Jak postąpić jeśli partner albo mąż zaproponował rozstanie? Zaproponował w sensie zakomunikował bez wahań, nie podczas kłótni w nerwach, tylko powiedział o tym bardzo spokojnie i zdecydowanie. Że chce się rozstać. Na studiach nas uczono, że należy zaproponować mu rozmowę.  ciekawe, jak ma wyglądać rozmowa z człowiekiem, który przed chwilą powiedział, że nie chce rozmów, że nie chce Ciebie, że jedyne czego chce to odejść? Można oczywiście zasłonić sobą drogę do wyjścia. Albo zacząć płakać, prosić, przekonywać. Napewno po czymś takim on zostanie. Poniżanie się osoby, której i tak miało się dosyć bardzo  przekonuje do zmiany decyzji o rozstaniu. Chce się zostać z kimś takim.

Żartuję oczywiście, nie wolno robić takich głupot.  W rzeczywistości na propozycje o rozstaniu może być jedna właściwa reakcja – zgoda. Krótka, zwięzła, bezemocjonalna odpowiedź i natychmiastowe kierowanie się do wyjścia.

-Katarzyno, postanowiłem, że nie będziemy się więcej spotykać,  to nie ma sensu.

-Ok.

W ideale to tak powinno wyglądać. Wyprostowana Katarzyna nie zadaje żadnych pytań i znika z horyzontu całkowicie.

Po pierwsze, ładne zachowanie podczas rozstania to 50% comebacku. Wiesław był przygotowany, że nie uda mu się tak łatwo się wyślizgnąć, że będzie długa ciężka rozmowa, która on chce skończyć, jak najszybciej, ale Katarzyna zaskoczyła go swoim mądrym zachowaniem. Takie zachowanie spowoduje w nim lekki dysonans i zmusi do zastanawiania się, czy napewno zrobił dobrze. Ale nawet jeśli Wiesław kiedyś zmieni zdanie (a są duże szanse, że go zmieni jeśli Kasia zrobi tak, jak piszę), w tej chili Kasia nie powinna o tym myśleć. Do samochodu wrzucono bombę i jedyne, co powinna teraz zrobić, to opuścić ten samochód. Jak najszybciej. Osoba, która podrzuciła bombę opuściła już samochód. Dlatego nie ma na co tam  czekać i zatruwać się gazami. Należy jak najszybciej ewakuować się z tamtej historii.

Czyli, na propozycje o rozstaniu się należy dać twierdzącą krótką odpowiedź i lepiej szybko wyjść.  Rozstajemy się to się rozstajemy.

Co należy zrobić dalej? Nie zaczynać żadnych rozmów z osobą, która zaproponowała rozstanie. Nie zaczynać żadnych rozmów o tym rozstaniu i tej osobie z innymi ludźmi. To iluzja, że inni ludzie pomogą, że należy się wygadać, wyżalić i będzie lżej. Nie będzie. To jeden z takich momentów w życiu, kiedy należy znaleźć w sobie samego siebie, swój kręgosłup… zacząć się opierać na samego siebie. I przestać histeryzować i użalać się nad sobą na oczach wszystkich. Potem się będzie tego bardzo żałowało. Można przez jakiś czas pobyć w domu samemu, wypłakać się, podobijać się, poużalać się, ale żeby nikt o tym nie wiedział. Można się spotkać z psychologiem i wyrzucić z siebie wszystkie brudy, jak do śmietnika.  Ale siły należy szukać w sobie. To jest ten moment, który dużo da na przyszłość. Który nauczy, że jest się silnym i że ze wszystkim się sobie poradzi. Z niczym nie porównywalne uczucie. Dzięki temu uczuciu warto jest przez wiele przejść. To jest spotkanie z sobą samym. Zrozumienie ile jesteś wart.

Jeśli zacząć obsmarowywać sytuacje z koleżankami czy innymi osobami, utraci się resztki stabilności, zacznie się robić głupoty, zacznie się słuchać koleżanek, które powinne się zająć swoim życiem. Zacznie się wydawać, że to nieporozumienie i trzeba spotkać się i przekonać tego, kto odszedł, że popełnia błąd! W tym stanie człowiek będzie się poniżał coraz bardziej, zhańbi się, starci szacunek do samego siebie. Ale w iluzjach będzie się mu wydawało, że próbuje odbudować relacje, pomóc uciekinierowi zrozumieć swój błąd. Pomóc należy sobie nie stracić siebie. I zrozumieć, że dla relacji powinna być zgoda dwóch osób. A nie iluzje własnej racji w ratowaniu związku.

Z pomocy innych można korzystać w inny sposób. Można wyjechać na wycieczkę z kimś, zacząć coś robić, zacząć się rozwijać, czymś się zajmować. Ale nie zajmować się tym, żeby wałkować bez przerwy ten sam temat z koleżankami. Należy się nauczyć przyjmować to, na co się nie ma wpływu z godnością. I nie starać się tego zmienić. Pikaperzy mają fajne hasło: „Inicjatywa należy do inicjatora”. Czyli ratować związek może tylko ten, kto go rozwalił. Wtedy jest szansa. Jeśli poproszono nas do wyjścia należy jak najszybciej i jak najskromniej wyjść. To najlepsze zachowanie w takiej sytuacji. Bardzo ekologiczne, które kiedyś mocno zaprocentuje. I pod względem strategii, i pod względem samooceny.

Jeśli robić inaczej, jeśli bez przerwy opowiadając wszystkim dookoła o swoim cierpieniu i podłości partnera, osiągnie się to, że jego figura w polu wyrośnie jeszcze bardziej. Ktoś Cię zostawił, a Ty zamiast się odciąć zakochujesz się jeszcze bardziej. Jaki w tym sens?

Można będzie kiedyś przemyśleć wszystko i przeanalizować na spokojnie. Kiedyś ale nie teraz, kiedy się bije z emocjami. Teraz nie należy podlewać oliwy do ognia.

Ze stron znajomych i koleżanek będą głupie rady, żeby wszystko ratować, żeby porozmawiać, żeby przekonać, żeby się spotkać itd. Nie wolno ich słuchać i nie wolno tego robić. Robiąc to tylko dobija się te małe szanse, które możliwie istnieją  na powrót człowieka, który ma i bez tego wszystkiego dosyć. Inaczej by nie odszedł. Nie trzeba go gonić.

Słuchać należy nie koleżanek, tylko szacunku do siebie. Jeszcze nikomu nie udało się przez poniżanie się czy wzbudzanie litości czy poczucia winy przywiązać kogoś do siebie.

Widząc, że nie próbujecie gasić samochód tylko opuszczacie go spokojnie, ten, kto go podpalił zacznie się wahać. Może zaproponować spotkanie, porozmawiać, żeby wszystko przemyśleć itd. Nie wolno się zgadzać na takie spotkanie. Spotkanie go tylko przekona, że miał racje i dobrze zrobił, odchodząc. Jesteście jeszcze zbyt słabi, żeby właściwie poprowadzić takie spotkanie. Kiedyś do tego dojdzie (o ile się będzie mądrze się zachowywało teraz, w tym krytycznym momencie) ale teraz lepiej nie mieć żądnego kontaktu i skupić się… na rozwijaniu własnych zasobów i własnej autonomii i siły! :))

Zapamiętajcie proszę: zostać porzuconym nawet się opłaca (każdy kryzys w końcu się okazuje dobrodziejstwem i schodami na wyższy poziom), jeśli się zachowywać mądrze. Potem można będzie odwrocić sytuacje na swoją korzyść. Ale najważniejszy profit z takich doświadczeń – to spotkanie się z sobą samym!

Teraz póki co należy się maksymalnie zdystansować. Dystans potrzebny jest po to, żeby nastąpiło zresetowanie wszystkiego. Może kiedyś wrócimy do tego ciekawego tematu. Ale teraz należy się zdystansować nawet jeśli łączy wspólna praca, wspólne dzieci, inne rzeczy. W ogóle powinno się poczuć niechęć do kogoś, kto tak postąpił, kto Ciebie nie chce. Jeśli zamiast tego się tęskni za nim i chce się spotkać, oznacza to, że nie udało się znaleźć oparcia w samym sobie. I szacunek do siebie i samoocena póki co to historia nie o nas. Należy szukać psychologa i wyjaśniać z nim dlaczego zamiast    niechęci do krzywdzącego mnie czuje do niego jeszcze większą sympatię?

Nawet jeśli się póki co nie popracowało się z psychologiem i tylko zaczęło się postępować tak, jak o tym tu piszę, to już się ma dużą wygraną. Wygraną jest nie stracenie siebie i wzrost, przejście nie wyższy stopień. Wyjście ze strasznej i trudnej sytuacji z wysoko podniesioną głową, z wygraną. To daje wzrost i siłę swojej własnej figury, w swoim własnym polu. I w polu innych osób. To gwarantuje comeback ) Ale czym jest jakiś tam comeback w porównaniu z tym, że wygrało się siebie? )

Najgorsza sytuacje, najtrudniejszą historię można obrócić na swoją korzyść i dobrze z niej wyjść. Wyjść zwycięsko. Jeśli w porę się pozbyć iluzji, pogodzić się z tym, że nie mamy wpływu na rzeczy nie zależne od nas i poszukać oparcia w samym sobie. To powoduje wzrost naszej własnej figury. Rozumiemy dlaczego?

TK