Jak zbudować mocne granice? Mocne granice mają tylko ci ludzie, którzy kochają siebie.

Którzy są sami  dla siebie Mamą i Tatą.

Którzy nie są zależni od opinii innych ludzi, nawet tych, którzy budzą w nich respekt.

Dla których decydująca jest ich WŁASNA opinia.

Opinię na swój temat trzeba mieć zawsze WŁASNĄ. Tylko wtedy, kiedy człowiek nie ma własnej stabilnej opinii na swój temat – zastępuje mu ją opinia innych ludzi. Nie ważne czy pozytywna, czy negatywna. Nie wolno cudzą opinią zastępować sobie swoją własną. Nie wolno pozwalać sobie otrzymywać energię z pozytywnej (to są puste kalorie) czyjejś opinii i nie wolno zmieniać się czy przejmować z powodu opinii negatywnej.

Tego można się nauczyć, nawet jeśli całe życie przed tym było się bardzo zależnym od tego, co ktoś tam sobie powie czy pomyśli.

Jeśli człowiek przejmuje się opinią innych, nie mając swojej własnej, to tak, jak by on w ogóle nie istniał. Tylko pozytywna opinia na jego temat potrafi dać mu krótkotrwały komfort, przyjemność i energię. Kiedy ta przyjemność się kończy (bardzo szybko) następuje głód. Przecież ten ktoś nie umie siebie „nakarmić”, on musi za każdym razem prosić o jałmużnę innych. Nie wie sam, czy robi dobrze czy źle, woli się zapytać innych o zdanie. Proszenie o jałmużnę to oczekiwanie na reakcje innych na jakieś swoje zachowanie. Na pzykład oczekiwanie na odpowiedź smsową, jeśli w trakcie rozmowy współrozmówca wstrzymuje jak by dialog nie odpisując. Mieć twarde granice oznacza kochać siebie i mieć własne zdanie, nie być zależnym od reakcji innych osób. Nie czekać w ogóle na nią. Będzie to będzie, nie będzie – ja i tak mam czym się zająć, a wypowiadam się po to, by wyrazić to, co myślę. A nie po to, by dostać oklaski albo wciągnąć się do dyskusji i zacząć coś udowadniać. Człowiek z dobrymi granicami nigdy nie stara się nikogo do niczego przekonywać ani cokolwiek komuś udowodniać.

Jak siebie pokochać? Jak stać się dla siebie samego wsparciem na tyle, by czyjaś opinia przelatywała obok nie zahaczając? Na początek trzeba się nauczyć nie oddawać swojej energii na zewnątrz, tylko kierować ją do własnego środka.  Energię oddaje się wtedy, kiedy wszystko, co się robi czy nawet o czym się myśli chce się przekazać innym. Wiele ludzi właśnie tak postępują, żyją, jak by myśleli na głos. Każdy swój ruch, każdą swoją wątpliwość, każdy swój plan oni spieszą  przedyskutować z innymi. Dzielą się każdą swoją emocją czy myślą z innymi osobami, tak, jak by to był jakiś klejnot, którym koniecznie trzeba się podzielić, uszczęśliwiając wszystkich dookoła. To nie są żadne klejnoty, nasze myśli, plany,  obawy, przemyślenia itd. Opinię, o które nikt się nie pyta też nie są klejnotami. To jest tak, jak by pokazywać całemu światu swoje zasmarkane chusteczki, otwierać je, analizować, myśląc, że na kimś to zrobi wrażenie. Człowiek, który kocha i szanuje siebie, który ma sztywne i wyraźnie określone granice nie będzie informował innych ludzi o każdej swojej emocji czy myśli. Nie będzie biegł, jak małe dziecko do mamy, z dumą pokazując swoją kupę i oczekując oklasków. Nie potrzebuje ich. Człowiek, który kocha i szanuje siebie nie będzie się wypowiadał  nie pytany o zdanie. Człowieka, który kocha i szanuje siebie interesuje bardziej jego życie, on ma go na tyle urozmaicone, że nie ma czasu ani chęci na prostowanie czy krytykowanie innych ludzi. Na odwrót, osoby, które krytykują innych nie kochają samych siebie, stąd się bierze ich chęć krytykowania innych. Przy okazji kobiety, którym nie podoba się żaden mężczyzna też mają problem z akceptacją siebie. Chociaż to może być też lęk przed związkiem, kiedy człowiek boi się zranienia i dlatego nie chce się angażować. Psychika ludzka  jest naszym służącym, zawsze daje nam to, o co ją poprosimy. Nie chcemy się angażować – proszę, widzimy, że nikt się nam nie podoba.

Nie kochać siebie to przejmować się krytyką innych ludzi. Ale nie tylko. Potrzeba akceptacji i pochwały ze strony tych innych też oznacza nie kochanie siebie. Pozytywna opinia jest czasem przyjemna ale nic więcej. Nie wolno dopuścić, by robić cokolwiek w swoim życiu w oczekiwaniu na pozytywną opinię. Oglądając się na innych i oczekując oklasków. Robić trzeba tylko to, co sam uważasz za stosowne. Nawet jeśli się pomylisz ( co jest rzeczą zwyczajną i naturalną), to jest lepsze, niż lęk przed działaniem w obawie o krytykę. Należy się nauczyć pozwalać sobie na błędy (bez nich nie ma w ogóle postępu, to normalne) i zeskoczyć z narkotyku akceptacji innych. To, że ktoś myśli inaczej nie jest w ogóle argumentem dla człowieka szanującego siebie. Nawet jeśli wszyscy myślą inaczej – żaden argument do zmiany stanowiska. Tylko jeden człowiek uważał, że to Ziemia kręci się wokół Słońca. Wszyscy inni uważali odwrotnie. Kręgosłup człowieka buduje się wtedy, kiedy ze spokojem słucha innych wersji i nie spieszy się nic udowadniać ani się zmieniać. Jeśli uważa, że mu czegoś brakuje, sam dąży do tego, żeby to naprawić. Ale to jest jego wola.

Człowiek, który nie kocha siebie nie kocha dlatego, że nie ma w środku nikogo, kto mógł by go pokochać. Taki ktoś istnieje dzięki miłości otoczenia (przeważnie iluzorycznej). Kochać siebie oznacza przestać robić wszystko nie dlatego, że ja tak chce czy uważam za stosowne, tylko po to by otrzymać pochwałę. Uczyć się nie dla wiedzy tylko dla ocen – to właśnie nie kochać siebie. Najlepsze oceny przy okazji mają ci, co pracują dla kogoś. To są potencjalni pracownicy najemni. Ktoś, kto pracuje dla siebie stara się nauczyć nie dla oceny, tylko żeby się nauczyć, żeby móc, żeby umieć. W Stanach Zjednoczonych 60% milionerów łącznie z Zukierbergiem nie mają wyższego wykształcenia. To trochę inny temat ale przypomniany przy okazji rozmowy o kręgosłupie i kochaniu siebie. Kochać siebie to uprawiać sport nie po to, by wrzucić ładne zdjęcie w instagramie i dostać za niego oklaski, tylko po to by być zdrowym. Kochać siebie to przestawać się tłumaczyć, udowadniać, przekonywać. Kochać siebie to przestawać wkurzać się, kiedy ktoś nie odpowiada, przestawać zahaczać siebie tą sytuacją. Wypracowanie własnych zasobów wewnętrznych i budowanie samego siebie rozpoczyna się wtedy, kiedy przestajemy oczekiwać koniecznej reakcji na swoje postępowanie. Kiedy nie denerwujemy się brakiem reakcji albo jeśli reakcją jest nie zgodną z naszymi oczekiwaniami. Wtedy w relacjach romantycznych czy przyjacielskich zaczyna się zjawiać własna wysoka samoocena i szacunek do siebie. Dlatego, że chce się wyglądać ładnie w swoich własnych oczach, a nie w oczach innych. To nie oznacza, że przestanie się być ocenianym. Jak się coś robi, zawsze będzie się ocenianym. Ale własne samopoczucie takiej osoby więcej nie będzie zależało od ocen innych ludzi. Pozytywna ocena ze strony innych osób powinna być jedynie informacją dla nas, a nie źródłem energii. Jeśli robimy coś dobrze, widzimy, że to, co robimy sprawia komuś przyjemność, jest dobrze oceniane, to ok. Informacja została przyjęta. Ale jeśli my sami będziemy chcieli zacząć robić coś innego, to przestaniemy robić coś, za co dostawaliśmy pozytywne oceny ze strony innych ludzi. To normalne. Mieć szacunek do siebie i wysoką samoocenę oznacza robienie tylko tego, co się chce robić samemu. A nie to,  co chсiał by ktoś inny, żebyśmy robili, nawet jeśli chwali nas za to. „Jednakową miarą mierz pochwały i potwarze. Nie dyskutuj z głupcem” (c) Puszkin „Pomnik”

Mnóstwo osób zadaje pytanie ” jak zbudować stabilną i niezmiennie wysoką samoocenę?” To ważne, ponieważ samoocena jest silnikiem człowieka i źródłem jego energii. Właśnie ona odpowiada za to, na ile spełnionym, silnym i szczęśliwym czuje się człowiek. Właśnie dlatego tak bardzo się chce mieć iluzje, żeby pompować przez nie energię. Ale zbudować własną wysoką samoocenę można tylko: 1) nie przerzucając winy na innych (posiadając wewnętrzne umiejscowienie kontroli) 2) „remontując” i wzmacniając własne granice 3) reagując na opinię innych osób, jak na zwyczajną informacje. Informację, która może być przydatna albo szkodliwa, albo zbędna. O tym, jaka jest dla nas zadecydujemy my SAMI. Tylko my sami możemy oceniać siebie, tylko my sami odpowiadamy za własne życie.

Samokrytyka może się różnić od krytyki innych osób albo zgadzać się z nią. Ale zgadzanie się tych dwóch krytyk powinno być przypadkowe. Oparcia zawsze trzeba szukać w samym sobie i w swojej własnej samoocenie. Dlatego trzeba realistycznie patrzeć na własne postępowanie i zmieniać go tylko według własnych potrzeb. Bez paniki podchodząc do własnych błędów. „Tu zrobiłem dobrze, ok, a tu się pomyliłem. Ale to nic,  zrobię po prostu wniosek na przyszłość, poprawię się  ale nie będę się oglądał za siebie”. Taka powinna być postawa we wszystkim. Wtedy jest inny poziom bycia. Właśnie taki, który ma w sobie niekończące się źródło zasilania. Niekończącym  się  ono staje się wtedy, kiedy idzie od środka nas samych.

W pracach nazistów właśnie zdanie człowieka o samym sobie było decydującym określeniem „białego człowieka”. Niby Azjaci zbyt dużo zastanawiają się nad tym, co pomyślą o nich inni. Jedynie „normalny” człowiek buduje linię swojego postępowania według tego, co sam myśli o sobie, jakie ma zdanie na swój temat, on sam sobie jest sędzią najwyższym. Oczywiście budzą wątpliwości osobowości autorów, chociaż sama myśl o zbudowaniu samego siebie wydaje mi się poprawna. Oceniając siebie należy wyobrazić sobie, że oceniamy inna, obcą osobę.  Wtedy się zobaczy wszystkie T9 swojego postępowania. Ale ocenianie siebie nie oznacza „kocham siebie i chwalę bezgranicznie”, to też chowanie sie w iluzjach. Oceniać siebie, jak napisałam należy tak, jakbyśmy oceniali kogoś innego. Przy czy widząc swoje błędy i niedociągnięcia nie należy mieć poczucia winy czy wstydu. Należy wyciągać wnioski i przełączać uwagę na budowanie własnych zasobów. Dlaczego poczucie winy i wstydu jest szkodliwe będę jeszcze pisać, myślę, że w instagramie. Na szkoleniach też poruszymy ten watek, to bardzo ważne. Wiele ludzi się katuje niepotrzebnie, latami.

Zaczynamy od drobiazgów: zrobiliśmy coś dobrego i nie chwalmy się tym. Trzeba nauczyć się szukać akceptacji, pochwały albo krytyki wyłącznie od siebie samego. Trzeba nauczyć się osądzać siebie samemu i nie wolno oddawać to prawo innym ludziom. Nie wolno innych stawiać na piedestale a samego siebie rzucać gdzieś pod nogi. Inaczej wszyscy z nami tak zaczną postępować. Ludzie sczytują nasz stosunek do siebie i zaczynają traktować nas w ten sam sposób.

Mając jakieś ciekawe plany nie warto opowiadać o nich innym. Nie warto opowiadać każdą swoją myśl, niepokój czy mówić o wątpliwościach. To trudne, wiem. Ale warto zatrzymać to dla samego siebie i iść do celu małymi krokami. Wiele ludzi żyją, jak by nie mieli żadnych granic. Muszą się podzielić każdą swoją myślą, każdą emocją, każdym planem, każdą wątpliwością. Jeśli dzielą się tym z kimś i nie dostają odpowiedzi, czują się źle. Kontynuacja dialogu następuje w ich własnej głowie. Przestać o tym myśleć oni nie mogą, ponieważ nie mają pojęcia o budowaniu granic.

Należy samemu zbudować siebie, wylepić, wyrzeźbić, nawiązać kontakt ze sobą. Potem można będzie szukać w sobie oparcia. Dopóki granice są dziurawe, jak sitko, dopóki  chce się doradzać i krytykować innych albo na odwrót pytać się samemu o opinię innych – do tej pory człowiek nie będzie miał najważniejszej osoby w swoim życiu –  samego siebie. Tak i będzie chodził przez całe życie skarżący się i krytykujący innych, szukający jednocześnie do kogo by się tu przylepić.

TK