Na lekcji-konsultacji na temat minusów mieliśmy pytanie odnośnie znaczenia wartości obiektywnej i braku iluzji dla niespadania w minus. To dłuższy temat i więcej i dokładniej  o minusach ja zamieszczę w grupie zamkniętej, jak tylko znajdę więcej  czasu. Tu tylko wrzucę podstawowe momenty, które należy rozumieć, by za każdym razem nie zostawać minusem. A zostaje się nim za każdym razem, w każdych relacjach, jeśli nie widzi się własnych błędów.

Podstawowym błędem kogoś, kto leci w minus jest brak umiejętności rozdzielania granic. Nawet jak się ma obiektywną rację, nawet jak się ma dobre chęci, nie wolno nie rozdzielać granic i decydować za drugiego człowieka, co mu jest potrzebne. To tak samo, jak gdybyśmy pomylili cudzą głowę z własną i zaczęlibyśmy się o nią troszczyć. Zaczęlibyśmy ją karmić, zakładać na nią czapkę itd. Niby robimy dobrze, nie krzywdzimy ją i się troszczymy – ale to nie jest nasza głowa! Ona może tego nie chcieć. Po prostu.  Nawet jeśli jesteśmy obłędni we własnych oczach i naprawdę wiemy, że potrafimy dać komuś szczęście, drugi człowiek może tego nie chcieć. Tak, po prostu. Ale minus przecież nie widzi granic, on chce i już. I to nie dotyczy tylko relacji damsko-męskich. Ktoś, kto ma słabe pojęcie o granicach popełnia wszystkie możliwe błędy w relacjach – jest roszczeniowy, jest lepki, jest zazdrosny, próbuje manipulować i szantażować. Kto chce mieć do czynienia z kimś takim?

Ale do zakładania czapki na cudzą głowę jeszcze jest długa droga. Większość ludzi mogli by uniknąć wpadania w minusa na samym początku tej drogi.

Gdyby potrafili zauważyć różnicę pomiędzy własną wartością obiektywna i wartością obiektywną człowieka, który im się podoba. Zamiast cieszyć się : „On pasuje do mnie! Jest wysoki i przystojny, ma włosy do ramion i stylowy tatuaż, podoba mi się!” warto zastanowić się i odpowiedzieć na pytanie – czy ja też do niego pasuję? Co mogę mu dać? Jaką przyjemność?Zamiast się nakręcać i fantazjować warto spojrzeć na siebie obiektywnie i pomyśleć : jaką przyjemność od bycia ze mną będzie miała tamta osoba? Miłość=wartość subiektywna. A wartość subiektywna to poziom przyjemności, którą daje nam drugi człowiek. Im więcej przyjemności, tym większa wartość subiektywna tego kogoś dla nas.

Mówiąc o przyjemności mam na myśli PRZYJEMNOŚĆ a nie pieniądze. Przyjemność od bycia razem. Gdyby starsi mężczyźni romansujące z młodymi kobietami spróbowali odpowiedzieć sobie na pytanie „co ja mogę jej dać oprócz swojej starości, zapachu starości i moich pieniędzy?” nie było by tyle rozczarowań, spraw sądowych i pretensji. Bardzo spokojnie należy do tego podchodzić. Jeśli młoda dziewczyna pracująca w banku i mająca wgląd do konta swojego klienta, który ma trójkę dorosłych dzieci, nadwagę, brzydki charakter, brodawki na twarzy – jeśli ona zachodzi z nim w ciążę, to oczywiście w grę wchodzi wyłącznie dzika miłość, która wszystko usprawiedliwia. Miłość czyli przyjemność, którą daje swoją osobą partner.

Oczywiście, to nie odbywa się tak, że ktoś siedzi i wylicza : to mam, tego nie mam. Po prostu bycie z partnerem z wysoką wartością obiektywną staje się windą socjalną. Koleżanki zazdroszczą, mama jest dumna, są większe możliwości, życie staje się ciekawsze. I na odwrót – partner z niższą wartością obiektywną oznacza wyrównywanie jego braków swoim kosztem. Koleżanki się litują, mama jest wściekła, pieniędzy jest mniej. Życie ogranicza się do możliwości partnera z niską wartością obiektywną.

I jeśli partner z niską wartością obiektywną nie jest powiedźmy dobrym pikaperem albo kimś, znającym się na psychologii, mającym mocny kręgosłup i nie litujący się w pracy nad sobą, z perspektywami wzrostu – każdy zrezygnuje z relacji z kimś z niską wartością obiektywną. Każdy człowiek chce mieć obok siebie kogoś lepszego i ciekawszego, na całe życie. Dlatego należy to rozumieć i oceniać swoje możliwości obiektywnie. Zadając pytanie sobie „co mogę mu/jej dać?”. Pozbycie się iluzji  i umiejętność stawiania granic jest kołem ratunkowym przed spadaniem w minus.

I jeszcze jedna rzecz, która jest często spotykana. Czasami powstaje pytanie: dlaczego relacja stoi w miejscu? Chłopak dzwoni raz czy dwa w miesiącu, ma kolegów, rozrywki, z dziewczyną spotyka się ponad rok i nie ma żądnego postępu. Dziewczyna nie wie co ma robić, ponieważ zegar biologiczny ponagla, a ze strony chłopaka nie ma żądnych propozycji.

W tej sytuacji nie da się zrobić żadnej piki, bo nie nie ma podstaw. Każda pika w tej sytuacji stanie się żałosnym wymuszaniem. A każde wymuszanie, nawet ukryte, drastycznie zmniejsza wartość subiektywną tej osoby.

Dlaczego tak się dzieje, dlaczego relacja stoi w miejscu? Dlatego prawdopodobnie, że wartość obiektywna tej dziewczyny jest za niska dla chłopaka. Rzucić ją on niby nie ma za co, a zbliżać się z nią nie ma po co. I taka relacja może trwać latami. Warto też pamiętać, że wartość subiektywna najszybciej i najbardziej dynamicznie rośnie na początku znajomości. Po roku znajomości ona się nie rusza praktycznie. Muszą nastąpić jakieś radykalne zmiany, by powiedzmy roczna relacja ruszyła z miejsca. Na przykład partner, który tego chce może odejść z relacji, która mu nie odpowiada. Tylko odchodzić należy ( zawsze w przypadku minusa!) nie obciążając poczuciem winy plusa. Nie mówić : ” kocham Cię, ale ponieważ niczego mi nie proponujesz, żadnego małżeństwa – odchodzę”. Tego robić nie wolno. Tak może robić plus (mówić o uczuciach podczas odejścia) albo partner ze związku z upadłością. Minusowi się opłaca powiedzieć, że się odkochał i dlatego odchodzi. Plus w to nie uwierzy, oczywiście, ale to nie jest zmartwienie minusa. To jest najlepsza opcja odejścia – nie pozostawiając u partnera poczucia winy. To spowoduje, że plus za jakiś czas będzie chciał spróbować od nowa, zwłaszcza jeśli minus w tym czasie porządnie popracuje nad własnymi zasobami=autonomią. Właśnie, kto powie dlaczego tak się dzieje? Dlaczego odejście minusa bez wywoływania poczucia winy u plusa praktycznie gwarantuje, że plus będzie chciał zrobić comeback? 🙂 Tylko odchodzić należy naprawdę, a nie oglądając się, czy plus pobiegnie. Nie pobiegnie. A blefowanie odejściem wygląda tak, jak gdyby ktoś powiedział, że odchodzi, a sam się schował w szafie. Jaki wstyd by był, gdyby go tam odnaleziono ) Dlatego odchodząc należy liczyć się z tym, że plus nie pobiegnie, że to naprawdę koniec i że w przypadku, gdy plus nie pobiegnie za minusem, minus pogodzi się z tym i zacznie nowe życie.

Odpowie ktoś na pytanie zadane w poście? 🙂

P.S. Bardzo proszę o niewysyłanie próśb o dołączenie do grupy zamkniętej. Dodaję do niej wyłącznie osoby biorące udział w szkoleniach, i to nawet nie wszystkie. Jeśli kogoś pominęłam z ostatnich dwóch szkoleń (muszę znaleźć te osoby w tłumie nieznanych mi osób, wysyłających prośby o dołączenie do grupy zamkniętej) proszę jeszcze raz o wysłanie do mnie maila z imieniem i nazwiskiem  oraz wysłanie prośby o dołączenie do grupy „psychologia relacji”, bym mogła ją zaakceptować.

TK