Wiele z osób w minusie często mylą przyjaźń i friendzone. Minus na tyle boi się stracić plusa z pola widzenia, że czasami się zgadza na „przyjaźń”. Przyjaźnić się z osobą innej płci oczywiście można. Ale nie wtedy, kiedy jeden traktuje drugiego, jako przyjaciela a drugi przyjaciela kocha. To oszukiwanie samego siebie. Niektóre kobiety uważają nawet, że friendzone jest lepsze, niż relacja seks-only. W seks-only przynajmniej są określone reguły. I nikt nie jest „niższy” od drugiego. A bycie we friendzonie to dno. Dlatego, że jeśli mężczyzna wie, że kobieta go kocha, a on jej nie i mimo to, ona się zgadza na taką „przyjaźń” nic oprócz pogardy taka kobieta w nim nie wywołuje. No, może trochę litości. Ale to też uczucie takie sobie. Jeśli mężczyzna znajduje się we friendzonie kobiety to jeszcze pół biedy. Jakoś naturalne jest, kiedy mężczyzna się stara o względy kobiety, której się nie podoba. Nie razi to i nie uwłacza mężczyźnie tak, jak uwłacza kobiecie, która biega za facetem i nazywa to szlachetnym słowem „przyjaźń”. Już lepiej by wyglądała, gdyby po prostu sypiała z nim od czasu do czasu, nie będąc zakochana. Chociaż też taka sobie perspektywa.

Ale przebywanie we friendzonie jest dużo gorsze dla godności kobiety, niż seks-only. W seks-only jej nawet nie chcą. A ona chce. I daje to do zrozumienia. Z szacunku do siebie nici.

Szacunek do siebie traci się nie wtedy, kiedy ktoś nas źle traktuje. Szacunek do siebie traci się wyłącznie wtedy, kiedy my się na to zgadzamy. 

Kobieta, która kocha zgadza się na jałmużnę w postaci uwagi faceta, którego kocha. Uwagi przyjacielskiej, nie więcej. Mówiąc o szacunku do siebie należy rozumieć, że nie da się go wymusić, wybłagać, zażądać itd. Nie wolno mówić, że się chce szacunku, pozostając w relacji, która sama z siebie jest brakiem szacunku! Żądanie szacunku w tej sytuacji jest zgadzaniem się na brak szacunku. Czy żąda, czy nie – ona się zgadza na jego brak. Nie zgadzanie się (na brak szacunku na przykład) zawsze wygląda bardzo cicho – po prostu spokojnie odchodzi się z relacji, która nie odpowiada. Dystansowanie się zawsze jest najlepszą tabletką na każde nie do końca przezroczyste czy przyjemne sytuacje. Nie trzeba nigdy się wykłócać, nie trzeba nikogo do  niczego przekonywać. Dziękujemy i dystansujemy się. Beż żadnych pożegnalnych przemówień i fajerwerków. Beż trzaskania drzwiami. Bez wyjaśnień. Nie trzeba się bać, że ktoś coś nie zrozumie. Nikt nie jest głupi. Głupi jest tylko ktoś, kto uważa człowieka, któremu nie zależy za głupszego od siebie.

Należy zrozumieć, że na nasz szacunek do siebie nikt inny nie ma wpływu. To jest coś, co leży wyłącznie w naszych granicach. My sami wybieramy dystans z którego chcemy prowadzić relację.

Nie należy z nikim dyskutować o swoim szacunku do siebie. Dyskutując o nim natychmiast go tracimy.

I teraz wracając do friendzony. Friendzona zaczyna się wtedy, kiedy wyznajemy komuś miłość i otrzymujemy propozycje zostania przyjaciółmi. Należy wtedy natychmiast skończyć jakąkolwiek przyjaźń. Nawet jeśli pracujemy razem. Wszystkie relacje prywatne, wszystkie prywatne rozmowy, wybiegające poza zakres obowiązków urywamy. Nie wolno pozostawać w pobliżu tego, komu wyznaliśmy miłość i kto ją odrzucił. Nie należy się bać, że to będzie wyglądało tak, jakbyśmy się obrazili. Bać się należało wcześniej, kiedy wyznawało się miłość facetowi, który nie kocha.

Teraz należy uświadomić sobie, że nie wolno udawać, że nic się nie stało. Stało się to, że wyznając miłość podchodzi się do kogoś od dołu, z dolnej pozycji. A ktoś z góry tą miłość odrzuca. I teraz nie wolno udawać, że przyjaźnimy się , jak dawniej i jesteśmy na równi.

Ale!

Pokazywać, że się zostało pokrzywdzonym i nieszczęśliwym, wymuszając w ten sposób poczucie winy też nie wolno. Odmawiający zawsze odbierają brak kontaktu ze strony wyznającego miłość, jako obrażanie się. I próbują załagodzić swoją „winę”. Odmawiający będzie przynosił kawę i owoce do biura kobiety, którą odtrącił, będzie podrzucał jej piękne piosenki, będzie zapraszał ją na spacery. Może nawet opowiedzieć o swoich traumatycznych dziecięcych przeżyciach, z powodu których stal się taki zamknięty i nieczuły na miłość… Nie należy tego słuchać oczywiście ) Człowiek ma poczucie winy, czuje się niezręcznie i probuje na każdy sposób pozbyć się uczucia dyskomfortu.

Najlepsze, co powinno się zrobić w takiej sytuacji, to dać do zrozumienia, że się nie jest obrażonym, że się świetnie czuje ale utrzymywać bliski kontakt się nie ma ochoty.  Razem ze wspólnymi znajomymi będzie można się spotkać ale na osobności nie.

Niestety większość kobiet odbiera takie gesty ze strony mężczyzny, jako zgodę na relacje romantyczne. Wczoraj on odmówił ale dzisiaj przemyślał wszystko sobie i przyniósł mi kawę, ponieważ doszedł do wniosku, że również kocha! Niestety nie. Skoro odmówił, oznacza to, że Twoja ważność dla niego w relacjach romantycznych jest znikoma. Wręcz ujemna. Chociaż ważność na płaszczyźnie przyjacielskiej lub zawodowej może być ogromna. Pod wpływem wymuszania poczuciem winy ważność na płaszczyźnie romantycznej się nie zwiększy.

Nie trzeba było wyznawać miłości komuś, kto nic nie zrobił, by przekonać, że też coś czuje. W przypadku mężczyzny to jet do zniesienia, jemu pozwala na to gender. W przypadku kobiety należy się posuwać małymi krokami. Jakieś czułe spojrzenia, dotknięcie ręką – i od razu by poczuło się, że po tamtej stronie plus. Że człowiek nie jest zainteresowany. Ale nie.  Niektóre panie zaczynają od tego, że proponują mężczyźnie siebie. Ja nawet nie mówię o seksie, to pół biedy. Najgorsze, kiedy proponuje się naprawdę siebie, czyli uczucie. Człowiekowi, który tego nie chce.

Teraz nie ma wyjścia. Teraz się musi przejść przez wszystkie stopnie głupoty, którą narobiliście. Żeby ją odwrócić. Pierwszy stopień, to kiedy facet będzie myślał, że kobieta czuje się obrażona. I będzie jej to wynagradzał. Żałosne. Ale trudno, do przeżycia. Należy zapewnić go, że nic się nie stało, że się żartowało i że napewno będziecie przyjaciółmi ale trochę później. Tylko nie należy mówić o bólu! )) Tym bardziej, że mówiąc szczerze bólu nie ma. Jest zwykły wstyd za swoją głupotę. W wieku 88 lat będzie co sobie przypomnieć i się pośmiać. Ale o swojej głupocie i wstydzie mówić mu też nie należy. Wyślizgujcie się, obracając wszystko  żart. Ważne jest przekonać drugą stronę, że się nic nie stało, nie ma żadnego obrażania się, wszystko jest ok. I że jej (tej drugiej strony) się nie chce!

I rzeczywiście, normalny zdrowy człowiek nigdy nie chce kogoś, kto nie chce jego!  Dlatego, kiedy się zrozumiało, że nie ma wzajemności należy w ten sam moment odpuścić sytuacje. Zająć się innymi sprawami.

Ale osoby, które siedzą w friendzonie na odwrót, za każdą cenę starają się pokazać, jak potrzebują swojego plusa. W ten sposób robią wszystko, żeby plus nigdy nie dojrzał do wzajemności. Rozumiecie, że karmić sobą kogoś, kto was nie chce, oznacza odpychać od siebie jeszcze bardziej, stawać się ochydnym, żenującym, uciążliwym? To reguła stworzona przez naturę – odczuwać obrzydzenie do kogoś, kto nie ma szacunku sam do siebie.

Nie ma lepszego lekarstwa na wszystkie błędy i głupoty, jak dystans. A jeśli do dystansu doda się szacunek do siebie (albo przynajmniej się go pokaże) strzałki zaczynają biec w odwrotnym kierunku. Ktoś, kto odrzucił osobę do której nic nie czuł widząc jej zachowanie z szacunkiem do siebie, zaczyna patrzeć na sytuacje inaczej… Na początku, to, co go odtrąciło w pierwszej chwili – wywoła w nim czułość i uśmiech, wszystkie te wypowiedziane głupoty. A z czasem być może… sympatię.

Ale lepiej nie myśleć o tym. To wszystko głupoty i drobiazg, to nic w porównaniu do najważniejszego zadania : przywrócić stracony szacunek do siebie.

Jeśli jest się kobietą siedzącą w friendzonie naprawić można wszystko tylko  wydostając się z niej. Podziękować za przyjaźń. Dać do zrozumienia, że mężczyzna więcej się nie podoba. Że podoba się ktoś inny. Nie trzeba się bac, że się złamie tym serce kogoś, kto nie jest zakochany. Trzeba przestać się czołgać. I zobaczyć  czyje serce zostało złamane.

TK