwienia czy rozczarowania… Nie będzie konieczności informowania o tym kogoś, komu to jest obojętne. Skoro nie postępuje tak, jak tego oczekujesz, to chyba jest mu to obojętne? No i po co żebrać i wywoływać w kimś poczucie winy? Obniżając swoją ważność do poziomu lepiącej się muchy.

Oczywiście są osoby bardzo inteligentne. I taki ktoś nie będzie mówić wprost, że potrzebuje uwagi od partnera i potwierdzenia swojej ważności. Taki ktoś będzie mówił, że zauważa, jak mężczyźni gapią się na nią w metrze. I że kolega z klasy nie zapomina o niej. Ale niczego to nie zmienia. Trzepaczka pozostanie narzędziem do wytrzepywania czegoś, czego ci  dać nie chcą.

W ogóle wszystkie trzepaczki do dywanów różnią się tylko sposobem wykonania. Mogą być bardziej subtelnie wykonane lub  wyjątkowo grubo. Na przykład: „Poproszę w pracy o zmianę grafiku, boje się późno wracać” (aluzja, żeby zaproponował, że ją odbierze) albo „Zamiast pić piwo przed telewizorem co wieczór, mógł byś mnie odebrać z pracy, zawsze się trzęsę, jak późno wracam”.

Nie ważne jakie wykonanie ma trzepaczka do dywanu. Ważne zrozumieć to, że za trzepaczkę się chwyta wtedy, kiedy twoja ważność subiektywna w związku jest mała albo bardzo mała. Ale odchodzić z tego związku nie chcesz. Chcesz zostać  na innych warunkach. Ale używając trzepaczki ich nie zmienisz.

Zmiany mogą nastąpić tylko jeśli się zapomni o manipulacjach. O przeszkadzaniu byłemu partnerowi w jego nowym życiu czy związku. O nie wymuszaniu niczego, czego druga strona sama nie chce dać. Każde wymuszanie albo proszenie wprost, albo jakakolwiek manipulacja, by dostać swoje obniża nasza ważność dla partnera i uczucie maleje.

Co zrobić, by zmienić sytuacje nie prosząc i nie żądając? Zrozumieć, że inny człowiek ma prawo robić to, co robić chce. Jeśli ktoś przeklina, nie wolno mu robić uwag. To wkraczanie na jego teren.  Bo tobie to przeszkadza a jemu sprawia przyjemność. Bez utraty swojej ważności dla innych możemy przyjmować tylko to, co inni  SAMI nam chcą dać. Czyli zamiast mówić: ” Chłopaki, natychmiast przestańcie przeklinać! Jak wam nie wstyd, nie macie szacunku do kobiet” Lepiej powiedzieć : „Chłopaki , trzymajcie się, my idziemy, nie chcemy słuchać tych przekleństw” I chłopaki przeproszą i będą się pilnować.

Jedyny skuteczny sposób zmienić dyskomfortową sytuacje –  zdystansować się. Bez pouczania i bez robienia wyrzutów.

Proszenie się jest wchodzeniem na cudzy teren. Nie trzeba prosić męża żeby w końcu poodkurzał dywan. Nie trzeba myśleć, że on nie wie, że   denerwuje nas jego zachowanie. On wie. I on daje z siebie tyle ile chce. Łapiemy myśl? Skoro drugi człowiek nie daje tyle, ile chcemy, to nie oznacza, że on nie wie o tym czy nie rozumie. To oznacza naszą niewielką ważność dla niego. I nad tym trzeba pracować mówiąc  „walczę o związek”. Nad obniżaniem dla siebie ważności drugiego człowieka, jeśli ona zasłania niebiosa. Nad wyjścia z zależności od niego. I nad podnoszeniem własnej ważności dla niego. A zaczynać trzeba od dystansowania się. Tylko dystansując się należy mu powiedzieć o tym: „niestety, muszę kończyć rozmowę” albo ” muszę już iść” albo „przepraszam, nie chcę tak dłużej”. Jeśli zapyta się „dlaczego?” można będzie wszystko wytłumaczyć. Ale tylko wtedy, jeśli się zapyta. Może mu to być obojętne, dlatego nie należy wyskakiwać przed lokomotywę.

Odchodząc nie należy robić wyrzutów, obrażać się, wyzywać czy wylewać żale. To taka sama trzepaczka do dywanów, jak by się zostało i wymuszało. Trzeba odejść i pozwolić drugiej stronie na analizę czy to jest dobre, że odeśliśmy, czy chce zmienić warunki i czy jest na to gotów. To jego/jej sprawa. A naszą sprawą jest powiedzenie, że nie odpowiada nam ten stan rzeczy i odejść. Zamiast zostać i wytrzepywać ten stary dywan, żądając zmiany warunków, bez przejmowania się tym, że tych warunków nikt nie będzie zmieniał.

TK